Wspieraj nas

Zostań naszym subskrybentem i czytaj dowolne artykuły do woli

Wspieraj nas
Wesprzyj

Konrad Ludwicki o kamedułach i ich eremie na Srebrnej Górze. "Milczeć, ale życiem wołać..." - recenzja książki

    2026-08-09
    Czas czytania 15 min

    „Kto wjeżdża do Krakowa – czytamy na obwolucie książki – od strony zachodniej, ten z daleka widzi lśniące w słońcu i górujące nad miastem białe wieże klasztoru kamedułów. Mnisi noszą charakterystyczny biały habit z kapturem i szkaplerzem mieszkają w eremach nieopodal kościoła i wiodą surowe życie w ciszy i samotności. Dzień rozpoczynają o 3.30 w nocy, gdy dzwon klasztorny wzywa na pierwszą modlitwę. Kolejne godziny dnia upływają kamedułom na pracy, modlitwie, lekturze Pisma Świętego i kontemplacji (...).”  

    Książka jest zapisem rozmowy; jest wywiadem-rzeką, którą przeprowadził autor, Grzegorz T. Sokołowski, z ojcem Mateuszem Kolbusem EC, przeorem eremu kamedułów na krakowskich Bielanach. To rozmowa przede wszystkim o wierze, zakonie, Bogu i życiu. Może i o życiu przede wszystkim. Życiu w kontekście Boga. Życiu bogatym i jednocześnie niezwykłym w swej prostocie. Tytuły dziesięciu rozdziałów to jednocześnie tematy wątków i opis codziennej egzystencji mnichów.  Przykładowo: rozdz. I O powołaniu, wyborze i drodze do eremu, rozdz. II O kamedułach i regule zakonnej, rozdz. V O poście i ascezie, rozdz. VI O milczeniu i wartości słowa, rozdz. X O śmierci i życiu wiecznym. Wolumin został wzbogacony, kilkunastoma (szesnaście) czarno-białymi zdjęciami, które wykonał Szymon Reiter. Powściągliwość i subtelność fotografii – wykonanych w eremie – idealnie koresponduje z treścią książki. To swoiste ilustracje do poruszanych kwestii.     


    Publikację wydała krakowska Oficyna „eSPe. Na temat misji Wydawnictwa czytamy na ich stronie: „Książki mogą być dobre, bardzo dobre i… boskie. W Wydawnictwie eSPe skupiamy się na tych ostatnich. Kierując się hasłem Pietas et litterae (Pobożność i nauka), wyrażającym charyzmat Zakonu Pijarów, służymy czytelnikom publikacjami, które pomagają budować trwałą relację z Bogiem oraz odkrywać własne talenty i wykorzystywać to, czym zostaliśmy obdarowani.” Książka jest sygnowana tzw. Nihil obstat (łac. „nic nie stoi na przeszkodzie”), formuła ta wyraża akceptację przez kościół. Jest stwierdzeniem, iż nic w treści nie jest sprzeczne z doktryną wiary. 


    /// Posiłki spożywają w samotności w swoich eremach. Niemniej samotność zakonników nie jest wyłącznie jakimś przygnębiającym osamotnieniem i opuszczeniem. Nie jest – jak mogłoby się wydawać – porzuceniem świata i bliźniego. Ograniczenie kontaktu z ludźmi i światem ma wszak wypełnić Bóg. ///

      
    Genezy zgromadzenia kamedułów należy szukać we Włoszech. Dał jej początek św. Romuald już w XI wieku. Godłem zakonu są – za intencją św. Romualda – dwa gołębie, pijące ze wspólnego kielicha. To symbol-skojarzenie egzystencji wspólnotowej z pustelniczą.  Stworzył on zakon w oparciu o regułę św. Benedykta, dla którego myśl przewodnią stanowiła Biblia. Warto zaznaczyć, iż od wieku VIII do niemal XIII zasada ta, była najczęściej stosowaną regułą wśród zakonników. Stan ten zmieniło powstanie zakonów żebrzących (np. franciszkanie). Reguła ta dziś jest nadal aktualna dla zakonów zrzeszonych w tzw. Konfederacji Benedyktyńskiej. Obok trapistów i cystersów należą do niej i kameduli.  


    Mnisi na Srebrnej Górze mieszkają w osobnych, wolnostojących domkach z małym ogródkiem. Usytuowanych jeden obok drugiego. Nie korzystają z mediów czy Internetu. Nie opuszczają klasztoru (jedynie w nagłych przypadkach – pogrzebu kogoś z rodziny etc). Posiłki spożywają w samotności w swoich eremach. Niemniej samotność zakonników nie jest wyłącznie jakimś przygnębiającym osamotnieniem i opuszczeniem. Nie jest – jak mogłoby się wydawać – porzuceniem świata i bliźniego. Ograniczenie kontaktu z ludźmi i światem ma wszak wypełnić Bóg. W Nim natomiast owa samotność, przez zespolenie z Nim, stanowi jednocześnie wewnętrzną wspólnotę ze stworzeniem. Przytoczmy kilka sentencji i myśli ojca Mateusza Kolbusa dotyczących samotności. Przeor, przywołując teologów, mówi: „św. Augustyn pisze: Nigdy nie jestem mniej sam niż wtedy, gdy jestem sam. I jeszcze te słowa Ewagriusza z Pontu: Mnich to ktoś, kto jest oddzielony od wszystkich, a zarazem zjednoczony ze wszystkimi. Nie sądzę zresztą, żeby doświadczane przez nas nieraz poczucie osamotnienia było czymś bardziej dotkliwym od samotności, jaką przeżywają ludzie w świecie. Życie w anonimowym tłumie współczesnych miast może jeszcze pogłębiać poczucie samotności i wyobcowania (coś o tym wiem), zwłaszcza gdy żyje się z dala od Boga.” (s. 106 i 107)

    Las Wolski – gdzie usytuowany jest klasztor – jest dziś właściwie jedną z niewielu, albo i jedyną pozostałością naturalnej przyrody leśnej w obszarze Krakowa. Flora zajmuje powierzchnię około 420 ha. Wczesnobarokowy erem i kościół kamedułów tam usytuowany swym początkiem sięga XVII w. Książka i rozmowa w niej przybliża czytelnikowi również wielość zabytków w obszarze eremu. To niezmiernie cenne dobra kultury: mur klasztorny, kolumna z czarnego marmuru, furta i wreszcie kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To tu w Kaplicy św. Romualda w gablocie ołtarza umiejscowiony jest cudowny obraz Matki Boskiej Królowej Pustelników. Twórcą tego niezwykłego dzieła jest najprawdopodobniej malarz-kameduła ojciec Wenantem z Subiaco. To piękny obraz w nurcie włoskiego caravaggionizmu – światłocienie, bliski plan, efekty naturalistyczne...  Suknia Matki Bożej i tło obrazu są srebrne. Zdobione ornamentyką roślinną. Ojciec Mateusz Kolbus, przystępnym, komunikatywnym językiem przybliża nam historię tych wartościowych dzieł. 


      /// Po śmierci nie mają nawet trumien. Zostają pochowani leżąc na drewnianej desce, bez obuwia, w białych skarpetkach i białych habicie z założonym kapturem. ///


    Mnichów w to miejsce sprowadził marszałek wielki koronny Mikołaj z Podhajec Wolski – był rok 1603.  Stwierdzić można, iż życie wewnętrzne według eremu kamedułów to nieustanne dążenie do utraconej – przez współczesnego człowieka – jedności z Bogiem. Czyli, powiedzieć można, ubóstwienia (theosis) z łaski poprzez pełne opanowanie ludzkich namiętności. Zwłaszcza miłości własnej. Co się zaś tyczy pełnienia cnót – to szczególnie chodzi o wypełnianie cnoty miłości względem innych. Nie ma wątpliwości, że ideałem takiego charyzmatu jest niewątpliwie Chrystus. On staje się, dnia każdego, gwarancją, że poprzez ascetyzm i modlitwę – wytrwamy. Nieustanne dążenie przez kamedułów do dobra jest w prostej linii dążeniem do Boga. Ten, kto składa ślub posłuszeństwa – jest o tym mowa podczas rozmowy – składa je przecież na ręce przełożonego zakonu. A on jest przedstawicielem Boga, toteż i posłuszeństwo kieruje się niejako do samego Boga. Przeor jest zatem poręczycielem autentyczności woli Bożej. Może się to objawiać chociażby w jego orzeczeniach i decyzjach. Oczywiście jego werdykty nie mogą być w konflikcie z nauką kościoła; nie mogą być też w antynomii z aktualnymi Konstytucjami Eremu.

    Rzecz jasna kameduli nie śpią w trumnach i nie pozdrawiają się sentencją memento mori. Po śmierci nie mają nawet trumien. Zostają pochowani leżąc na drewnianej desce, bez obuwia, w białych skarpetkach i białych habicie z założonym kapturem. Zresztą cała ich egzystencja jest swoistym dochodzeniem do śmierci będącej jedynie osobliwym przejściem – przesmykiem w inną rzeczywistość. W rozdziale X O śmierci i życiu wiecznym, przeor eremu stwierdza: „W gruncie rzeczy całe życie chrześcijanina, traktującego na serio swoją wiarę, jest procesem stopniowego umierania dla siebie i spraw tego świata, i – na miarę tego procesu – rodzeniem się dla Boga i w Nim. Moment śmierci jest wówczas dopełnieniem wędrówki ku pełni życia w Chrystusie.” (s. 295) Ascetyzm ma wpływ na relatywnie długie życie. Zakonnicy nie jedzą mięsa z wyjątkiem, dosłownie, kilku dni w roku. Wstrzemięźliwość i skromność niejako antycypują zdrowie.


    Mnisi najczęściej żyją przeszło osiemdziesiąt lat. Sporo z nich dożywa i lat dziewięćdziesięciu. Ten fenomen można przypisać właśnie diecie i regularnemu trybowi życia. Modlitwie i ciągłemu trwaniu w obecności Boga – jutrznia, msza święta, liturgia godzin... . Kameduli potrafią się zatracić w modłach i oracji. I to właśnie jest najlepsza forma modlitwy. Przekonuje ojciec Mateusz Kolbus: „Jan Kasjan przytacza słowa św. Antoniego Pustelnika: Doskonała modlitwa ma miejsce wtedy, gdy mnich zapomina o sobie i o tym, że się modli. (s. 223)

    Książka składa się z dziesięciu rozdziałów i każdy z nich jest wart dłuższego eseju. We wstępie, który napisał ks. Roman Hosz, w pierwszych zdaniach książki czytamy: „Otrzymujemy do rąk niezwykle piękną pozycję. Słowa zrodzone z milczenia, które wymykają się temu, co namacalne, prowadząc nas w stronę niewypowiadalnych wymiarów Tajemnicy. (...) Nie jest to pozycja, po którą można sięgnąć przy okazji wielu dziejących się spraw. Jest to raczej zaproszenie do wspólnego świętowania, wspólnego zapatrzenia się w nieznane, aby odnaleźć niepowtarzalny smak nieco ukrytej drogi duchowej prowadzącej do królestwa. Szczerze ją polecam.” (s. 5 i 6)
    I ja – za ks. Romanem Hoszem – polecam ją również.

    Konrad Ludwicki

    Milczeć, ale życiem wołać. Z ojcem Mateuszem Kolbusem EC przeorem eremu kamedułów na krakowskich Bielanach rozmawia Grzegorz T. Sokołowski, Kraków, Wydawnictwo „eSPe”, 2024, 318 s. 

    Komentarze (0)

    Czytaj także