Historia nie jest - chyba - nauczycielką życia. Jest natomiast z całą pewnością jednym z najważniejszych instrumentów współczesnej polityki
Polityka pamięci to dziś jeden z centralnych aspektów walki o wpływy i władzę. Politycy w każdym kraju nieustannie coś celebrują, czczą, odznaczają, przypominają, potępiają, a narzucenie swojej interpretacji przeszłości ma niemal takie samo znaczenie polityczne, jak narzucenie swojej interpretacji prawa unijnego. To rdzeń „soft power”, która choć „miękka” może być bardzo bolesna i bardzo zniewalająca.
Nie jest rzeczą przypadku, że jedną z pierwszych instytucji finansowanych z „Zachodu”, które powstały w Polsce, był Niemiecki Instytut Historyczny. Miał o nie tylko kształcić niemieckich specjalistów od polskiej historii, ale i nauczyć polskich historyków - i Polaków w ogóle - właściwego stosunku do swojej oraz niemieckiej i europejskiej przeszłości.
Trudno się dziwić, że naród o takiej przeszłości jak Niemcy, tak wielką wagę przypisywał polityce pamięci. Przeszłość była w Republice Federalnej Niemiec czymś, co koniecznie trzeba było „przezwyciężyć”, by znowu stać się suwerennym państwem. Jednym z charakterystycznych dla niemieckiej kultury politycznej Republiki Bońskiej było „Vergangenheitsbewältigung” - ciągła refleksja nad winą i odpowiedzialnością za zbrodnie III Rzeszy przy jednoczesnym silnym przeciw temu oporze i zatrzymaniu rozliczeń prawnych. Początek tego procesu to eseje Manna z okresu wojny i tuż-powojennego czy słynna rozprawa Karla Jaspersa o problemie winy z 1946 roku.
/// Trudno się dziwić, że naród o takiej przeszłości jak Niemcy, tak wielką wagę przypisywał polityce pamięci. ///
Potem regularnie toczyły się wielkie debaty publiczne na temat nazistowskiej przeszłości, począwszy od roku 1961 i tak zwanej “Fischer-Debatte”, przez słynny spór historyków „Historikerstreit”, rozpoczęty artykułem Ernsta Noltego, „Przeszłość, która nie chce odejść” oraz burzliwą dyskusje, którą w 1995 roku wywołała wystawa podważająca legendę „czystego Wehrmachtu”. Także książka Daniela Goldhagena z 1996 stawiająca na nowo pytanie o wyjątkowość niemieckiego antysemityzmu rozgrzała niemiecką publiczność. Ostatnią wielką historyczną debatą w Niemczech był w 1998 spór, który rozpoczęło przemówienie pisarza Martina Walsera w czasie uroczystości wręczenia prestiżowej nagrody księgarzy niemieckich, gdy skrytykował on rytualizację pamięci o Holokauście i traktowaniu go jako „maczugi moralnej”.
W sporach tych wygrywali krytycy przeszłości, ale dzięki tej narodowej debacie zbudowano nową tożsamościową narrację, wedle której Niemcy wyznali i pokonali błędy, oczyścili się i stali się wzorem dla innych. Im bardziej Niemcy przezwyciężali przeszłość, tym bardziej rehabilitowali się jako naród – powoli lata 1933-1945 stały się incydentem.
/// Z pracy nad pamięcią wyłoniły się Niemcy jako moralny lider, jako państwo występujące przeciw militaryzmowi, nacjonalizmowi, partykularyzmowi, odwołujące się do filozofii Immanuela Kanta i prawa międzynarodowego. ///
Prezydent Richard von Weizsäcker, który był oficerem Wehrmachtu i brał udział w ataku na Polskę w 1939, jako pierwszy zasugerował w przemówieniu w roku1985, że klęskę III Rzeszy trzeba rozumieć jako wyzwolenie Niemiec. W roku 2005 kanclerz Gerhard Schröder poszedł jeszcze dalej, ogłaszając, że Niemcy zostały wyzwolone, zanim wyzwoliły się same. Frank-Walter Steinmeier w 2025 r. nie miał już wątpliwości: “8 maja 1945 zostaliśmy wyzwoleni”, choć zastrzegł, że dla wielu Niemców w 1945 r. była to klęska trudna do zniesienia, a wyzwolenie przyszło z zewnątrz, bo większość Niemców trwała przy reżimie do końca. Zgodził się z nim kanclerz Friedrich Merz: „Wyzwolenie Niemiec i Europy spod nazistowskiej tyranii dało nam przyszłość. 8 maja jest dla nas dniem wdzięczności.”
Z pracy nad pamięcią wyłoniły się Niemcy jako moralny lider, jako państwo występujące przeciw militaryzmowi, nacjonalizmowi, partykularyzmowi, odwołujące się do filozofii Immanuela Kanta i prawa międzynarodowego. Przezwyciężanie przeszłości zmieniło się w dość mechaniczne rytuały ekspiacyjne, w których Niemcy stali się mistrzami, a potępienie nacjonalizmu pozwoliło im nie tylko odbudować dumę narodowa, lecz stworzyć nową formę ekspansjonistycznego nacjonalizmu – zgodnie z prawami dialektyki. W miarę jak Niemcy coraz bardziej ukazywały się wyzwolone, a nie pokonane w 1945 roku, Holocaust stawał się coraz bardziej uniwersalnym zjawiskiem europejskim, a nie czymś wynikającym w niemieckiej historii. Aż w końcu doszli do „transnarodowego Holokaustu” dzięki przełomowemu dziełu, które powstało także w rezultacie badań, jakie jego autor prowadził w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie.
/// Nad dialogiem polsko-niemieckim czuwał instytut w Darmstadcie i osławiona „Grupa Kopernik”. ///
Polacy, których zasługi w “wyzwalaniu” Niemiec pomijano, nie do końca zgodzili się na „przezwyciężanie” swojej przeszłość. Można było oczywiście liczyć na lewicę, która dziś dominuje na polskich uniwersytetach i w instytutach naukowych w stopniu o wiele większym niż w późnym PRL. Powstały placówki w rodzaju Centrum Badań nad Holocaustem PAN czy Centrum im. Willi Brandta. Nad dialogiem polsko-niemieckim czuwał instytut w Darmstadcie i osławiona „Grupa Kopernik”. Także środowisko Gazety Wyborczej, które nie może otrząsać się po traumie 1968 roku, ochoczo włączyło się w proces uwalniania Polaków od narodowo-katolickich błędów przeszłości. Z zainteresowaniem przyjęto w Niemczech tezę, że w 1939 Polacy postąpili niemądrze podejmując walkę z Hitlerem. W ogóle każda rewizja tradycyjnej polskiej narracji historycznej, heroizująco-romantycznej, była traktowana życzliwie. Jednak badania, które dotyczyły postaci, zdarzeń i środowisk w Niemczech ocenianych pozytywnie, były po prostu ignorowane. I tak przeciętny Niemiec nigdy się nie dowiedział, dlaczego Andrzej Szczypiorski, kiedyś przywoływany w każdym niemal przemówieniu niemieckiego polityka dotyczącym Polski, nagle został „wygumkowany”, nie usłyszał nic o współpracy Lecha Wałęsy z SB itd.
Niemiecka pamięć i wiedza dotycząca Polski zawsze wykazywała zadziwiające luki. Długo nie chciano wiedzieć o zbrodniach wojennych we wrześniu 1939 roku, o Katyniu, o polskich siłach zbrojnych na Zachodzie, o Powstaniu Warszawskim, o zniszczeniu Warszawy, o walce z komunizmem w latach 40 i 50. Zbrodnie na Polakach rzadko kiedy pobudzały emocjonalnie. Niemieccy krytycy polskich „mitów narodowych” mogli natomiast liczyć na zadziwiającą usłużność rzeszy polskich naukowców i intelektualistów, niezwykle skłonnych do usprawiedliwiania innych i niezwykle surowych dla Polski.
/// Trudno się oprzeć wrażeniu, że faszystowski nacjonalizm ukraiński może liczyć na łagodne, zróżnicowane, a nawet empatyczne oceny, gdy jego ofiarami byli Polacy. ///
Wydawałoby się, że taki sam wysiłek pomocy w przebudowie świadomości historycznej zostanie podjęty w stosunku do Ukrainy, że każda próba relatywizowania zbrodni UPA spotka się z ostrą reakcją zawodowych „przezwyciężaczy przeszłości”. Tym bardziej, że Ukraina miała szansę zbudować nową tożsamość na dzisiejszej bohaterskiej obronie przed Rosją, na swojej „pro-zachodniości” i „pro-unijności”. Wydawało się, że to Niemcy będą ich do tego zachęcały, że energicznie poprą Polskę w postulacie potępienia ludobójstwa UPA i odcięcia się od faszyzującego nacjonalizmu, że pod adresem prezydenta Zełenskiego padną słowa krytyki. Ale tak się nie dzieje.
Można to oczywiście tłumaczyć trwającą wojną i obawą, by nie powielać antyukraińskiej narracji Putina, by nie obniżać motywacji ukraińskiego społeczeństwa. Wojna niewątpliwie w całej Europie zwiększyła zapotrzebowanie na historię heroiczną, a nie krytyczną i na „rozliczenia”. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że faszystowski nacjonalizm ukraiński może liczyć na łagodne, zróżnicowane, a nawet empatyczne oceny, gdy jego ofiarami byli Polacy. A także, że obecna ukraińska polityka pamięci wydaje się niektórym politykom użyteczna w budowaniu nowego ładu w Europie Środkowo-Wschodniej.
Artykuł ukazał się na łamach Tygodnika Solidarność / Nr.24
Tytuł oryginalny: "Nauczycielka życia, czy instrument władzy?"
Czytaj także
Na zachód od Odry bez zmian. Na razie.
Prawdziwymi zwycięzcami tych wyborów są AfD, która niemal podwoiła swój wynik oraz „Lewica”.
Zdzisław Krasnodębski
Demokracja walcząca – z rezultatem wyborów
Demokracja walcząca wkroczyła w nową fazę. Dotychczas walczyła dzielnie z opozycją. Liczne parlamentarne komisje śledcze, dochodzenia prokuratorskie, areszty wydobywcze, odebranie znacznej części środków finansowych „Prawu i Sprawiedliwości”, dogłębne czystki w instytucjach publicznych, ograniczanie możliwości funkcjonowania instytucji ciągle nieobsadzonych własnymi ludźmi, ignorowanie Trybunału Konstytucyjnego, siłowe przejęcie mediów publicznych itd.
Zdzisław Krasnodębski
Ostry zjazd
Od roku 1989 wiele było rządów w Polsce – postsolidarnościowe, postkomunistyczne, lewicowe i prawicowe.
Zdzisław Krasnodębski
Święto demokracji i obsesja faszyzmu
6 sierpnia 2025 r. był pięknym dniem. To było prawdziwe święto demokracji. Ceremonia zaprzysiężenia przebiegła spokojnie, godnie i uroczyście. Prezydent wygłosił w Sejmie świetne orędzie – programowe, merytoryczne, ale także twarde i zdecydowane.












Komentarze (0)