Wspieraj nas

Zostań naszym subskrybentem i czytaj dowolne artykuły do woli

Wspieraj nas
Wesprzyj

Historia nie jest - chyba - nauczycielką życia. Jest natomiast z całą pewnością jednym z najważniejszych instrumentów współczesnej polityki

    2026-07-05
    Czas czytania 15 min

    Polityka pamięci to dziś jeden z centralnych aspektów walki o wpływy i władzę. Politycy w każdym kraju nieustannie coś celebrują, czczą, odznaczają, przypominają, potępiają, a narzucenie swojej interpretacji przeszłości ma niemal takie samo znaczenie polityczne, jak narzucenie swojej interpretacji prawa unijnego. To rdzeń „soft power”, która choć „miękka” może być bardzo bolesna i bardzo zniewalająca. 

     

    Nie jest rzeczą przypadku, że jedną z pierwszych instytucji finansowanych z „Zachodu”, które powstały w Polsce, był Niemiecki Instytut Historyczny. Miał o nie tylko kształcić niemieckich specjalistów od polskiej historii, ale i nauczyć polskich historyków - i Polaków w ogóle - właściwego stosunku do swojej oraz niemieckiej i europejskiej przeszłości.

    Trudno się dziwić, że naród o takiej przeszłości jak Niemcy, tak wielką wagę przypisywał polityce pamięci. Przeszłość była w Republice Federalnej Niemiec czymś, co koniecznie trzeba było „przezwyciężyć”, by znowu stać się suwerennym państwem. Jednym z charakterystycznych dla niemieckiej kultury politycznej Republiki Bońskiej było „Vergangenheitsbewältigung” - ciągła refleksja nad winą i odpowiedzialnością za zbrodnie III Rzeszy przy jednoczesnym silnym przeciw temu oporze i zatrzymaniu rozliczeń prawnych. Początek tego procesu to eseje Manna z okresu wojny i tuż-powojennego czy słynna rozprawa Karla Jaspersa o problemie winy z 1946 roku.

     

    /// Trudno się dziwić, że naród o takiej przeszłości jak Niemcy, tak wielką wagę przypisywał polityce pamięci. ///

     

    Potem regularnie toczyły się wielkie debaty publiczne na temat nazistowskiej przeszłości, począwszy od roku 1961 i tak zwanej “Fischer-Debatte”, przez słynny spór historyków „Historikerstreit”, rozpoczęty artykułem Ernsta Noltego, „Przeszłość, która nie chce odejść” oraz burzliwą dyskusje, którą w 1995 roku wywołała wystawa podważająca legendę „czystego Wehrmachtu”. Także książka Daniela Goldhagena z 1996 stawiająca na nowo pytanie o wyjątkowość niemieckiego antysemityzmu rozgrzała niemiecką publiczność. Ostatnią wielką historyczną debatą w Niemczech był w 1998 spór, który rozpoczęło przemówienie pisarza Martina Walsera w czasie uroczystości wręczenia prestiżowej nagrody księgarzy niemieckich, gdy skrytykował on rytualizację pamięci o Holokauście i traktowaniu go jako „maczugi moralnej”.

    W sporach tych wygrywali krytycy przeszłości, ale dzięki tej narodowej debacie zbudowano nową tożsamościową narrację, wedle której Niemcy wyznali i pokonali błędy, oczyścili się i stali się wzorem dla innych. Im bardziej Niemcy przezwyciężali przeszłość, tym bardziej rehabilitowali się jako naród – powoli lata 1933-1945 stały się incydentem.

     

    /// Z pracy nad pamięcią wyłoniły się Niemcy jako moralny lider, jako państwo występujące przeciw militaryzmowi, nacjonalizmowi, partykularyzmowi, odwołujące się do filozofii Immanuela Kanta i prawa międzynarodowego.  /// 

     

    Prezydent Richard von Weizsäcker, który był oficerem Wehrmachtu i brał udział w ataku na Polskę w 1939, jako pierwszy zasugerował w przemówieniu w roku1985, że klęskę III Rzeszy trzeba rozumieć jako wyzwolenie Niemiec. W roku 2005 kanclerz Gerhard Schröder poszedł jeszcze dalej, ogłaszając, że Niemcy zostały wyzwolone, zanim wyzwoliły się same. Frank-Walter Steinmeier w 2025 r. nie miał już wątpliwości: “8 maja 1945 zostaliśmy wyzwoleni”, choć zastrzegł, że dla wielu Niemców w 1945 r. była to klęska trudna do zniesienia, a wyzwolenie przyszło z zewnątrz, bo większość Niemców trwała przy reżimie do końca. Zgodził się z nim kanclerz Friedrich Merz: „Wyzwolenie Niemiec i Europy spod nazistowskiej tyranii dało nam przyszłość. 8 maja jest dla nas dniem wdzięczności.” 


    Z pracy nad pamięcią wyłoniły się Niemcy jako moralny lider, jako państwo występujące przeciw militaryzmowi, nacjonalizmowi, partykularyzmowi, odwołujące się do filozofii Immanuela Kanta i prawa międzynarodowego.  Przezwyciężanie przeszłości zmieniło się w dość mechaniczne rytuały ekspiacyjne, w których Niemcy stali się mistrzami, a potępienie nacjonalizmu pozwoliło im nie tylko odbudować dumę narodowa, lecz stworzyć nową formę ekspansjonistycznego nacjonalizmu – zgodnie z prawami dialektyki. W miarę jak Niemcy coraz bardziej ukazywały się wyzwolone, a nie pokonane w 1945 roku, Holocaust stawał się coraz bardziej uniwersalnym zjawiskiem europejskim, a nie czymś wynikającym w niemieckiej historii. Aż w końcu doszli do „transnarodowego Holokaustu” dzięki przełomowemu dziełu, które powstało także w rezultacie badań, jakie jego autor prowadził w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie.  

     

    /// Nad dialogiem polsko-niemieckim czuwał instytut w Darmstadcie i osławiona „Grupa Kopernik”. ///

     

    Polacy, których zasługi w “wyzwalaniu” Niemiec pomijano, nie do końca zgodzili się na „przezwyciężanie” swojej przeszłość. Można było oczywiście liczyć na lewicę, która dziś dominuje na polskich uniwersytetach i w instytutach naukowych w stopniu o wiele większym niż w późnym PRL. Powstały placówki w rodzaju Centrum Badań nad Holocaustem PAN czy Centrum im. Willi Brandta. Nad dialogiem polsko-niemieckim czuwał instytut w Darmstadcie i osławiona „Grupa Kopernik”. Także środowisko Gazety Wyborczej, które nie może otrząsać się po traumie 1968 roku, ochoczo włączyło się w proces uwalniania Polaków od narodowo-katolickich błędów przeszłości.  Z zainteresowaniem przyjęto w Niemczech tezę, że w 1939 Polacy postąpili niemądrze podejmując walkę z Hitlerem. W ogóle każda rewizja tradycyjnej polskiej narracji historycznej, heroizująco-romantycznej, była traktowana życzliwie. Jednak badania, które dotyczyły postaci, zdarzeń i środowisk w Niemczech ocenianych pozytywnie, były po prostu ignorowane. I tak przeciętny Niemiec nigdy się nie dowiedział, dlaczego Andrzej Szczypiorski, kiedyś przywoływany w każdym niemal przemówieniu niemieckiego polityka dotyczącym Polski, nagle został „wygumkowany”, nie usłyszał nic o współpracy Lecha Wałęsy z SB itd.

    Niemiecka pamięć i wiedza dotycząca Polski zawsze wykazywała zadziwiające luki. Długo nie chciano wiedzieć o zbrodniach wojennych we wrześniu 1939 roku, o Katyniu, o polskich siłach zbrojnych na Zachodzie, o Powstaniu Warszawskim, o zniszczeniu Warszawy, o walce z komunizmem w latach 40 i 50. Zbrodnie na Polakach rzadko kiedy pobudzały emocjonalnie. Niemieccy krytycy polskich „mitów narodowych” mogli natomiast liczyć na zadziwiającą usłużność rzeszy polskich naukowców i intelektualistów, niezwykle skłonnych do usprawiedliwiania innych i niezwykle surowych dla Polski.

     

    /// Trudno się oprzeć wrażeniu, że faszystowski nacjonalizm ukraiński może liczyć na łagodne, zróżnicowane, a nawet empatyczne oceny, gdy jego ofiarami byli Polacy. ///

     

    Wydawałoby się, że taki sam wysiłek pomocy w przebudowie świadomości historycznej zostanie podjęty w stosunku do Ukrainy, że każda próba relatywizowania zbrodni UPA spotka się z ostrą reakcją zawodowych „przezwyciężaczy przeszłości”. Tym bardziej, że Ukraina miała szansę zbudować nową tożsamość na dzisiejszej bohaterskiej obronie przed Rosją, na swojej „pro-zachodniości” i „pro-unijności”. Wydawało się, że to Niemcy będą ich do tego zachęcały, że energicznie poprą Polskę w postulacie potępienia ludobójstwa UPA i odcięcia się od faszyzującego nacjonalizmu, że pod adresem prezydenta Zełenskiego padną słowa krytyki. Ale tak się nie dzieje. 


     Można to oczywiście tłumaczyć trwającą wojną i obawą, by nie powielać antyukraińskiej narracji Putina, by nie obniżać motywacji ukraińskiego społeczeństwa. Wojna niewątpliwie w całej Europie zwiększyła zapotrzebowanie na historię heroiczną, a nie krytyczną i na „rozliczenia”. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że faszystowski nacjonalizm ukraiński może liczyć na łagodne, zróżnicowane, a nawet empatyczne oceny, gdy jego ofiarami byli Polacy. A także, że obecna ukraińska polityka pamięci wydaje się niektórym politykom użyteczna w budowaniu nowego ładu w Europie Środkowo-Wschodniej.

    Artykuł ukazał się na łamach Tygodnika Solidarność / Nr.24
    Tytuł oryginalny: "Nauczycielka życia, czy instrument władzy?"

    Komentarze (0)

    Czytaj także

    Rządy prawa czy rządy ludzi? Władza i prawo w sporze o „praworządność”

    Od 2015 roku praworządność stała się nieoczekiwanie jedną z głównych kwestii politycznych i najgorętszych tematów w Unii Europejskiej.

    Zdzisław Krasnodębski

    15 min

    Spór o idee: Filozof i świat cieni

    W programie „Spór o idee” prof. Zdzisław Krasnodębski rozmawia z prof. Pawłem Kaczorowskim o filozofii jako narzędziu poznania rzeczywistości. Punktem wyjścia jest pytanie o możliwość „czystego widzenia” – wolnego od ideologii, złudzeń i uprzedzeń – oraz o to, dlaczego filozofowie często pozostają ślepi na to, co realne.

    Zdzisław Krasnodębski

    41 min

    Widziane z Warszawy, widziane z Brukseli: Państwo „Europa” w budowie?

    Już wkrótce możemy zostać postawieni przez naszych europejskich partnerów przed wyborem: jeśli Polska chce przyjęcia Ukrainy (oraz innych państw kandydujących i spełniających podstawowe warunki) do UE, to musi się zgodzić na reformę Unii, która jeszcze bardziej ją zcentralizuje i usunie zasadę jednomyślności w jej polityce zagranicznej - i zapewne także w pozostałych nielicznych już dziedzinach, gdzie jeszcze ona jest stosowana.

    Zdzisław Krasnodębski

    6 min

    „Widziane z Warszawy, widziane z Brukseli”

    Polska wkracza w kampanię wyborczą. Wojna na Ukrainie zasadniczo zmieniła kontekst, w jakim ta kampania się odbędzie i w jakim Polacy będą dokonywać wyboru.

    Zdzisław Krasnodębski

    8 min