Wspieraj nas

Zostań naszym subskrybentem i czytaj dowolne artykuły do woli

Wspieraj nas
Wesprzyj

Lepszych Niemiec nie będzie; Europa Środkowo-Wschodnia jest dziś obszarem, w którym krzyżują się i ścierają wpływy dwóch ośrodków władzy - Moskwy  i Berlino-Brukseli

    2026-07-16
    Czas czytania 15 min

    Minęło 35 lat od podpisania „Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec. W roku 1991 oba państwa zaczynały nowy etap swojej historii. Republika Federalna Niemiec wchłonęła dawną NRD i odzyskała suwerenność. Polska przestała być kolonią imperium sowieckiego. W ciągu następnych dziesięcioleci Niemcy osiągnęły swój kolejny cel strategiczny, jakim był powrót do dominującej politycznie pozycji w Europie. Polska - w 1989 zrujnowana i sproletaryzowana, choć pełna nadziei - stała się w miarę zamożna, "wróciła do  Europy”, została się częścią „Zachodu”.   

    Wiele się więc się zmieniło -  żeby znowu było tak, jak było.  III RP -  nie inaczej niż II - leży znowu między Niemcami a Rosją. Wprawdzie nominalnie graniczymy z Rosją tylko na niewielkim odcinku północnym, ale w 2022 roku rosyjskie wojska podchodziły już pod Kijów i przez chwilę wydawało się, że dojdą do polskiej granicy. Białoruś jest już tylko przybudówką Rosji. Ponury cień rosyjskiego imperium pada na całą Europę. A pewne cechy swoistej kultury tego imperium ujawniają się teraz i w samej Polsce, o czym świadczy rozbrzmiewający coraz częściej na ulicach Warszawy język rosyjski, nie mówiąc o aktach dywersji oraz ostatnim morderstwie politycznym w Białej Podlaskiej. 

     

    /// Nie udało się uczynić Europy Środkowo-Wschodniej podmiotem, a nie przedmiotem gry politycznej. Ani Grupa  Wyszehradzka, ani  „Trójmorze” nie spełniły tej nadziei. ///

     

    Natomiast Niemcy, które po klęsce w II wojnie światowej zostały wypchnięte aż za Łabę, a po 1989 niechętnie pozostały po drugiej stronie Odry,  znowu politycznie rządzą w  Europie Środkowej. Unia Europejska, która miała nie dopuścić do odbudowy potęgi Niemiec, stała się instrumentem ich władzy. Sąsiedztwo z Niemcami przynosi nam korzyści gospodarcze. Wielu „Europejczyków wschodnich” patrzy na to z pewną zazdrością. Niedawno pewien wybitny rumuński naukowiec przekonywał mnie, jaką wielką korzyścią dla Polski jest nasze położenie obok Niemiec i jak pokrzywdzona jest pod tym względem Rumunia. 

    Nie udało się uczynić Europy Środkowo-Wschodniej podmiotem, a nie przedmiotem gry politycznej. Ani Grupa  Wyszehradzka, ani  „Trójmorze” nie spełniły tej nadziei. Małe, karłowate państwa naszego regionu nie miały i nie mają ambicji, by  stać się suwerenne, zupełnie wystarcza im administracyjna autonomia, zwłaszcza że kiedyś kolaborowały z III Rzeszą. Europa Środkowo-Wschodnia jest wiec dziś obszarem, w którym krzyżują się i ścierają wpływy dwóch ośrodków władzy - Moskwy  i Berlino-Brukseli.  Tylko Polska chwilami porywa się czasami na samodzielność – niestety najczęściej jak z motyką na słońce.  Oczywiście istnieje jeszcze odległy, nieco apatyczny „Zachód” - uosabiany przez USA - który w naszym przekonaniu jest gwarantem bezpieczeństwa i ewentualnym zbawcą, gdyby coś poszło bardzo „nie tak”.

    Nikt chyba nie ma obecnie w Polsce wątpliwości (w przeciwieństwie do czasów sławetnego „resetu”, za który zapłaciliśmy krwawą cenę w Smoleńsku), że polityka Rosji to powtórka dawnych imperialnych wzorów. Jednak również w polityce Niemiec dostrzec można kontynuację. Nadal trwa głęboko wryte w niemiecką kulturę i mentalność przekonanie, że polskość to nienormalność, anomalia, którą trzeba było jakoś zlikwidować, oswoić, zneutralizować. Metody by tego dokonać były w przeszłości różne -  od asymilacji kulturowej aż po fizyczne wyniszczenie.  

     

    /// Dziś również spaja nas z naszymi zachodnimi sąsiadami lęk przez Rosją. Na szczęście złagodniały środki kontroli. ///

     

    Wydawało się, że rok 1989 otworzy zupełnie nowy rozdział w historii naszych relacji. I rzeczywiście nikt dziś w Niemczech otwarcie nie kwestionuje granic, nie kwestionuje także niepodległości Polski (co najwyżej my sami – nasze „elity” - ją kwestionują). Snucie analogii do III Rzeszy nie ma więc sensu. Inaczej jest wszakże z okresem I wojny światowej, Rację zatem mają ci, którzy nagle odkryli z ogromnym opóźnieniem i zaskoczeniem koncepcję „Mitteleuropa”, którą rozwijał Friedrich Naumann  - z aprobatą i udziałem jednego z twórców socjologii Maxa Webera. Tylko zapominają, że to miała być ze strony Niemiec polityka ugodowa, kompromisowa, zastępująca dawną bezwzględną walkę z polskością.


    Weber pisał w artykule pt.  „Polityka zagraniczna Bismarcka a teraźniejszość”:
    „Bismarck, podobnie  jak-Rosjanie od czasów Mikołaja I, uważał Polaków po prostu za zdrajców stanu; gdyż nie pozwalali oni zniszczyć swojej odrębności. Nawet jeśli ktoś był zdecydowanie daleki od poglądów tego rodzaju i od początku całkowicie odrzucał chybioną politykę językową w Prusach, trudno mu było w ówczesnej sytuacji nie występować na rzecz pruskiej polityki kolonizacyjnej na Wschodzie i przeciw dopuszczeniu polskich robotników do pracy w Niemczech. Nie można było pozwolić na to, aby w walce o ziemię i o rynek pracy nieunikniona konkurencja narodowości i narodowych kultur na Wschodzie toczyła się według kryterium taniości  i rąk do pracy.”


    Ale -  dodaje - teraz sytuacja się zmieniła, gospodarczo, ale przede wszystkim politycznie. Pojawił się wspólny interes wynikający z zagrożenia ze strony Rosji. „Potęga faktów  - pisał Weber - skazuje w przyszłości oba narody na siebie. Podczas gdy Anglia może zagrażać naszemu handlowi i naszym posiadłościom zamorskim, a Francja integralności naszego terytorium, Rosja jest jedyną potęgą, która w przypadku zwycięstwa byłaby w stanie zagrozić tak polskiej, jak i niemieckiej narodowości, a także zakwestionować ich polityczną niezawisłość. Przypuszczalnie w przyszłości niebezpieczeństwo będzie rosło.” (zob. Polityka jako  zawód i powołanie, Warszawa, Kraków 1998).


    Dlatego uważano, że trzeba zgodzić się na pewną samodzielność polityczną Polaków,  na państwo polskie, oczywiście bez ziem polskich zaboru pruskiego i pod światłą kontrolą Niemiec.  Dziś również spaja nas z naszymi zachodnimi sąsiadami lęk przez Rosją. Na szczęście złagodniały środki kontroli. Już nie generał  Hans Hartwig von Beseler (nie mówiąc wybitnym niemieckim prawniku,  uczniu prof.  Waltera Jellinka, doktorze Hansie  Franku) rządzi w Polsce. Obecnie władza lokalna należy do samych Polaków, dysponujących - nawet w przypadku rządu Tuska  - większą jeszcze samodzielnością niż np. Rada Regencyjna. Berlin nadal jest jednak przekonany, że do niego należy ustanawianie standardów, jak mamy żyć, kogo mamy wybierać, jaki ustrój ma mieć Polska i jak należy interpretować konstytucję. Teraz kontrola jest sprawowana w imię obrony „demokracji liberalnej” i „wartości europejskich”. 


    To jednak narzędzie obosieczne. Z jednej strony umożliwia głęboką ingerencję w samą tkankę społeczną i kulturową – w podstawy życia narodowego i rodzinnego, w system edukacji. Z drugiej jednak strony  konieczność zgody na regularnie przeprowadzane wolne wybory wprowadza element ryzyka. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że w Polsce dojdą do władzy siły chcące rywalizować z Niemcami, niechętne ich polityce– albo po prostu zbyt samodzielne. A Unia Europejska może – jak to się stało w 2023 roku – pomóc w ustanowieniu właściwych rządów w Warszawie, ale ciągle jeszcze ich nie gwarantuje.  Zniesienie jednomyślności w polityce zagranicznej i nowe kompetencje w polityce bezpieczeństwa pozwoliłby w przyszłości ograniczyć to ryzyko. Pojawia się także szansa, że dzięki sojuszowi z Ukrainą, którą – jak widać – obejmie derogacja, jeśli chodzi o wcielanie „wartości europejskich” i  zasad „demokracji liberalnej” -  będzie można lepiej dyscyplinować i szachować Polskę. Nie liczmy więc na to, że będzie łatwiej. Relacje polsko-niemieckie lepsze nie będą, jeśli my pozostaniemy słabi i nie będziemy w stanie skłonić Niemiec do ograniczenia ich ambicji.


    Artykuł ukazał się w Tygodniku Solidarność nr. 27/2026

    Komentarze (0)

    Czytaj także

    Zadziwiająca zgoda

    Ujawniony przez TVN fakt, że rosyjskie służby wspierały kampanię nienawiści przeciw Prawu i Sprawiedliwości, zachęcając do szerzenia wulgarnych haseł, nie dziwi.

    Zdzisław Krasnodębski

    5 min

    Widmo populizmu

    „Cała Europa” jest głęboko zaniepokojona wiadomościami z Austrii. Oto prezydent tego kraju, wywodzący się z partii Zielonych, powierzył misję tworzenia rządu liderowi FPÖ.

    Zdzisław Krasnodębski

    7 min

    Ostry zjazd

    Od roku 1989 wiele było rządów w Polsce – postsolidarnościowe, postkomunistyczne, lewicowe i prawicowe.

    Zdzisław Krasnodębski

    6 min