Pozłacany wiek Polski; Polska współczesna godna jest doprawdy pióra Balzaca. Jakżeż barwna jest nasza paleta dochodowych nadużyć, łatwych zysków, możliwości, by coś i siebie spieniężyć...
Afery i skandale są dobrym wskaźnikiem tego, jaki jest stan jakiejś społeczności, jej morale, jej poczucie przyzwoitości, ale także stan zamożności i hierarchia społeczna. To co nas oburza, co nam nie mieści się w głowie, ale także odwrotnie, jakie wykroczenia i przestępstwa są popełniane i przez kogo pozwalają nam lepiej zrozumieć, w jakiej epoce żyjemy
Otóż te dzisiejsze pokazują, że Polska wkroczyła w swój „Gilded Age” „pozłacany wiek”. W latach dziewięćdziesiątych dość typowa przestępczość kraju biednego, peryferyjnego, jakieś w gruncie rzeczy bieda- mafie, gangi złodziei samochodów, jacyś efemeryczni oligarchowie- byli cinkciarze, przydrożna prostytucja. Komunistyczna nomenklatura się uwłaszczała, w awanturniczym, dzikim kapitalizmie rządziło prawo pięści, a zatrudnienie się w zagranicznej korporacji było uchwyceniem Pana Boga za nogi, a tzw. zwykli ludzie masowo wyjeżdżali na „saksy”, by utrzymać rodzinę. Dawne formy przestępczości, występku i bogacenia się za wszelką cenę nadal istnieją. Niektóre nawet na nowo się ożywiły wskutek migracji i rządów Donalda Tuska, ale to nie one są dziś najistotniejsze.
W tej epoce chciwość – ta stała przypadłość człowieka, przebierająca jednak różne formy - jest zaletą, a powodowane nią zachowania są bardziej „światowe” i w wielu środowiskach akceptowalne. Polska współczesna godna jest doprawdy pióra Balzaca. Jakżeż barwna jest nasza paleta dochodowych nadużyć, łatwych zysków, możliwości, by coś i siebie spieniężyć, by zręcznie przekierować strumień pieniędzy do własnej kieszeni. Unijne pieniądze popłynęły na jachty i kluby swingerskie, krypotwaluty rozpłynęły się nie wiadomo gdzie, odszkodowania dla powodzian zasilały krewnych i znajomych działaczy KO, centra wielkich miast zmieniane na lunaparki i miejsca dokarmiania clochardów, ulicami paradują praktycy miłości i zboczeń wszelkiego rodzaju, kwitną „wynajem krótkoterminowy” i „konsalting” wszelkiego rodzaju oraz handel danymi, natomiast używanie nazwiska w recepcji hotelu czy przychodni zdrowia uważane jest za naruszenie prywatności.
/// Zapobiegliwy dr Kacprzyk jest cudownym „dziecięciem wieku”. Funkcjonował w ramach bzdurnego, ale dla niektórych bardzo intratnego, systemu. Jest symptomem- symptomem demoralizacji całego zawodu, całego środowiska uchodzącego kiedyś z „inteligenckie”. ///
Tak, jak w przeszłości, najlepiej działać na styku państwa, lecz teraz to państwo jest o wiele bogatsze, więc i zyski z żerowania na nim są o wiele większe. Ostatni skandal w służbie zdrowia pokazuje to wyraźnie. Jeszcze całkiem niedawno niskie zarobki w służbie zdrowia sprawiały, że lekarze wyjeżdżali za granicę, przed KPRM od czasu do czasu koczowało „białe miasteczko”. Dzisiaj lekarze w Polsce często zarabiają więcej niż np. Niemczech. Kiedyś budzącym publiczne oburzenie, lecz powszechnym, procederem były wręczane w kopertach łapówki – dla tych bardziej nieśmiałych w formie wpłat na fundację. Dziś można się łapczywie bogacić, niemal legalnie, nie kompromitując się „kopertami” Obecnie stan prawny naszego już znowu praworządnego państwa umożliwia lekarzom wyciskanie z NFZ ogromnych pieniędzy dla siebie - kosztem szpitali, w których wykonuje się zabiegi i operacje, kosztem podatników. Dobro pacjenta jest w tej epoce czymś zupełnie drugorzędnym. Chodzi o to, by wykonać jak najwięcej, jak najbardziej intratnych zabiegów w jak najkrótszym czasie. Wyselekcjonowanych w prywatnych gabinetach pacjentów operuje się w publicznych placówkach zdrowia za publiczne pieniądze, by potem znowu leczyć ich prywatnie.
Zapobiegliwy dr Kacprzyk jest cudownym „dziecięciem wieku”. Funkcjonował w ramach bzdurnego, ale dla niektórych bardzo intratnego, systemu. Jest symptomem- symptomem demoralizacji całego zawodu, całego środowiska uchodzącego kiedyś z „inteligenckie”. O stanie tego zawodu świadczy powszechne milczące przyzwolenie całego środowiska lekarzy na tego rodzaju praktyki, brak głosów wskazujących na nieprawidłowości, domagających się przywrócenia zasad zawodowej etyki. Wyjątki tylko potwierdzają regułę.
/// Nie ma już katedr na uniwersytetach, nie ma „szkół naukowych”, nie ma naukowych debat, jest pogoń za „grantami”, za „punktami”. ///
Podobna demoralizacja występuje w środowisku naukowym. Pani Barbara Mróz-Gorgoń także uosabia epokę. Wykraczała ona wprawdzie poza przeciętność swoją aktywnością, aparycją, pewnością siebie i koneksjami, ale nie tylko ona mówi tym śmiesznym volapükiem, który przykrywa banał, maskuje całkowitą pustkę intelektualną. Nie ma już katedr na uniwersytetach, nie ma „szkół naukowych”, nie ma naukowych debat, jest pogoń za „grantami”, za „punktami”. Większość doktoratów i habilitacji to prace zupełnie zbędne - nikt ich nie czyta poza recenzentami (a i oni często wymigują się od tego obowiązku), bo są pisane na stopień, a nie po to, by cokolwiek wniosły do nauki czy do debaty publicznej. Co druga uczelnia może, nie wiadomo, dlaczego, nosić nazwę uniwersytetu, choć w rzeczywistości jest zaledwie szkołą zawodową wyższego stopnia. A na prawdziwych uniwersytetach ciągle istnieją ogromne wydziały nauk społecznych – spadek po PRL – z których nie ma żadnego pożytku, ani duchowego, ani materialnego. Nigdzie na świecie nie ma takiego zagęszczenia socjologów i politologów na metr kwadratowy jak na Krakowskim Przedmieściu. Gdyby większość z nich zaprzestała swej działalności, nikt nie zauważałby różnicy.
/// Ta nasza „pozłacana epoka” ma ciemną, brutalną stronę. Istnieją zjawiska, które czekają na swoich reporterów, na socjologów, którzy mieliby dość talentu, uczciwości i odwagi cywilnej, by kontynuując tradycję „szkoły chicagowskiej” je opisać. ///
Można się pocieszać, że nasze skandale – co tydzień inny – świadczą, że wreszcie dogoniliśmy „Zachód”. Tam Epstein, tu lokalna działaczka KO z Kłodzka śmiało przekraczająca bariery gatunkowe w poszukiwaniu autorealizacji, tam gwiazdorski prof. Jason Arday uprawiający „auto-etnografię”, tu prof. Barbara Mróz-Gorgoń z jej „automarketingiem”. Ta nasza „pozłacana epoka” ma ciemną, brutalną stronę. Istnieją zjawiska, które czekają na swoich reporterów, na socjologów, którzy mieliby dość talentu, uczciwości i odwagi cywilnej, by kontynuując tradycję „szkoły chicagowskiej” je opisać: na przykład wielki biznes „reprodukcyjny” docierający już do Polski albo wielki biznes imigracyjny, rosnący dzięki pozytywnym opiniom w mediach zachodnich o naszym kraju, których uboczną funkcją jest przekierowywanie presji imigracyjnej w stronę Polski.
I w tym wypadku tylko chciwość może wyjaśnić pozorne absurdy naszej polityki – pozorne, bo dobrze służą pewnym interesom. Trudno na przykład zrozumieć, dlaczego Polska, mając na mocy wspaniałomyślnej polityki unijnej ruch bezdewizowy z tak znanymi z praworządności krajami jak Wenezuela czy Kolumbią, dopiero w sierpniu tego roku zdecydowała się na rozporządzenie, które wyłącza możliwość pracy dla obywateli tych krajów na podstawie zezwolenia na pracę w trakcie pobytu bezwizowego. Czy chodzi o ochronę takich modeli biznesowych, jak ten, o którym ostatnio mi opowiadano, w którym skoszarowani, pozostający całymi dniami w zamknięciu, by nie straszyli miejscowych, „legalni” imigranci są przewożeni do pracy na zmiany w pobliskim zakładzie. Gdy jedni śpią, inni pracują, a biznes się kręci.
Felieton ukazał się w Tygodniku Solidarność Nr 35/2026
Czytaj także
Spór o idee: Filozofia na Uniwersytecie Warszawskim – jaka była, jaka jest
Prof. Zdzisław Krasnodębski, w swoim autorskim programie Spór o idee, rozmawia z intelektualistami, twórcami i artystami.
Zdzisław Krasnodębski
Zadziwiająca zgoda
Ujawniony przez TVN fakt, że rosyjskie służby wspierały kampanię nienawiści przeciw Prawu i Sprawiedliwości, zachęcając do szerzenia wulgarnych haseł, nie dziwi.
Zdzisław Krasnodębski
Filozofia przeciw żelaznej kurtynie - Wieczór Pamięci Krzysztofa Michalskiego
Dom Polski Wschodniej, Avenue de Tervueren 48, Bruksela | Środa 24 maja 2023 r., godz. 18:00
Zdzisław Krasnodębski
Widziane z Warszawy, widziane z Brukseli: Państwo „Europa” w budowie?
Już wkrótce możemy zostać postawieni przez naszych europejskich partnerów przed wyborem: jeśli Polska chce przyjęcia Ukrainy (oraz innych państw kandydujących i spełniających podstawowe warunki) do UE, to musi się zgodzić na reformę Unii, która jeszcze bardziej ją zcentralizuje i usunie zasadę jednomyślności w jej polityce zagranicznej - i zapewne także w pozostałych nielicznych już dziedzinach, gdzie jeszcze ona jest stosowana.











Komentarze (0)