Wspieraj nas

Zostań naszym subskrybentem i czytaj dowolne artykuły do woli

Wspieraj nas
Wesprzyj

Weimar — esencja dobrych Niemiec; Historia Weimaru potwierdza tezę Thomasa Manna, że nie było Niemiec dobrych i złych, lecz że te dobre zeszły na manowce

    2026-08-27
    Czas czytania 15 min

    Weimar to miejsce mityczne, esencja „dobrych Niemiec”, niemieckiej kultury mieszczańskiej, miejsce narodzin „klasycyzmu weimarskiego”. Kto tej esencji poszukuje, ten Weimaru nie ominie. Także w Polsce, zanim nastąpiły kolejne reformy edukacji, każdy uczeń słyszał o Weimarze. Być może bardzo dobry film Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna”, fetowany przez Gazetę Wyborczą, pokazujący wizytę Thomasa Manna w Weimarze w 1949, przypomni go korpoludkom.

    Gdy przed wielu laty-w czasach głębokiego PRL -zwiedzałem z niemieckim przyjacielem, znanym socjologiem, Kaplicę Zygmuntowską stwierdził, że nie ma takich miejsc w Niemczech. To nie do końca prawda. Sądził tak, bo należał do pokolenia „uciekających od historii”. Nigdy zapewne nie był w Spirze, gdzie znajdują się grobowce wielu królów niemieckich ani w Kwedlinburgu, ani w katedrze w Magdeburgu. Nie odwiedzał także pomnika „Kyffhäusser”, gdzie Fryderyk Rudobrody ciągle czeka na swój powrót, ani zamku Wartburg, a choć mieszkał na skraju Lasu Teutoburskiego, gdzie niedaleko Detmold wznosi się wielki posąg Hermanna (Arminiusza) i skąd już niedaleko jest do Porta Westfalica, gdzie zbudowano jeden z największych niemieckich monumentów narodowych — pomnik Cesarza Wilhelma I — zdawał się ich nie dostrzegać. Prawdą jest natomiast to, że miejsca pamięci w Niemczech są jeszcze bardziej rozproszone niż w Polsce, choćby dlatego, że władców i państw mieli bez liku – przed epoką napoleońską było ponad 300 państw i państewek niemieckich — a tradycje Cesarstwa od czasów Habsburgów przejęła dzisiejsza Austria.

     

    /// Schiller nazbyt był niewygodny, buntowniczy, Goethe, bardziej ugodowy, potrafił się w życiu „ustawić”, zawczasu zadbał też lepiej o żywot pośmiertny. ///

     

    Sarkofagi dwóch największych niemieckich poetów Goethego i Schillera znajdują się w Weimarze, w krypcie książęcej. Sarkofag Schillera jest pusty, gdyż nie zadbano zaraz po jego śmierci o jego szczątki, a badania genetyczne wykazały niedawno, że jego rzekomo odnaleziona czaszka nie do niego należała, że to nie w niej zrodzili się „Zbójcy”, „Don Carlos” czy „Maria Stuart”. Schiller nazbyt był niewygodny, buntowniczy, Goethe, bardziej ugodowy, potrafił się w życiu „ustawić”, zawczasu zadbał też lepiej o żywot pośmiertny.

    Rynek weimarski

     

    Weimar to miejsce mityczne, esencja „dobrych Niemiec”, niemieckiej kultury mieszczańskiej, miejsce narodzin „klasycyzmu weimarskiego”. Kto tej esencji poszukuje, ten Weimaru nie ominie. Także w Polsce, zanim nastąpiły kolejne reformy edukacji, każdy uczeń słyszał o Weimarze. Być może bardzo dobry film Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna”, fetowany przez Gazetę Wyborczą, pokazujący wizytę Thomasa Manna w Weimarze w 1949, przypomni go korpoludkom.
    Historia tego, jak sześciotysięczne, prowincjonalne miasteczko mogło uzyskać taką rangę w kulturze niemieckiej i światowej, jest intrygująca. Wszystko zaczyna się od tego, że księżna Anna Amalia i jej syn i następca książę Karl August postanowili zostać mecenasami sztuki. Ale decydujący był moment, gdy młody Karl August zaprosił Goethego do Weimaru, już wtedy sławnego autora po sukcesie „Götza von Berlichingen” i „Cierpień młodego Wertera”, czyniąc go swoim ministrem i tajnym radcą. I ten – pomijając dwuletnią eskapadę do Włoch, pozostał w Weimarze do końca życia.

     

    /// Madame de Staël, córka francuskiego ministra Neckera, przesadzała, uznając Niemców za naród myślicieli i poetów. ///

     

    Dzieje Weimaru pozwalają także lepiej pojąć ów dziwny sposób istnienia politycznego Niemiec, który tak mało zrozumiały jest dla Polaków – liczne karłowate, absolutystyczne państewka pod wspólnym dachem cesarstwa, należące do szerokiej w miarę jednolitej przestrzeni kulturowej i językowej, udzielni władcy powiązani ze sobą rodzinnie i kulturowo. Księstwo Saksonia -Weimar, potem księstwo i wielkie księstwo Saksonia- Weimar-Eisenach, które przetrwało aż do 1918 roku, nigdy nie miało pretensji do bycia „suwerennym”, weimarscy książęta nie mieli także takich ambicji, jak inna, albertyńska, linia Wettynów, którzy awansując niepomiernie dzięki koronie polskiej, uczynili z Drezna „Florencję północy” i rywalizowali o dominacje w krajach niemieckich z Hohenzollernami, stawiającymi na twardą siłę militarną, nie na soft power kultury. Karl August będąc władcą absolutnym nad swoim trzystu tysiącami poddanych, podlegał jednocześnie zwierzchnictwu cesarza, był także pruskim generałem i w tym charakterze brał udział w kampanii przeciw rewolucyjnej Francji w 1792 roku, zbierając ze sobą Goethego, który skrzętnie opisał tę kampanię.

     

    Biblioteka księżnej Anny Amalii

     

    Madame de Staël, córka francuskiego ministra Neckera, przesadzała uznając Niemców za naród myślicieli i poetów. Była to raczej kraina małych, kieszonkowych tyranów i sfrustrowanych niedoszłych pastorów, jak Hölderlin, prześladowanych za poglądy ludzi stanu trzeciego, jak Schiller i Goethego (obydwaj zostali ostatecznie uszlachceni). W tym miasteczku, gdzie obok teatru dworskiego, w którym Goethe i Schiller wystawiali swoje sztuki, gdzie Goethe był dyrektorem, a Schiller reżyserem, pasły się krowy, a okna domu Schillera — dziś stojącego przy jednej z głównych ulic — wychodziły na pastwiska i pola, powstały dzieła znane na całym świecie. Potwierdza się więc, że w małych miasteczkach nikt nie jest skazany na małość, na myślenie na małą miarę. To w Weimarze zrodził się „kult wewnętrzności”, „antypolityka” niemieckiego Bildungsbürgertum, jakże odmiennego od polskiej inteligencji, może tylko z wyjątkiem paru nielicznych postaci, jak niezapomniany Paweł Hertz. Wychowanie i kultura, doskonalenie duchowe miały być odpowiedzią na francuską rewolucję polityczną; estetyka miała triumfować nad polityką, lecz ostatecznie mit Weimaru inspirował później ideę rewolucji konserwatywnej.

     

    /// Dziś Weimar jest piękny i pełen fascynujących obiektów, zachęcających do refleksji. Jednak tak jak wiele innych miejsc w Niemczech starannie jest omijany przez polskich turystów. ///

     

    Friedrich Lienhard, piewca etnicznego nacjonalizmu, tak rozpoczynał swoje trzytomowe dzieło „Droga do Weimaru”: „Droga do Weimaru to droga ku twórczej ciszy. Droga do Weimaru to subtelne zdystansowanie się od cielesności świata zjawisk, a jednocześnie głębokie współuczestnictwo w losach i istocie bliźnich oraz w barwnej grze sił twórczych”. Według Herfrieda Münklera dla powstania mitu Weimaru kluczowe znaczenie miało wycofanie się Goethego z bieżącej polityki (czy raczej administracji), a także przybycie Schillera do Weimaru i oraz chwilowy rozkwit Uniwersytetu w Jenie, utrzymywanego wspólnymi siłami przez państewka Turyngii, by kształcić swe kadry urzędnicze i duchowne. Wykładali tam i Fichte, i Hegel, i Schiller.
    Dziś Weimar jest piękny i pełen fascynujących obiektów, zachęcających do refleksji. Jednak tak jak wiele innych miejsc w Niemczech starannie jest omijany przez polskich turystów. Niemcy nie są krajem, gdzie jedzie się na urlop, lecz do pracy na budowie lub w domu opieki. Zapewne także dlatego, że dla wielu Polaków esencją niemieckości jest Auschwitz lub Treblinka i Warszawa lat okupacji, a nie „weimarski klasycyzm”.
    Dzisiaj Weimar to jednak nie tylko miejsce, gdzie można zwiedzić dom Goethego i Schillera, zobaczyć, gdzie mieszkali Wieland, Bach i Liszt, zachwycić się rokokową biblioteką księżny Anny Amalii; tylko archiwum Nietzschego jest niestety na razie zamknięte z powodu renowacji.

     

    /// Historia Weimaru potwierdza tezę Thomasa Manna, że nie było Niemiec dobrych i złych, lecz że te dobre zeszły na manowce. ///

    Pracownia Goethego, Weimar, Frauenplan

     

    Weimar to nie tylko zabytki, lecz całkiem jeszcze niedawna przeszłość, już w zasadzie nieistniejące tak niedawne Niemcy — czyste, schludne, jednolite, homogeniczne. Paradoksalnie te dawne Niemcy, które istniały w Republice Bońskiej, teraz przetrwały w takich niewielkich miastach dawnej NRD.
    Historia Weimaru potwierdza tezę Thomasa Manna, że nie było Niemiec dobrych i złych, lecz że te dobre zeszły na manowce. Obok Weimaru okresu „klasycznego” i Weimaru „wieku srebrnego”, gdy kapelmistrzem miejscowej orkiestry był Franciszek Liszt, był jeszcze „trzeci Weimar” – nazistowski, a potem jeszcze czwarty – komunistyczny. To tutaj uchwalono konstytucję weimarską. Z losami pierwszej, tak krótkotrwałej i nielubianej niemieckiej demokracji można się zapoznać w „Domu Republiki Weimarskiej”, który otwarto w 2019 roku przy Placu Teatralnym. Weimar był także mitycznym miejscem nacjonalistów i narodowych socjalistów i silnym ich ośrodkiem. Także oni powoływali się na Goethego, budując narodowosocjalistyczną ideologię heroicznego idealizmu. Baldur von Schirach, szef młodzieżówki NSDAP, poza „Mein Kampf” Hitlera i „Hymnami” Hölderlina polecał niemieckiej młodzieży lekturę „Fausta” Goethego: «Powiedz mi, Niemcze, jaka jest najbardziej typowa niemiecka książka? – To właśnie „Faust”. “Podobnie Goebbels, doktor germanistyki i filozofii, wyznawał kokieteryjnie: „Noszę w teczce tylko jedną książkę, »Fausta«. Czytam pierwszą część. Na drugą jestem za głupi”.

     

    /// Wśród studentów Bauhausu były komórki komunistyczne i narodowosocjalistyczne. Jej drugi po Gropiusie dyrektor Mies van der Rohe, zanim został słynnym architektem amerykańskim, brał udział w konkursach architektonicznych i starał się o zlecenia państwowe w III Rzeszy. ///

     

    Komuniści również wpisywali się w tradycję Weimaru. Walter Ulbricht tak mówił o „Fauście”: „Goethe pozostawia otwartą kwestię, czym stanie się wspólne dzieło wyzwolonego narodu na wolnej ziemi. Właściwie brakuje tu jeszcze trzeciej części „Fausta”. Goethe nie mógł jej napisać, ponieważ czas na to jeszcze nie był dojrzały. Dopiero ponad sto lat po tym, jak Goethe musiał na zawsze odłożyć pióro, cały lud pracujący Niemieckiej Republiki Demokratycznej zaczął pisać tę trzecią część „Fausta” swoją pracą, swoją walką o pokój i socjalizm. Zwycięstwo socjalizmu w NRD oraz zjednoczenie całego narodu niemieckiego w jednolitym, miłującym pokój, demokratycznym i socjalistycznym państwie zamknie tę trzecią część „Fausta”.” (cyt. za: Der Spiegel 22/1962). No cóż, chyba jeszcze na tę trzecią część poczekamy.

     

    Tablica z wystawy czasowej poświęconej biografiom adeptom Bauhausu, Weimar, Dom Schillera 2024 r.


    W Weimarze w 1919 roku została również założona przez Waltera Gropiusa słynna szkoła architektury, wzornictwa i rzemiosła „Bauhaus”, do której tradycji postanowiła nawiązać Ursula von der Leyen ogłaszając unijny program „Nowy Bauhaus”. W 1925 roku pod wpływem krytyki mieszkańców i nacisku władz Bauhaus podejrzewany o „bolszewizm kulturowy”, przeniósł się do Dessau. Muzeum w Weimarze skupia się przede wszystkim na tym pierwszym okresie jego istnienia. Ta architektura zbytnio przypomina jednak to, co serwowano nam w PRL, a także budynek Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie, a porównanie z rokokową biblioteką księżny Anny Amalii pokazuje, że postęp w architekturze jest nader wątpliwy. Szkoda, że von der Leyen do nie sięgnęła innych, starszych wzorów. Tym bardziej że również na tym przykładzie można studiować skomplikowane losy niemieckiej polityki i kultury. Bauhaus uchodzi za symbol postępu i nowoczesności w architekturze i wzornictwie, ale postęp i nowoczesność to także komunizm i narodowy nacjonalizm. Wśród studentów Bauhausu były komórki komunistyczne i narodowosocjalistyczne. Jej drugi po Gropiusie dyrektor Mies van der Rohe, zanim został słynnym architektem amerykańskim, brał udział w konkursach architektonicznych i starał się o zlecenia państwowe w III Rzeszy, podpisał także w 1934 roku słynny „Apel twórców kultury” wspierający Hitlera. Jego poprzednik Hannes Meyer był komunistą, w 1930 wyemigrował do Związku Sowieckiego, gdzie wraz z kilkoma dawnymi współpracownikami z Bauhausu realizował wiele projektów, potem działał jako architekt w Meksyku, a po wojnie przez pewien czas pracował w NRD. Jeden z uczniów Bauhausu Fritz Ertl, członek SS, zaprojektował w tym oszczędnym i funkcjonalnym stylu obóz w Auschwitz, inny – Franz Erlich, komunista, siedział wprawdzie przez pewien czas w Buchenwaldzie, ale potem pracował jako architekt dla SS zajmując się również projektami obozów koncentracyjnych, by po wojnie wstąpić do SED i pracować nad „socjalistyczną odbudową” zniszczonych miast.

     

    Jedna z tradycyjnych potraw serwowanych w weimarskich restauracjach

    Jak więc widać Weimar dostarczyć może wiele impulsów do refleksji, ale ma także coś dla ciała. Kuchnia Turyngii jest tradycyjna, ciężka, nie dla wegetarian, ale smaczna. Typowe są kluski turyńskie z roladą wołową lub pieczenią z jelenia, z sosem i z czerwoną kapustą, której zapach latem można poczuć również na ulicach miasta. Do tego można wypić dobre lokalne piwo. Natomiast restauracja „Anna Amalia” przy słynnym hotelu „Elephant”, gdzie w 1816 zatrzymała się Charlotte Kestner z domu Buff, uwieczniona w „Cierpieniach młodego Wertera”, a potem opisana przez Thomasa Manna, jest jedną z najlepszych i najwybitniejszych w kraju, także według kryteriów Michelin. Francuzi ciągle bowiem wyznaczają miary smaku kulinarnego, także w Niemczech. W „Hotelu Elephant” jest mniej światowo i elegancko niż w Grand Hotel w Cabourg, gdzie z wdziękiem kultywuje się atmosferę Belle Époque, ale następcy Madera (patrz „Lotta w Weimarze”) z równym oddaniem kontynuują lokalną tradycję niemiecką, bez francuskiej finezji, ale gruntownie, z niemiecką solidnością i powagą, zgodnie z duchem miejsca.

    Felieton ukazał się w Tygodniku Solidarność nr 33/2026

    fot. ODH

    Komentarze (0)

    Czytaj także

    Sen o zbawcy

    Polacy rzadko bywali i nadal rzadko są realistami politycznymi. Nasze dramatyczne dzieje sprawiły, że czepialiśmy się każdej nadziei, snuliśmy fantastyczne plany, pełno było u nas poetów i wizjonerów politycznych, krzepiących nasze serca.

    Zdzisław Krasnodębski

    6 min