Wspieraj nas

Zostań naszym subskrybentem i czytaj dowolne artykuły do woli

Wspieraj nas
Wesprzyj

Dwie Siostry; Wspominamy z ubolewaniem nasze rokosze, bunty, konflikty, nasze potępieńcze swary. Ale czymże one są w porównaniu z tym, co działo się we Francji?

    2026-06-01
    Czas czytania 15 min

     

    My, Polacy mamy powody, by uważać, że historia nas nie rozpieszczała. Utrata państwowości przez jeden z najstarszych narodów politycznych Europy – a jest ich w istocie niewiele- to wydarzenie bezprecedensowe w jej historii. Zapewne brak wieku XIX będziemy jeszcze długo odczuwać, gdyż to wtedy kształtowała się nowoczesna Europa. Wstrząsająca była tragedia 1939 - i oględnie mówiąc, jeśli chodzi o zachowanie ówczesnych elit, mało chlebna. Upadek pokolenia, które odzyskało państwo, by je stracić po dwudziestu latach, powinno być dla nas bolesnym ostrzeżeniem. Potem Niemcy, zgodnie ze swą ówczesną progresywną filozofią, zmienili nasz kraj w miejsce uboju ras gorszych – Żydów i Polaków, a nie mniej progresywni Rosjanie, którzy wykorzystali ich porażkę, by dojść aż do Łaby, zarządzali nami w znanym sobie stylu od 1944 do 1989 roku, co do dziś pozostawiło w Polsce swe czarzaste ślady.

     

    Nasza postkolonialna świadomość – którą charakteryzują się przede wszystkim nasze elity - sprawia, że patrzymy z zazdrością na Europę zachodnią jako na dziecię szczęśliwego losu, tak jakby tam tylko manna z nieba spadała.  Najsilniejszym – Francji, Niemcom, Anglii - udało się rzeczywiście zachować ciągłość państwową, zbudować imperia, uczynić swoją kulturę wpływową w świecie. Być może byli bardziej brutalni i bezwzględni, być może bardziej sprzyjało im szczęście. Ale nie jest tak, że ich byt był z góry zapewniony, a dobrobyt wieczny. Imperia już dawno się rozleciały i niewiele zostało im z dawnej wielkości. Ich dzieje są pełne zniszczeń i wojen, bezwzględnej rywalizacji i ciągłego zagrożenia, nie są sielankową ewolucją i postępem, pokojowym rozwojem cywilizacji, sztuk i nauk. Zmagały się z losem nawet w czasach największej potęgi, jak na przykład Francja za czasów Ludwika XIV. Jego biograf – historyk starej daty Pierre Gaxotte– twierdził, że uratował on Francję przed zagładą ze strony potężnej koalicji. Pisze: „Pod wodzą Wilhelma Orańskiego, który stał się królem Wilhelmem III, … sprzymierzeńcy amsterdamskich kupców, protestanckich książąt, papieża, cesarza i katolickiej Hiszpanii staną na czele antyfrancuskiej ligi”. Ludwik XIV wygrywa i „Francja szybko się podźwignie …Wielu cudzoziemców przyjeżdża do Francji zobaczyć naród i władcę, którzy stawili czoło Europie.” Lecz wojna o przetrwanie toczy się nadal: „Wojna będzie ciągnęła się aż do roku 1815, to znaczy aż do Waterloo, aż do upadku Napoleona, aż do zniszczenia francuskiej marynarki i utraty pierwszego francuskiego imperium kolonialnego. Anglia nie zaprzestawała szczuć na Francję Europy, przez cały czas była bankierem i inspiratorem wrogów.” 


    Spacerując po Deauville czy Cabourg można zazdrościć Francuzom „la belle époque”. Dla nich była to epoka piękna, dla nas był to okres zamierania nadziei, że jeszcze kiedyś będzie Polska. Tyle że ta piękna epoka zaczyna się po Sedanie, po sromotnym upadku II Cesarstwa i po rzezi w czasie Komuny Paryskiej, w której Francuzi zmasakrowali tysiące Francuzów (dorzucając do tego paru Polaków, między innymi Jarosława Dąbrowskiego) i po depresji lat siedemdziesiątych.


    /// Spacerując po Deauville czy Cabourg można zazdrościć Francuzom „la belle époque”. Dla nich była to epoka piękna, dla nas był to okres zamierania nadziei, że jeszcze kiedyś będzie Polska. ///


    Wspominamy z ubolewaniem nasze rokosze, bunty, konflikty, nasze potępieńcze swary. Ale czymże one są w porównaniu z tym, co działo się we Francji? Rokosz Zebrzydowskiego to tylko kilkaset ofiar. W bitwie pod Mątwami, najbardziej krwawym i zgubnym starciu polsko-polskim, w którym wymordowano również jeńców, zginęło niecałe 4 tysiące żołnierzy, w całym rokoszu Lubomirskiego do 5 tysięcy. Inne krwawe rozprawy są już głównie walką z wrogiem zewnętrznym, choć wspieranym przez część Polaków -tak jest z Konfederacją Barską, z walkami w czasie Targowicy, czy wymordowaniem przez komunistów resztek żołnierzy II RP po 1944 roku. 


    Natomiast w czasie nocy św. Bartłomieja zginęło w Paryżu do 3 tysiące ludzi, a w całej Francji ok. 10 tysięcy. Rewolucja Francuska pochłonęła setki tysięcy ofiar, niektórzy historycy mówią nawet o milionie. Według oficjalnych danych zgilotynowano około 17 tys. osób; w czasie tłumienia powstania w Wandei zginęło do 600 tysięcy, w tym w większości ludność cywilna.

    Nie ma w naszej historii niszczenia przez Polaków własnego dziedzictwa narodowego. Insygnia królewskie zostały przetopione przez Prusaków. Wawel został zamieniony w koszary przez Austriaków, Rosjanie przekształcali Warszawę w rosyjskie miasto gubernialne. itd. Nasi obecni przyjaciele zza Odry wysadzili Zamek Królewski i Pałac Saski, zamierzali wyplenić raz na zawsze całą naszą kulturę, bo podludzie kultury mieć nie powinni. Dziś się dziwią, że nie zadawalamy się tą formą reparacji, jaką nam proponują - rytualnym biciem się ich polityków w puste piersi w czasie rocznicowych uroczystości. 


    ///Co lepsze, lepsze zabory i cierpienia zadawane przez obcych czy taka rewolucja, czy takie krwawe wewnętrzne rozprawy? ///


    We Francji to Francuzi zniszczyli nekropolię królewską - bazylikę Saint-Denis. 1793 r. rozbito groby niemal wszystkich francuskich królów (od Merowingów po Burbonów). Szczątki (w tym Henryka IV i Ludwika XIV) wrzucono do masowych dołów z wapnem, zniszczono renesansowe i gotyckie nagrobki. Zdewastowano Wersal, pałac papieski w Awinion, zburzono katedrę w Tours, Saint Michel zamieniono w więzienie dla księży, z Pałacem Tuileries uporała się ostatecznie Komuna Paryska itd.

    Co lepsze, lepsze zabory i cierpienia zadawane przez obcych czy taka rewolucja, czy takie krwawe wewnętrzne rozprawy? Ale o dziwo, to my uchodzimy za kłótliwych, niesfornych, anarchicznych, autodestrukcyjnych. Jak pisał Eric Zemmour w swojej książce „Destin français”: „Polska to bliźniacza siostra Francji, siostra nieszczęśliwa, siostra o złamanym losie, siostra kapryśna, siostra utopijna, siostra, która nie chce poświęcić swoich wolności na rzecz surowych potrzeb budowania państwa, siostra, która wierzy, że odkrywa skarby Res Publiki, nie poddając się surowym hierarchicznym zasadom monarchii absolutnej i dziedzicznej. Polska to Francja, w której Cinq-Mars pokonałby Richelieu, w której frondyści zwyciężyliby Mazarina i oddali Ludwika XIV pod opieką kardynała de Retz i La Grande Mademoiselle. To Francja, w której Kościół czerpałby swoje nakazy z Rzymu, a nie z Wersalu. Polska to siostra, która zafascynowała oświecenie i nad którą pochylił się Rousseau i nie tylko on; siostra, którą chcielibyśmy być; ale siostra, którą pozwolono rozszarpać, nie ośmielając się nic zrobić, wielokrotnie, w 1772 i 1792 roku, bez słowa wyrzutu wobec jej oprawców, ani wobec Fryderyka II, ani Marii Teresy, a tym bardziej wobec carycy Katarzyny II, tych drogich przyjaciół naszych humanistycznych i postępowych filozofów. … 


    ///Polska to Francja, w której Cinq-Mars pokonałby Richelieu, w której frondyści zwyciężyliby Mazarina i oddali Ludwika XIV pod opieką kardynała de Retz i La Grande Mademoiselle. ///

    Polska, czyli nasze wieczne wyrzuty sumienia; siostra, na którą długo patrzyliśmy z litością starszej, rozsądniejszej i ostrożniejszej siostry, która uniknęła wielkich katastrof życia.”
    Jednak życie tej starszej, rozsądniejszej siostry także nie było usiane różami. Nawet „la belle  époque”   nie była idyllą, o czym można zapomnieć w pięknych wnętrzach Grand Hotel i na promenadzie w Cabourg, gdzie wizerunek Prousta jest wszędzie obecny. Ale przecież nie był on sentymentalnym piewcą uroków tej epoki. Jak pisał Jan Błoński w swojej świetnej książce „Widzieć jasno w zachwyceniu”: „Ulubionym tematem Prousta jest „deklasacja” i trudno powiedzieć, aby patrzył na swe postaci z dobrotliwym pobłażaniem” … „Cała powieść jest historią rozkładu. Rozsypuje się arystokratyczna elita, ustępując miejsca ludziom władzy i zwłaszcza pieniądza; niknie, w kilkadziesiąt lat po ostatecznej klęsce politycznej, obyczaj ancien régime‘u.”  Jest to czas dekadencji i rozpusty: „Świat Prousta toczony jest, jak przez raka, przez płeć zwłaszcza zaś przez seksualne odchylenia. Jest tak, że Marcel, który wyruszył w życie, przekonany o istnieniu tajemnicy, odkrywa — dokładnie poznawszy swe środowisko — tajemnicę inną, ohydną. To Sodoma i Gomora.”  A co widzimy u naszego Prusa - w „Lalce”, naszym rodzimym odpowiedniku „W poszukiwaniu straconego czasu” i „Buddenbrooków”?  -  flirt Izabeli Łęckiej ze Starskim, heteronormatywne i niedeflorujące „szukanie medalionu”, wpędza czterdziestoparoletniego Wokulskiego w samobójczą depresję.

    Może teraz, za drugiego Donalda Tuska, w naszej „belle époque”, gdy pochwały liberalnej prasy europejskiej, trzeba traktować jako zapowiedź schyłku, nadganiamy stracony czas? Żadne seksualne odchylenia nie są nam obce, nawet na głębokiej prowincji, w Kłodzku. I tylko szkoda, że samo pojęcie odchylenia, zboczenia zostało obalone przez obyczajową rewolucję. Ale nasza elita dociąga poziomem do tej opisanej w „Poszukiwaniu straconego czasu”. Jan Błoński tak streszcza ów opis: „Elita pogardza … działaniem, choćby intelektualnym, ona jest lepsza, choć nie udowadnia swej wyższości pracą… Filozofia, erudycja, nauka były … w salonach sprowadzane zawsze do poziomu dowcipu lub „hobby”. Co prawda, nie były one elicie potrzebne, chyba jako maska. Lecz otchłanie ignorancji otwierają się również w dziedzinach związanych bezpośrednio ze społecznym działaniem. Elita wyzyskuje, administruje, politykuje. … Przeraża niemal głupota ambasadora de Norpois, równa tylko zarozumiałości. Jego pojęcie o świecie — od polityki do literatury -można spokojnie porównać z urojeniami służącej Franciszki.”

     

    Artykuł ukazał się w TYgodniku Solidarność, nr 20/2026

    Komentarze (0)

    Czytaj także

    Jak nas ganią i chwalą

    Opinie na temat Polski są w świecie zachodnim, wśród jego elit i ich mediów, zazwyczaj skrajne i bardzo zmienne.

    Zdzisław Krasnodębski

    5 min

    Święto demokracji i obsesja faszyzmu

    6 sierpnia 2025 r. był pięknym dniem. To było prawdziwe święto demokracji. Ceremonia zaprzysiężenia przebiegła spokojnie, godnie i uroczyście. Prezydent wygłosił w Sejmie świetne orędzie – programowe, merytoryczne, ale także twarde i zdecydowane.

    Zdzisław Krasnodębski

    5 min