Konrad Ludwicki o poglądach, polityce i tradycji w korespondencji Jerzego Giedroycia z Markiem Zielińskim w czasach przełomu (1990-2000)
Tradycja i obyczaje dla Jerzego Giedroycia były najczęściej kwestiami pryncypialnymi. Były zagadnieniami bez wątpienia jednymi z bardziej zasadniczych. Znamienity publicysta i działacz polityczny zwyczaje i obyczajowość oraz szeroko rozumianą kulturę stawiał na osobliwym, również publicystycznym, piedestale.
Redaktor wpływowego czasopisma mówił o niej także w listach; wszak Giedroyc to też znamienity epistolograf. Urodzony w 1906 roku w Mińsku a pochodzący ze spolonizowanego, książęcego rodu litewskiego ujmował tradycję poniekąd jako konglomerat. Widział ją bowiem w pewnym zlepku kultur państw innych – ojczyzn mu bliskich i najbliższych: Polski, Białorusi i Litwy. Może i w takie właśnie kolejności. Dodać tu trzeba jeszcze Ukrainę, o której niezależność wciąż zabiegał. Tradycji się uczył i tradycję chłonął. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim (lata 1924 – 1929) prawo, a następnie (1930-31) historię. Już podczas studiów zaczął swoją aktywność polityczną. Zaangażował się m.in. jako działacz organizacji akademickiej „Myśl Mocarstwowa”. Był to związek skupiający studentów przede wszystkim o poglądach konserwatywnych. O zapatrywaniach i myśli z Tradycją – jeśli wolno tak rzec – w roli głównej. Związek studentów pochodzących głównie z warstwy arystokratyczno-ziemiańskiej. Wiązali oni spore nadzieje z dojściem Józefa Piłsudskiego do władzy.
/// Był to zapis historii, zjawisk i osób. Świadomy (bo zamierzony) i nieświadomy (bo empiryczny) zapis tradycji. ///
Na ostatniej stronie okładki omawianej przeze mnie książki, jej współautor, Marek Zieliński odnotowuje m.in.: „[...] ta korespondencja tocząca się – pomimo trwającego sporu i odmiennych ocen oraz opinii – do ostatnich dni życia Jerzego Giedroycia jest dość rzadkim świadectwem spotkania w czasie i przestrzeni. Dialogu, który dla mnie pozostał lekcją politycznego myślenia oraz etycznych zasad”. Korespondencja Jerzego Giedroycia, prowadzona z kimkolwiek, zawsze była zajmująca i ciekawa. Był to zapis historii, zjawisk i osób. Świadomy (bo zamierzony) i nieświadomy (bo empiryczny) zapis tradycji. Giedroyc to wytrawny, ale i wymagający (od adresata) epistolograf. Ci, z którymi pisywał przez całe lata to m.in. Witold Gombrowicz, Gustaw Herling-Grudziński, Alaksander Janta-Połczyński, Juliusz Mieroszewski, Czesław Miłosz, Bohdan Osadczuk, Leopold Unger.... Cała masa znaczących, a i często wybitnych literatów, publicystów czy dziennikarzy wieku dwudziestego. Co rusz natrafiamy też na nazwiska tych, którzy w siermiężnym PRL-u nie mogli legalnie rozpowszechniać swoich książek w kraju.
/// Sam wolałbym, by było w tych zapisach więcej o Tomaszu Burku niż Tadeuszu Mazowieckim, więcej o Herbercie niż Wałęsie i więcej o Grudzińskim czy Jacku Woźniakowskim niż o Andrzeju Szczypiorskim. ///
Tym bardziej cieszy wydany wolumen listów Redaktora z Markiem Zielińskim. Publikacja obejmuje całą dekadę, aż do śmierci Giedroycia w roku 2000. Korespondencja to interesująca – a w niektórych miejscach również intrygująca – narracja o polskiej polityce, historii i kulturze. Chyba właśnie w takiej kolejności. Żywa wymiana poglądów politycznych, ale i życiowych, pomiędzy obu intelektualistami nie ogranicza się wyłącznie do historiozoficznych uogólnień. Często przybiera wyraz osobistego wyznania, bywa, że również jakiegoś – ze strony obydwu nadawców – politycznego pamfletu na ówczesną teraźniejszość.
Poprzez listy obcujemy na pierwszym planie z dwiema umysłowościami, w tle natomiast mamy plejadę różnorakich postaci. Mamy lata dziewięćdziesiąte, ale są i retrospekcje. Kogóż tam nie ma.... Jest Leszek Balcerowicz i ksiądz Boniecki, Zbigniew Brzeziński i Zbigniew Bujak. Jest Józef Czapski, Michaił Gorbaczow, Zofia Hertz, Zbigniew Romaszewski czy Leszek Szaruga. Jest Urban i Jaruzelski. Cały kalejdoskop ludzi i związanych z nimi wydarzeń. Mamy obraz postaci znaczących, mniej znaczących i irytujących. Stosunek autorów do przywoływanych sylwetek jest różny, a i zmienny. Listy to teksty, których nie trzeba interpretować, bowiem poprzez treść interpretują się świetnie same. Idealnie wyjaśniają punkt widzenia nadawcy. Jednak trzeba mieć, przy ich lekturze, jakąś świadomość i wiedzę dotyczącą historii najnowszej. To jednocześnie zajmująca polemika i dysputa pomiędzy autorami listów. Sam wolałbym, by było w tych zapisach więcej o Tomaszu Burku niż Tadeuszu Mazowieckim, więcej o Herbercie niż Wałęsie i więcej o Grudzińskim czy Jacku Woźniakowskim niż o Andrzeju Szczypiorskim.
/// Dziś łatwiej nam – jako odbiorcom listów – widzieć pewne kwestie historyczne i polityczne niż piszącym wówczas. ///
Giedroyc i Zieliński to, co nieco dwie odmienne mentalności, choć w wielu kwestiach bardzo też zbieżne. Pierwszy to wizjoner i osobliwy budowniczy mostów. Piszę „osobliwy”, bowiem z perspektywy czasu widać, że owe mosty i pojednania nie zawsze budować się po prostu da (ło). Drugi natomiast to raczej trzeźwy sceptyk i krytyk. Nieco przekorny i nie zawsze pokorny względem Redaktora. Zdrowy racjonalista i realista, a już na pewno nie nadmierny optymista. „Co prawda nie jestem optymistą [...]” (s. 153) zdanie takie pojawia się u Zielińskiego w różnych konfiguracjach i sytuacjach dość często. Niemniej w mojej opinii to jego przekonania i jego punkt widzenia – z perspektywy czasu – broni się i jest jakoś aktualny. Bardziej niejako adekwatny względem rzeczywistości. Giedroyc natomiast to trochę niepoprawny fantasta, no ale też człowiek czynu – wiadomo. Nie uległ euforii obrad okrągłego stołu i dość sceptycznie patrzył na Polskę po roku 1989, jednak nierzadko też zbyt bezkrytyczny i ufny względem pewnych osób. Dziś łatwiej nam – jako odbiorcom listów – widzieć pewne kwestie historyczne i polityczne niż piszącym wówczas. Jakkolwiek wrażliwość i świadomość każdego czytelnika będzie stawiała akcenty w różnych miejscach – na różne zdania i opinie.
To książka, której treścią są listy, ale poprzez nie mamy dość szczegółowy, choć fragmentaryczny, portret ich nadawców w konkretnym czasie historycznym. Mamy obraz publicysty, krytyka i wreszcie redaktora paryskiej „Kultury”. To on – tu informacje dla młodszych czytelników – w powojennych dekadach, aż do swojej śmierci stworzył i redagował, bodaj, najważniejszy polski periodyk. Dla redaktora – co niejako widać i w treści listów – wolność Polski i jej kultury są nierozdzielne.
Marek Zieliński (rocznik 1950) to Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (polonistyka i dziennikarstwo) oraz Podyplomowego Studium Służby Zagranicznej SGH. Były konsul Generalny RP w Irkucku i były Dyrektor Instytutu Polskiego w Moskwie. Publicysta, krytyk literacki, autor książek. M.in. „Kilka niewzruszonych przekonań” (Warszawa 1987) czy „Ucieczka przed Polską. Szkice nie tylko o literaturze” (Kraków 2006). Związany ongiś z miesięcznikiem „Więź”.
Ciekawe dla dzisiejszego czytelnika są – w kontekście obecnej wojny na Ukrainie – refleksje (z roku 1999) Marka Zielińskiego nt. Rosji, gdzie był ambasadorem. Opisuje on swoją niełatwą, jako ambasadora, sytuację w Moskwie: „Bardzo też potrzebuję pomocy (podręczniki, mapy, atlasy, kasety, wideo, etc.) dla jednej z moskiewskich szkół średnich, w której rozpoczęto kilka miesięcy temu naukę polskiego [...]”. (s. 176) Takich okoliczności i wypowiedzi jest znacznie więcej.
To listy-eseje, a nawet listy-recenzje. Pojmowane jako formy na styku literatury pięknej i pewnego studium krytycznego. Jest w nich też publicystyka. Może nawet publicystyka przede wszystkim. Ich temat jest różnorodny. Jest – jak już wspomniałem – polityka, historia (a jak historia to jest też kontekst kultury i tradycji), życie społeczne... Jeżeli jest w nich i pewien chaos, to jest to nieład zamierzony. Stajemy się zatem czytelnikami pewnej artystycznej konstrukcji myślowej. Jej meritum to – jak mówi podtytuł publikacji – „Spór o polskie zmiany”. W sporze tym tłem jest najczęściej tradycja i obyczaje.
W tych przyjaznych listach są oczywiście też swoiste animozje i rozgoryczenia. Różnice poglądów i wizji nie tylko w kontekście Polski. Zieliński Na marginesie korespondencji z Jerzym Giedroyciem z lat 1990 – 2000 zauważa, iż w przedstawionej korespondencji: „[...] widoczna jest rozpacz starego człowieka, który swoje życie poświęcił Polsce, i nie może się zgodzić na niewykorzystanie przez nią historycznej szansy. Muszę przyznać, że pojawiające się w listach różnice zdań pomiędzy mną i moim Wielkim Korespondentem, są świadectwem mojego ówczesnego niezrozumienia tego, co już dostrzegał Giedroyc”. (s. 11)
To listy pisane w czasie przełomu po roku 1989. W latach niełatwej drogi do wolności i demokracji. Marek Zieliński tak mówi o tym czasie: „Ten okres (lata 90, ubiegłego wieku) mojej trwającej od lat 80. – a dokładnie od 1984 roku korespondencji z Jerzym Giedroyciem był trudny. Nie tylko albo może w najmniejszym stopniu, ze względu na postępujący w Polsce kryzys gospodarczy, gwałtowność – połączoną z powierzchownym ich charakterem – politycznych zmian, w których sensowność już wtedy mocno wątpiłem, czego słuszność potwierdza się w późniejszych latach”. (s.9) W wielu miejscach możemy dopatrzyć się pewnego zdroworozsądkowego defetyzmu ze strony Zielińskiego, który odnosi się do sytuacji w Polsce. Giedroyc natomiast epatuje, z reguły, narracją dobrej myśli i nadziei.
„Korespondencja pochodzi ze zbiorów Archiwum Instytutu Literackiego [...], którą zebrał Marek Zieliński podczas kwerend w Maisons-Laffitte. Następnie dokonał porównania ze swoimi zbiorami, by wydanie było kompletne. Listy Jerzego Giedroycia zostały przepisane i skolacjonowane z maszynopiśmiennej kopii. Redaktor zawsze pisał na maszynie przez kalkę, zostawiając sobie kopię. Dzięki temu w Archiwum Instytutu Literackiego zachowała się obustronna korespondencja z różnymi osobami”. (s. 6)
Wydanie publikacji nie byłoby możliwe, gdyby nie dofinansowanie Instytutu Literatury i przychylność Wydawnictwa Neriton. Książkę zrecenzowali prof. Włodzimierz Bolecki i prof. Marek Kornat, opracowała natomiast Małgorzata Ptasińska. Myślę, że należy ją przeczytać i trzeba do niej wracać. We wrześnie roku 2025 minęło równe ćwierć wieku od śmierci Redaktora – zmarł 14 września 2000 roku w Maisons-Laffitte.
Korespondencja Jerzego Giedroycia z Markiem Zielińskim w latach 1980-2000.
Spór o polskie zmiany. Opracowanie Małgorzata Ptasińska, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2024, s. 241.









Komentarze (0)