Wspieraj nas

Zostań naszym subskrybentem i czytaj dowolne artykuły do woli

Wspieraj nas
Wesprzyj

Antoni Libera w laudacji na cześć profesora Włodzimierza Boleckiego: Mamy oto przed sobą i wszechstronnego uczonego, panującego nad najważniejszym dorobkiem polskiego piśmiennictwa XX wieku...

    2026-06-01
    Czas czytania 15 min

    31 maja, w niedzielę zakończył się XVI Kongres Polska Wieki Projekt. Zwieńczeniem wydarzenia była uroczystość wręczenia Nagrody im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego profesorowi Włodzimierzowi Boleckiemu. Laudację na cześć laureata wygłosił Antoni Libera. Publikujemy tekst laudacji w pełnym brzmieniu.

     

     

    Czcimy dzisiaj pisarza i uczonego o wielu talentach i cnotach. W zwięzłej z natury laudacji niepodobna omówić wszystkiego, zwłaszcza gdy dorobek laureata jest tak bogaty i różnorodny. Nie temu zresztą służy mowa pochwalna. Mowa pochwalna to gatunek, który ma za zadanie nakreślić syntetyczny obraz osiągnięć laureata i wydobyć z jego działalności najważniejsze dokonania i rysy twórczości. Spróbuję więc odpowiedzieć na trzy następujące pytania: Kim w polskim piśmiennictwie jest Włodzimierz Bolecki? Jakie są jego największe osiągnięcia? I co stanowi o wartości i swoistości jego pisarstwa?

     

     Formalnie rzecz biorąc, Włodzimierz Bolecki jest historykiem i teoretykiem literatury, a także krytykiem literackim i wykładowcą akademickim, profesorem w Instytucie Badań Literackich PAN, zajmującym się szeroko pojmowaną literaturą XX wieku. To jednak tylko tytuły i klasyfikacje. Rzecz, którą należy od razu podkreślić, to fakt, iż dzisiejszy laureat jako jeden z nielicznych przedstawicieli rodzimego literaturoznawstwa bardzo wcześnie zdał sobie sprawę, iż wiek XX przyniósł dwa niezwykle istotne, poniekąd kluczowe korpusy dzieł literackich: z jednej strony, jest to dorobek szeroko pojętego modernizmu, którego sztandarowymi przedstawicielami stali się Stanisław Ignacy Witkiewicz, Bruno Schulz i Witold Gombrowicz, a z drugiej, wcale niesprzeczna z tym nurtem, najbardziej wartościowa i reprezentatywna  część literatury emigracyjnej, powstającej w drugiej połowie XX stulecia pod auspicjami i patronatem Jerzego Giedroycia. Chodzi tu głównie o takich twórców, jak Józef Mackiewicz, Czesław Miłosz, Gustaw Herling-Grudziński, Sergiusz Piasecki i Andrzej Bobkowski. Większość dzieł tych pisarzy powstała już po wojnie, gdy w Polsce panował komunizm, a pierwsza większa fala zainteresowania nimi nastąpiła dopiero po 1956 roku, gdy reżym nieco zelżał. Oczywiście, w krajowym środowisku literackim i akademickim – mimo niechęci władzy i zakazów cenzury – te „książki zbójeckie” (jak w ślad za Mickiewiczem nazywano całą tę produkcję emigracyjną), czytało się z przejęciem, niemalże z nabożeństwem, a nawet dyskutowało się o nich na rozmaitych nieoficjalnych konwentyklach; niemniej jednak mało komu w tamtych latach przychodziło do głowy, że należy już wtedy zacząć ją katalogować, opracowywać i budować zręby przyszłych monografii i wydań krytycznych, jako że jest to z pewnością najbardziej wartościowa część polskiego piśmiennictwa XX wieku. Włodzimierz Bolecki był właśnie jednym z tych, którzy bardzo szybko zdali sobie z tego sprawę i – niejako pod prąd, bo do 1989 roku literatura ta była formalnie zakazana – zaczął z premedytacją i metodycznie się nią zajmować. Spod jego pióra zaczęły wychodzić potężne kompendia na temat Józefa Mackiewicza i Herlinga-Grudzińskiego, a także nieliczone rozprawy i wstępy do dzieł Gombrowicza, Schulza i Miłosza.

     

     

    Co wyróżniało na tym polu studia profesora Boleckiego, to powtarzana na rozmaite sposoby teza, że nurt modernistyczny, który przez krytykę światową okrzyknięty został jako dominujący czy najbardziej charakterystyczny dla XX wieku, to nie tylko tak zwana awangarda – poetyka paraboli i deformacji, właściwa pisarstwu Schulza, Witkacego i Gombrowicza – ale również narracja tradycyjna czy realistyczna, tyle że jako temat podejmująca fundamentalne zjawiska nowoczesności, a jeszcze bardziej jej radykalne idee, które stawiają sobie za cel metafizyczną mutację istoty ludzkiej. Taką właśnie literaturą jest ogromny dorobek Józefa Mackiewicza i Herlinga-Grudzińskiego, taką propozycją jest rozległa eseistyka Czesława Miłosza, zawarta m.in. w jego Zniewolonym umyśle i Ziemi Ulro. Inaczej mówiąc, Włodzimierz Bolecki podkreślał z naciskiem, że modernizm to bynajmniej nie tylko sztuka wątpiąca, ukazująca rozpad dotychczasowych wartości i prognozująca totalną katastrofę, lecz również taka, która ostrzega przed tym niebezpieczeństwem i próbuje pokazać, w jaki sposób przeciwdziałać tej tendencji i jak bronić się przed nihilizmem.

     

     

    Dorobek Włodzimierza Boleckiego na tym polu jest imponujący. Ogromne monografie o czołowych autorach emigracyjnych; niezliczone rozprawy i szkice na temat twórczości pisarzy szeroko pojętego modernizmu; współredagowanie dzieł zebranych Gombrowicza i Herlinga, dwa tomy fenomenalnych rozmów z tym ostatnim, będące unikalnym komentarzem do jego prozatorskiego dorobku. Można powiedzieć, że najważniejsze dokonania polskiego piśmiennictwa polskiego XX stulecia doczekały się w osobie Włodzimierza Boleckiego swego głównego kronikarza, kustosza i komentatora. Dla czołowych przedstawicieli literatury polskiej XX wieku stał się on kimś, kim w przeszłości byli wielcy kodyfikatorzy dzieł polskiego romantyzmu i pozytywizmu. W każdym razie wszelkie dalsze badania i interpretacje dzieł wymienionych wyżej pisarzy będą wychodziły od fundamentalnych prac Profesora i opierały się na jego źródłowych ustaleniach.

    Przejdźmy do sprawy drugiej, czyli do aksjologii humanistyki wyznawanej przez profesora Boleckiego i do stylu jej uprawiania. Wydawałoby się, że nauka o literaturze i metodologia jej badań, mimo zmieniających się trendów i mód, a nawet ewoluujących konceptów filozoficznych i religijnych, w swych podstawowych założeniach pozostaje niezmienna. Że zawsze opierają się one na solidnej biografistyce i osadzeniu badanych dzieł w kontekście historycznym. Tymczasem okazuje się – i była to rzecz, którą profesor Bolecki poniekąd przewidział – że nawet i ta dziedzina została zainfekowana i uległa degeneracji. Podobnie jak rzesza intelektualistów w pierwszej połowie XX wieku zdradziła ideały niezależności myślenia i estetyki na rzecz rozmaitych ideologii, tak i u schyłku tegoż wieku – niejako na naszych oczach – cały legion humanistów, a w szczególności badaczy i krytyków literatury uległo ideologicznemu zaczadzeniu i poddało się dyktatowi nowych trendów i doraźnej polityki. Otóż za pomocą fetyszu, jakim jest idea totalnej dekonstrukcji, którą można porównać do Nietzscheańskiego wezwania, by przewartościować wszelkie dotychczasowe wartości, współczesna humanistyka, a w szczególności literaturoznawstwo podjęło zakrojoną na szeroką skalę batalię, by redukować wszelkie treści zawarte w sztuce do postulowanej aktualnie ideologii emancypacji i oceniać je wedle ich bieżącej przydatności w walce z reliktami przeszłości, czyli „niesłusznymi” poglądami na temat człowieka i jego ewolucji. Jest to ewidentnie nowa forma totalistycznej ideologii wyrosłej z reliktów marksizmu i służącej określonym interesom w walce politycznej, a nie poznaniu i kontemplacji wartości poznawczych i estetycznych. Otóż Włodzimierz Bolecki nie tylko pozostaje na antypodach takiej metodologii, lecz wyjaśniając jej źródła i cele, poddaje ją fundamentalnej krytyce. Studia nad literaturą piękną to nie redukowanie jej do oręża w wojnie ideologicznej i zwalczaniu przeciwników politycznych, lecz zawsze i tylko namysł nad samowiedzą człowieka, która wyraża się właśnie w dokonaniach pisarskich. Można powiedzieć, że profesor Bolecki stoi na straży tak pojmowanej humanistyki i mimo osamotnienia heroicznie broni jej szańców.

     

    Ale i to jeszcze nie wyczerpuje listy dokonań dzisiejszego laureata. Do wymienionych już zasług i osiągnięć należy dodać jeszcze jedno – i to niebagatelne. Chodzi o twórczość oryginalną. Otóż Włodzimierz Bolecki, chcąc zapewne od jeszcze innej strony zbadać żywioł literatury pięknej, sam podjął trud kreacji, pisząc najpierw inspirujące i celne artystycznie słuchowiska radiowe, a wreszcie potężne dzieło prozą – ponad 600-stronicową powieść Chack – historyczny fresk o końcu I Rzeczypospolitej. Można powiedzieć, że w tej wstrząsającej opowieści o Targowicy autor połączył wszystkie najbardziej frapujące go tematy i kwestie: punkt zwrotny historii Polski, przyczyny jej upadku, fenomen tajnych służb, psychologia złoczyńców i zdrajców wszelkiej maści; zakłamywanie podłości. A przy tym, że wykorzystał to jako okazję do poznania w praktyce warsztatu literackiego – do posłużenia się rozmaitymi technikami i chwytami narracyjnymi: opisem, dialogiem, mową pozornie zależną, a także stylizacją, pastiszem i parodią. Tym całym instrumentarium zajmował się do tej pory jako badacz literatury – jej historyk i krytyk. Tym razem z pełną premedytacją przyjął rolę i perspektywę twórcy. Postanowił niejako sprawdzić, jak tworzenie literatury wygląda „od podszewki”, jak rzecz się ma w praktyce. Inaczej mówiąc, zobaczyć, jak to jest być pisarzem. – Berentem, Mackiewiczem czy Herlingiem-Grudzińskim, a nawet chwilami Conradem, przynajmniej jako autorem słynnego Tajnego agenta oraz W oczach Zachodu.

     

    W powieści Chack słyszymy tony i echa dzieł tych wszystkich znakomitych pisarzy i podziwiamy kunszt i rzemiosło autora. Można powiedzieć, że wytrwany specjalista od modernizmu i post-modernizmu dopisał oto dzieło, pokazujące jak w nowoczesny sposób ujmować historyczne tematy. Profesor Andrzej Nowak nazwał je wspaniałym dokonaniem „porywającym nas – w głąb naszego jądra ciemności”. Ten szczególny eksperyment autora można by też porównać do pamiętnego popisu Umberta Eco, który, jak się wydaje, z podobnych pobudek napisał Imię róży. Jak pamiętamy, chciał on pokazać swoim kolegom z redakcji – i w ogóle krytyce literackiej – że jeśli ma się dogłębną wiedzę o literaturze, o jej rozmaitych formach, stylach i konwencjach, to przy odrobinie wysiłku i pomysłowości można napisać nawet bestseller.

     

    Tak więc mamy oto przed sobą i wszechstronnego uczonego, panującego nad najważniejszym dorobkiem polskiego piśmiennictwa XX wieku, i wybitnego humanistę starej daty, i wreszcie oryginalnego twórcę. Krótko mówiąc, pisarza, który pisząc na rozmaite sposoby o literaturze i samemu ją uprawiając, współtworzy i utrwala jej obraz dla przyszłych pokoleń. I właśnie za to wielowarstwowe dokonanie – owoc talentu, pracowitości i wierności tradycji – wieńczymy dziś Włodzimierza Boleckiego laurem w postaci Nagrody im. Lecha Kaczyńskiego.

    Komentarze (0)