Baj jest świetnym psychologiem. W jego sztuce ludzie kiedyś bliscy stają teraz dalecy jak pierścienie Saturna; Malarz płonącego życia; Maciej Mazurek o twórczości Stanisława Baja
Będąc na wystawach obrazów Stanisława Baja, miałem odczucie podobne do tego, jakie opisał Rilke, gdy zobaczył obrazy Cézanne’a. „Dzisiaj znowu byłem wśród jego obrazów, dziwne to, jak one potrafią tworzyć otoczenie. Nie patrząc na żaden pojedynczy obraz, stojąc w środku pomiędzy obiema salami, czuje się ich obecność, która dąży do złączenia się w jedną kolosalną rzeczywistość.
Poprzez odbicie, przyroda, czyli drzewa i chmury, podwajają się. Odbicie natury w wodzie było według niemieckiego filozofa przyrody Schellinga potwierdzeniem jej intelektualizmu oraz dowodem na istnienie w naturze pierwiastka duchowego. Znaczyło to, że natura myśli. Ten koncept cudownie niwelował przepaść między naturą a kulturą. Romantyzm był reakcją na materialistyczny obraz świata, obraz zredukowany do materii poddanej prawom determinizmu. Romantycy z tym obrazem się nie godzili. Mieli intuicje metafizyczne. Stanisław Baj malarz wybuchowy i intuicjonista jest romantykiem. W portretach nawiązuje do twórczości Piotra Michałowskiego i modernistycznego ekspresjonisty Konrada Krzyżanowskiego. W pejzażach natomiast, malowanych przed pojawieniem się w jego twórczości obrazów „abstrakcyjnych”, jest Baj jakość pokrewny, ze względu na podobieństwo budowy formy światłem Leonowi Wyczółkowskiemu. Dodatkowo, u Baja, obok światła, z jego płócien emanuje elegijne przeżycie czasu. Szczególnie mocno jest to odczuwalne w niezliczonych studiach jednego motywu ukochanej rzeki Bug. Stał Baj godzinami zajęty znajdowaniem i wchłanianiem światła, koloru, płaszczyzn. Słowo „abstrakcyjne” ująłem w cudzysłów, gdyż nawet w najbardziej onirycznych i abstrakcyjnych pejzażach zawsze czujemy podskórny związek płótna z widzialnym.
/// Stanisław Baj bierze w nawias to, co modne, co wyraża ducha czasu. Duch czasu, którego tętno bije w wielkich aglomeracjach, nie ma wstępu do tej sztuki ///
Styl Baja jest od razu rozpoznawalny, wpływy zaś są nieuniknione dla malarza mocno osadzonego w tradycji malarskiej. Będąc z tradycji poczętej z romantycznego ducha, twórczość Baja tego romantycznego ducha odnawia w antyromantycznych czasach. Stanisław Baj bierze w nawias to, co modne, co wyraża ducha czasu. Duch czasu, którego tętno bije w wielkich aglomeracjach, nie ma wstępu do tej sztuki. Nie zerwał artysta nigdy związku z swoją rodzinną wsią. Czas dzielił na pobyty w Warszawie, gdzie jest profesorem na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych a Dołhobrodami, wsi leżącej nad Bugiem, gdzie ma swoją pracownię. Ciągle powraca, z obsesyjną pasją, do ulubionych motywów (rzeka Bug) jak Cézanne do góry Świętej Wiktorii.

Będąc na wystawach obrazów Stanisława Baja, miałem odczucie podobne do tego, jakie opisał Rilke, gdy zobaczył obrazy Cézanne’a. „Dzisiaj znowu byłem wśród jego obrazów, dziwne to, jak one potrafią tworzyć otoczenie. Nie patrząc na żaden pojedynczy obraz, stojąc w środku pomiędzy obiema salami, czuje się ich obecność, która dąży do złączenia się w jedną kolosalną rzeczywistość. Jak gdyby owe barwy chciały nam raz na zawsze odebrać nasze niezdecydowanie”. Siła formy obrazów (redukcja pion poziom jako punkt dojścia do syntezy i czystości) plus subtelność w operowaniu kolorem Baja, wprowadza wzrok w rzeczywistość duchową i symboliczną. Obrazy rzeki i portrety to świadectwo wybuchów malarskich epifanii artysty, który odnawia symboliczne treści zakodowane w starych motywach, mocą wglądu w „płynące” obrazy rzeczywistości. W mitologiach wszystko powstaje z wody. Z niej powstają wszystkie formy bytu, do którego powracają w chwili swego rozkładu. Woda jest początkiem i końcem wszelkiego kosmicznego ruchu.
/// Twarze chłopów w malarstwie Baja są ogorzałe, wyrzeźbione wiatrem, słotą i upałem. Są świadectwem i znakiem w równym stopniu życia duchowego tych ludzi jak i dziania się przyrody, której ludzie są integralną częścią. ///
Portrety starych chłopów przedstawiają ludzi suwerennych wewnętrznie, takim jest też artysta. Świat chłopskiej kultury, nie cepelii, najprawdopodobniej już nie istnieje w realności. Pozostał w obrazach Baja i wielkiej epickiej prozie Wiesława Myśliwskiego. Na okładkach książek tego zmarłego w 2026 roku pisarza pojawiły się obrazy artysty. Panowie się przyjaźnili. Do tego świata chłopskiej kultury nie każdy ma prawo wstępu. Tytuły obrazów „Franio” Czy „Józek” mówią o zażyłości artysty z ludźmi, których maluje, jakby chciał ocalić ich istnienie w sztuce. Tworzy rodzinną sagę wyrastającą w jego podstawowego, egzystencjalnego doświadczenia.

Nie wyzbył się swojej chłopskiej tożsamości, nabywając nową, „nowoczesną”. Stał się w naturalny sposób malarskim kronikarzem odchodzącego świata. Bycie częścią tego świata, który znika lub już znikł, nadaje tej twórczości widzianej jako całość mocny rys elegijny.
Ale same pojedyncze przedstawienia elegijnymi nie są. Baj przedstawia chłopów, ludzi ukształtowanych przez pracę w polu, którzy są częścią natury. Ostre widzenie i realizm to „narzędzia artystyczne” do tego świata. Trzymają one te ekspresyjne obrazy w jakiś ryzach „dramatycznej harmonii”. Niektóre obrazy najbardziej „wybuchowe” możemy czytać jako zbliżające się wręcz do abstrakcyjnej ekspresji. A użycie tego oksymoronu „dramatyczna harmonia” wydaje się w obliczu tej sztuki zasadne.
Stanisław Baj nie idealizuje bowiem natury. Twarze chłopów w malarstwie Baja są ogorzałe, wyrzeźbione wiatrem, słotą i upałem. Są świadectwem i znakiem w równym stopniu życia duchowego tych ludzi jak i dziania się przyrody, której ludzie są integralną częścią. W portretach tę integralność z naturą podkreśla sposób kładzenia farby; gruba faktura, jakby lśniąca w słońcu kora starych drzew. W pejzażach Stanisława Baja ziemia to tłusta skiba wywrócona przez orkę. Jest ona tłusta i wilgotna, pozornie czarna, gdyż przy wnikliwej obserwacji okazuje się fioletowo smolista. Promienie słońca mają moc przemiany tego fioletu w refleksy kolorowego światła. Odbierają one tej ziemi ciężar. Barwa ziemi, jej świecenie zależna jest od kąta padania promieni i wilgotności powietrza, rodzaju chmur, które także rzucają na nią swoiste szafirowe cienie. Baj potrafi to rejestrować, tę szaloną zmienność jaka malarzowi objawia się w źrenicy. W portretach twarze wyłaniają się za sprawą subtelnego koloru i światła z neutralnego tła. Ta subtelność nie dotyczy mocnej formy w jaką są „wtłoczone” modele malarza. Oprócz twarzy, ręce są przedmiotem szczególnej uwagi artysty. Są w tych obrazach duże i twarde, nawykłe do pracy, bo stworzone do pracy.
/// Podczas wizyty w pracowni, oglądając portrety, przyszedł mi na myśl jako niedościgły wzór portretu psychologicznego obraz Rembrandta „Portret Jana Sixa”. Rembrandt namalował dystans dzielący jego od swego byłego przyjaciela. ///
Jest w tych obrazach Stanisława Baja jakaś żarliwość ewangelicznego socjalizmu. Przywodzą one na myśl monumentalne obrazy francuskiego realisty François Millet i wczesne obrazy Van Gogha, z ich namiętnym dążeniem, aby to, co proste i wzniosłe w pracującym ludzie, wyrazić sztuką malarską. Jest w nich apologia skromnego, ubogiego życia prostych ludzi. Jest to tradycja także romantyczna. Tradycja walki o sprawiedliwy świat. Stanisław Baj żyje w dwudziestym pierwszym wieku, w czasach zmierzchu w Europie oddziaływania chrześcijaństwa, w czasie totalnej destrukcji kultury zachodniej, w świecie bogatym i „sprawiedliwym”. Tej żarliwości w aurze czasu już się nie czuje. U spadkobierców rodzi się natomiast melancholia i nastrój elegijny. Ta melancholia, która przenika sztukę portretową Stanisława Baja ma także osobiste przyczyny. Artysta wyszedł ze środowiska chłopskiego a nie chcąc czy wręcz nie mogąc, będąc mądrym człowiekiem, zerwać z miejscem swojego urodzenia. Wraca do niego już jako artysta, jak do utraconej Arkadii, którą portretuje w swej sztuce. Chce ją unieśmiertelnić.

Nie idealizuje świata, który opuścił, pochodzi w końcu z chłopów a ci trzymają się mocno ziemi. Postacie chłopów, przedstawione w jego brawurowo malowanych obrazach są jakby oddalone, zdystansowane i odległe. Baj malował całe życie swą matkę. Mistrzostwo portretowe polega na tym, że malarz maluje to, co niewidzialne. Podczas wizyty w pracowni, oglądając portrety, przyszedł mi na myśl jako niedościgły wzór portretu psychologicznego obraz Rembrandta „Portret Jana Sixa”. Rembrandt namalował dystans dzielący jego od swego byłego przyjaciela.
/// Malowane w ostatnich latach „abstrakcyjne” obrazy rzeki, to nie są, jak się wydaje próby zobrazowania geometrią boskości, oderwanej od natury. Zabieg konceptualny u Baja jest wtórny wobec praktyki, podobnie jak u Cézanne’a. ///
W obrazie Baja stara kobieta zatrzymuje się na progu domu. Twarz jej jest zmęczona, pogrążona w myślach, nie wiadomo, czy żegna, czy wita syna. Baj jest świetnym psychologiem. W jego sztuce ludzie kiedyś bliscy stają teraz dalecy jak pierścienie Saturna, nabywając głębszą świadomość praw życia i działania fatum. Chłop niechętnie pozuje, gdyż oznacza to utratę czasu. Może mieć poczucie, że okradają go z wizerunku, który będzie wystawiony na publiczny pokaz. Spojrzenie portretowanych bywa często dalekie od zachwytu. Ponadto widły trzymane w dłoni mogą z narzędzia do przerzucania gnoju zamienić się w narzędzie do przepędzenia intruza. Opuszczenie przez malarza, być może ostatniej w miarę uporządkowanej rzeczywistości jaką wytworzyła kultura chłopska jest formą jakieś zdrady, skandalem a sztuka ma tę więź przywrócić i zachować ją w obrazach.
To napięcie jest jednym z istotnych elementów, które jest zakodowane w warstwie niewidzialnej malarstwa Stanisława Baja. Jego twórczość jest w jakimś sensie spłatą długu, który pojawił się wraz z tą „zdradą”. Malowane w ostatnich latach „abstrakcyjne” obrazy rzeki, to nie są, jak się wydaje próby zobrazowania geometrią boskości, oderwanej od natury.

Zabieg konceptualny u Baja jest wtórny wobec praktyki, podobnie jak u Cézanne’a. To raczej efekt „wyciągania” z niej duchowego ładunku, dzięki sprzężeniu zwrotnemu ducha rzeki z duszą artysty. Według przywołanego już niemieckiego romantyka Schellinga „przyroda jest widzialnym duchem a duch niewidzialną przyrodą”. W takiego „archaicznego” świata wyrasta ta sztuka.
Romantyczna wiedza o naturze, w której zanurzona jest świadomość i nieświadomość artysty mówi o dwoistości rzeczy. Posiąść tę wiedzę można mocą „uczucia i wiary” a nie „szkiełka i oka”. Natura jest w równym stopniu budująca, co niszcząca. U Baja znakiem tej niszczącej siły są portrety ludzi wsi napiętnowanych chorobami psychicznymi. „Wszystko wokół jest jednym wielkim płonącym życiem” powiada Hölderlin. To „płonące” życie zjawia się w obrazach Stanisława Baja, gdy notuje on niespodziewany błysk oczu, który ożywia starcze zmęczone twarze potomków Jakuba Szeli.
Czytaj także
„Lucyferowy pośpiech”, czyli Goethe oskarża diabła
Przeglądając kiedyś prasę poznańską z dwudziestolecia międzywojennego, znalazłem w „Dzienniku Poznańskim” artykuł, z roku 1924, który mówił o tym, że amerykańscy psychiatrzy zaobserwowali zjawisko wzrostu chorób psychicznych na całym świecie w postępie geometrycznym.
Maciej Mazurek
Europa, Europa!: Czy Polska potrzebuje konserwatywnych elit?
Gościem red. Macieja Mazurka był prof. Stanisław Mikołajczak – filolog, językoznawca.












Komentarze (0)