Wspieraj nas

Zostań naszym subskrybentem i czytaj dowolne artykuły do woli

Wspieraj nas
Wesprzyj

Kiedy szef klanu arabskiego wspiera postkomunistów z Linke; Jak członkowie rodziny Remmo namieszali w powyborczym Berlinie

    2026-09-24
    Czas czytania 15 min

     

     


    Niedziela wieczór, oddział partii Linke na berlińskim Neuköllnie świętuje zwycięstwo w wyborach do Izby Deputowanych. Wśród wiwatujących dziennikarze namierzają szefa jednego z najpotężniejszych klanów arabskich w Niemczech, Issę Remmo. W komentarzu dla mediów Remmo z rozbrajającą szczerością przyznaje, że „cieszy się ze zwycięstwa Linke” i że „że po raz pierwszy czuje w Niemczech wsparcie ze strony partii”. 


    Dwa dni później jego syn, Firas Remmo publikuje na Instagramie screeny rozmowy z deputowanym do Bundestagu, Feratem Koçakiem. Poseł Linke miał prosić syna Issy, by ten rozpowszechnił nagranie jego przemówienia w Bundestagu, w którym krytykował stygmatyzowanie ludzi jako członków klanu wyłącznie na podstawie ich nazwiska i wskazywał na upolitycznienie terminu „przestępczość klanowa”. Koçak miał też przesyłać „wyrazy szacunku dla ojca” i zapraszać Firasa do swojego biura na rozmowę. Linke odcina się od zarzutów o kontakty z klanem Remmo, twierdząc, że jego szef nie był zaproszony na wieczór wyborczy i został wyproszony. Koçak bronił się, że po pierwsze nie wiedział, kto jest ojcem Firasa (którego w korespondencji nazywa „bratem”), a po drugie, że koresponduje z wieloma osobami więc w gąszczu kontaktów mógł zaistnieć i taki. Tłumaczenie to najwyraźniej nie przekonało kolegów z partii, we wtorek Koçak zawiesił swoją działalność parlamentarną do czasu „wyjaśnienia sprawy”. W środę pojawiły się głosy, że powinien zostać co najmniej wykluczony z klubu poselskiego Linke.

    Zawieszenie funkcji parlamentarnych oznacza tyle, że Koçak nie będzie m.in. zasiadał w parlamentarnej komisji spraw wewnętrznych, która zajmuje się również bezpieczeństwem wewnętrznym, a więc i przestępczością arabskich klanów. Sprawa kontaktów posła z synem szefa klanu Remmo wzbudziła duże kontrowersje. Dlaczego? Dlatego, że liczący wg szacunków policyjnych od 500 do tysiąca członków klan Remmo jest jednym z najbardziej prominentnych kryminalnie w Niemczech i ma na swym koncie m.in. kradzież 100-kilogramowej złotej monety z Muzeum Bodego w Berlinie i rabunek w drezdeńskim muzeum Grünes Gewölbe.

    We wtorek 22 września, tego samego dnia, gdy Ferat Koçak pod presją opinii publicznej i zapewne kolegów z Linke ogłosił, że zawiesza swoje funkcje parlamentarne do czasu wyjaśnienia jego związków z klanami przestępczymi, na agendzie niejawnego posiedzenia parlamentarnej komisji spraw wewnętrznych pojawiły się trzy punkty wskazujące na to, że AfD, CDU i SPD nie zamierzają przejść do porządku dziennego nad skandalem wokół Linke i klanu Remmo. I tak: chadecy i ich socjaldemokratyczny koalicjant wnieśli o sprawdzenie ewentualnych powiązań członków i osób sprawujących mandaty funkcjonariuszy Linke z przestępczością zorganizowaną. W drugim wniosku posłowie CDU/CSU i SPD wyrazili zainteresowania sprawozdaniem rządu federalnego dotyczącego klasyfikacji Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (PFLP) oraz jego działalności w kraju i za granicą, a także stosunków PFLP z partią Linke i jej otoczeniem. Trzeci wniosek, sformułowany przez frakcję AfD dotyczył ustalenia powiązań berlińskiego oddziału krajowego partii Die Linke z islamistami i strukturami klanowymi.

    Przy czym warto dodać, że zainteresowanie posłów powiązaniami Linke z PFLP również ma charakter jak najbardziej aktualny. Na wieczorze wyborczym Linke na Neuköllnie (w tej dzielnicy Linke zdobyło 32 proc. podwajając swój wynik z 2023 r.) obok Issy Remmo pojawił się też wspierający PFLP aktywista Ibrahim Ibrahim. PFLP jest klasyfikowana przez Urząd Ochrony Konstytucji (kontrwywiad) jako organizacja ekstremistyczna, figuruje też na liście organizacji terrorystycznych UE i USA. Ibrahim miał między innymi, po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 r., nazwać przywódcę Hamasu Jahię Sinwara „nieugiętym przywódcą” i „męczennikiem-bohaterem”. Na zdjęciach z imprezy wyborczej Linke Ibrahima widać m.in. obok Issy Remmo. Są też zdjęcia Ibrahima z Feratem Koçakiem i berlińską kandydatką tej partii, Vanessą Emde. Posiedzenie komisji odbyło się oczywiście już bez udziału posła Koçaka, który zresztą zasiada tylko i wyłącznie w tej jednej komisji.


    „Ferat Koçak poinformował nas, że wycofa się do odwołania, aż do momentu zapewnienia pełnej przejrzystości” – powiedział we wtorek w Berlinie współprzewodniczący frakcji Partii Lewicy Sören Pellmann. „Poczekamy na rozwój sytuacji”. Według Pellmanna Koçak obiecał frakcji Lewicy „pełną przejrzystość”. Na razie nie będzie pojawiać się publicznie a rozmowa o ewentualnych konsekwencjach nastąpi „w późniejszym terminie, w duchu solidarności”. „Zaczynam mieć tego powoli dość” – napisała we wtorek na platformie X odnosząc się do oświadczenia Koçaka, który próbował jakoś wybrnąć z wizerunkowej katastrofy, Petra Pau, była przewodnicząca Bundestagu z Linke. „Jako poseł do Bundestagu ponosisz odpowiedzialność, trudno mi wierzyć w twoją naiwność”. Pau napisała ponadto, że latem celowo nie odpowiedziała na maila otrzymanego od Koçaka. Jakiego maila? O tym Pau nie wspomniała.

    W środę sekretarz frakcji Zielonych w Bundestagu, Irene Mihalic, była policjantka i wiceszefowa parlamentarnej komisji spraw wewnętrznych, zasugerowała Koçakowi, aby zrezygnował z mandatu w Bundestagu. Mihalic stwierdziła, że jej zdaniem nie wystarczy, iż Koçak zamierza tymczasowo nie uczestniczyć w posiedzeniach komisji. „Teraz otrzymuje 11 833 euro miesięcznie za nic”. Mihalic stwierdziła, że z punktu widzenia jej klubu poselskiego wykluczenie Koçaka z frakcji Partii Lewicy to absolutne minimum. Mihalic od dłuższego czasu krytycznie odnosiła się do faktu, że ktoś taki jak Koçak ma dostęp do poufnych informacji komisji. Sprawę już nie samego Koçaka, ale Issy Remmo skomentowała dzień wcześniej senator spraw wewnętrznych Berlina, Iris Spranger, która ironizowała nawet, że jest w stanie zrozumieć, że „pan Remmo cieszy się, że policja i straż pożarna będą mieć mniej wpływów w Berlinie”.


    Co ciekawe, o Issie Remmo i jego synu Firasie nie po raz pierwszy zrobiło się głośno w kontekście kontaktów z politykami. W styczniu 2025 r. Firas opublikował na Instagramie zdjęcie ojca z berlińskiego parlamentu. Szef klanu miał się znaleźć w gmachu Izby Deputowanych na zaproszenie posła CD, Christiana Zandera. Sam Zander zarzekał się, że wcale Issy Remmo nie zapraszał. Według jego relacji Remmo wziął udział w wycieczce z przewodnikiem po Izbie Deputowanych zorganizowanej na prośbę społeczności arabskiej w Niemczech. „Wycieczka ta została zorganizowana tak samo, jak setki innych” – wyjaśnił wówczas Zander. Listy uczestników nie sporządzono. Zander mówił, że gdyby wiedział o tym, że wśród uczestników znajdzie się Issa Remmo, nie pozwoliłby na to. Jak przypomina „Berliner Morgenpost”, Zander stwierdził również, że nie znał Issy Remmo ani osobiście, ani z widzenia. Zaprzeczył temu z kolei syn Issy Remmo, Firas. „Christian Zander doskonale wiedział, że mój ojciec to Issa Remmo. Przedstawił się osobiście, podając swoje nazwisko” – zapewniał w wywiadzie dla dziennika „Tagesspiegel”. Według Firasa Zander miał nawet zaproponować wspólne zdjęcie z szefem klanu. „Mój ojciec nie był zainteresowany pojawieniem się na zdjęciu z politykiem CDU, aby nie wzbudzać sensacji. On jednak nalegał. A to, że mój ojciec ma wspólnych znajomych z tym politykiem, również nie jest tajemnicą” – wyjaśnił Firas. „Nigdy nie miałem nic wspólnego z klanem Remmo i również w przyszłości nie chcę mieć nic wspólnego ze strukturami klanowymi, a wręcz przeciwnie – zamierzam z nimi walczyć. Przyciąganie uwagi poprzez takie podstępne działania to oklepana strategia klanów. Tak jak rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na mój temat” – bronił się Christian Zander.


    /// „Każdy, kto wygląda tak jak ja, wie, że oni chcą nas deportować”; W obronie arabskich klanów w Bundestagu i przeciwko AfD. ///


    10 miesięcy temu Koçak wystąpił w Bundestagu z krytyką wniosku złożonego przez AfD, w którym posłowie domagali się bardziej zdecydowanej walki instytucji państwa z klanami przestępczymi. „Kiedy mówią Państwo o klanach, to chętnie wspominacie o moich sąsiadach z Neukölln” – zwrócił się wtedy do posłów AfD, na co z Bernd Baumann (AfD) zakrzyknął: „Dokładnie!”. Poseł Linke kontynuował: „O ludziach, którzy mieszkają tu od lat i czują się tu jak w domu, a których podejrzewają Państwo wyłącznie ze względu na ich nazwisko. Chciałbym teraz porozmawiać o prawdziwych klanach, które nie siedzą na Neuköllnie, lecz tutaj, w samym sercu Bundestagu, zwłaszcza w szeregach AfD. Nadają sobie pozory obywatelsko-demokratyczne, noszą garnitury i krawaty, chętnie mówią o „państwie prawa” i „demokracji”. Każdy, kto wygląda tak jak ja, wie, że oni chcą nas deportować. Mówią otwarcie o rozstrzelaniu nas; niektórzy z nich mówią nawet otwarcie o zagazowaniu nas. Pozwólcie, że zacytuję byłego rzecznika prasowego AfD, który dziś pracuje tutaj, w Bundestagu, dla kilku posłów AfD. Cytuję: „Zawsze moglibyśmy ich” – migrantów – „później wszystkich zastrzelić. To w ogóle nie jest problem”, „Albo zagazować”. I dalej: „Im gorzej idzie Niemcom, tym lepiej dla AfD”. Taka jest wasza polityka. Ale to nie wszystko: Maximilian Krah mówi o czasach nazistowskich: „Byli też porządni członkowie SS”. […] Ludzie, którzy otwarcie mówią o rozstrzeliwaniu i gazowaniu innych ludzi, pracują w samym sercu naszej demokracji. Wielu z Państwa współpracowników nie otrzymuje nawet przepustki do Bundestagu, ponieważ zagrożenie, jakie od nich wychodzi, jest zbyt duże. Chcą Państwo deportować naszych przyjaciół i koleżanki oraz kolegów, wprowadzają Państwo nienawiść i przemoc do naszych dzielnic, terroryzują Państwo nasze okolice. A co z prawdziwymi problemami ludzi? W ogóle Państwa to nie interesuje. Twierdzą Państwo, że uprawiają politykę dla ludu. W rzeczywistości przymilacie się mafii czynszowej, szefom wielkiego biznesu i lobbystom, i przepychacie tutaj ich ustawy. Każdego dnia depczecie po tych, którzy, do cholery, utrzymują ten kraj w Ruchu, a jeśli sądzicie, że będziemy bezczynnie przyglądać się, jak terroryzujecie naszych sąsiadów, jak siejecie nienawiść i podsycacie strach, to bardzo się mylicie; bo bez względu na to, skąd pochodzimy i co jest wpisane w naszym paszporcie: trzymamy się razem. […] Na zakończenie pozwólcie mi jeszcze powiedzieć jedno: po prostu nie mogę już tego słuchać. Narzucacie nam tu jedną bezsensowną debatę odwracającą uwagę po drugiej – zawsze ten sam kozioł ofiarny: rzekomo przestępczy cudzoziemiec, podczas gdy wy podżegacie przeciwko moim sąsiadom w Neukölln, nikt tutaj nie mówi o prawdziwych problemach ludzi…”

    To to wystąpienie prawdopodobnie było przedmiotem wymiany zdań na chacie między synem głowy klanu Remmo, a Feratem Koçakiem. „Przekaż swoim ludziom, że powinni to rozpowszechniać” – pisał Koçak do syna Issy Remmo podsyłając mu link.
    Afd wnioskuje o odbieranie obywatelstwa niemieckiego członkom klanów przestępczych

    Przeciw czemu tak stanowczo protestował Ferat Koçak? Posłowie AfD domagali się m.in. tego, by rząd federalny co roku sporządzał i publikował odrębny federalny raport sytuacyjny dotyczący przestępczości klanowej, zawierający między innymi „statystyki dotyczące liczby klanów, ich nazw lub nazwisk, liczby członków, pochodzenia etnicznego i obywatelstwa ich członków, a także głównych obszarów działalności przestępczej”. AfD wezwało również rząd federalny do „stworzenia lub zaostrzenia wszystkich przesłanek prawnych umożliwiających skuteczne zwalczanie przestępczości klanowej”, do czego zaliczało m.in. konfiskatę nielegalnie nabytego majątku. Jednocześnie AfD opowiedziało się za „gromadzeniem informacji na temat struktur i działalności przestępczych rodzin klanowych nie tylko przez organy policyjne, ale także przez urzędy ochrony konstytucji na szczeblu federalnym i krajowym, o ile klany odrzucają podstawowe zasady demokracji i praworządności lub wykazują powiązania z terroryzmem islamistycznym”.

    Ponadto frakcja nalegała na opracowanie kompleksowej strategii zwalczania przestępczości klanowej pod kierownictwem Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) i lobbowała za wprowadzeniem regulacji prawnych „ułatwiających wydalanie członków klanów przestępczych, uniemożliwiających nadanie obywatelstwa członkom klanów przestępczych oraz umożliwiających rozpatrywanie ewentualnego cofnięcia nadanego im obywatelstwa”. Posłowie domagali się też „zintensyfikowania współpracy z krajami tranzytowymi i krajami pochodzenia odpowiednich struktur klanowych w celu zintensyfikowania działań związanych z repatriacją członków klanów o obcym obywatelstwie, którzy dopuścili się przestępstw”.

    29 stycznia 2026 r. podczas pierwszej debaty nad wnioskiem AfD Berndt Baumann z AfD ubolewał, że w Niemczech rozprzestrzenił się „cały podziemny system obejmujący setki rodzin mafijnych”, którego obroty sięgają miliardów. Jest to „konsekwencja niekontrolowanej imigracji trwającej od dziesięcioleci” – argumentował Baumann. Zdaniem polityka, problemu nie da się rozwiązać środkami policyjnymi, lecz musi on zostać rozwiązany na szczeblu politycznym przez Bundestag. Potrzebne są przede wszystkim przepisy umożliwiające wydalanie członków klanów.
    Wniosek po debacie został skierowany do komisji spraw wewnętrznych. Same postulaty AfD zostały przez część posłów (Linke i Zielonych) uznane za „rasistowskie”.

     

    /// Już w latach 90. policja alarmowała, że tylko w dzielnicy Neukölln działa dwanaście libańsko-kurdyjskich familii. ///


    Przestępczość klanowa w Niemczech od lat spędza sen z powiek niemieckim służbom, ale dopiero we wrześniu 2019 roku w raporcie Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) dotyczącym skali przestępczości zorganizowanej w państwie, po raz pierwszy zdefiniowano samo zjawisko. „Klany przestępcze składają się z członków izolowanych etnicznie subkultur głęboko osadzonych w patriarchalno-hierarchicznej strukturze rodzinnej. Klany charakteryzują się niechęcią do integracji, brakiem poszanowania prawa i zasad Republiki Federalnej Niemiec oraz determinacją w tworzeniu równoległych struktur kwestionujących porządek państwa niemieckiego” – czytamy w raporcie sprzed siedmiu lat. W opublikowanym tydzień temu (15 września) najświeższym raporcie BKA za rok 2025, definicja klanu została przemodelowana i poszerzona:


    „Klan to nieformalna organizacja społeczna, której cechą charakterystyczną jest wspólne poczucie pokrewieństwa wśród jej członków. Wyróżnia się on przede wszystkim hierarchiczną strukturą, silnym poczuciem przynależności oraz wspólnym rozumieniem norm i wartości. Przestępczość klanowa obejmuje zachowania przestępcze członków klanu. Przynależność do klanu stanowi przy tym czynnik łączący, sprzyjający popełnianiu przestępstw lub utrudniający ich wyjaśnienie, przy czym własne normy i wartości mogą być stawiane ponad obowiązującym w Niemczech porządkiem prawnym. Czyny te muszą mieć znaczenie dla tego zjawiska, zarówno w ujęciu indywidualnym, jak i w całości. […] Grupy przestępczości zorganizowanej przedstawione w federalnym raporcie o sytuacji przestępczości zorganizowanej spełniają nie tylko definicję przestępczości klanowej, ale również definicję przestępczości zorganizowanej”.

    W 2025 r. BKA zidentyfikował 34 klanowe organizacje przestępczości zorganizowanej (14 z nich działało głównie w obszarze przestępczości narkotykowej) oraz 541 podejrzanych związanych z tymi środowiskiem. W Berlinie o udział w przestępczości zorganizowanej jest podejrzane trzynaście arabskich i kurdyjskich rodzin wielopokoleniowych, z czego klany Remmo, Abou-Chaker, Miri i Al-Zein stanowią swoistą czołówkę z uwagi na spektakularny i bardzo medialny charakter swej aktywności.

    W listopadzie 2020 r. media niemieckie obiegły zdjęcia z negocjacji pokojowych między dwiema zwaśnionymi stronami. Z jednej strony stołu zasiedli członkowie klanu Remmo, z drugiej czeczeńskiej grupy przestępczej, a w samym centrum mediacji popularny i cieszący się szacunkiem obu grup bokser Manuel Charr. Zdjęcia z negocjacji po raz kolejny uświadomiły niemieckim stróżom prawa istnienie równoległego świata struktury klanowej, w którym nie ma miejsca na niemiecki wymiar sprawiedliwości.


    Jak wynika z danych Federalnego Urzędu Kryminalnego, w Niemczech żyje ponad 200 tys. członków klanów. Nie wszyscy z nich trudnią się przestępczym procederem, ale faktem pozostaje, że rodziny klanowe stanowią idealną siatkę ochronną dla przestępców w swoich szeregach. W samym tylko Berlinie działa 25 klanów, każdy z nich liczy od 50 do 500 członków. Sześć z nich ma opinię organizacji przestępczej.
    Już w latach 90. policja alarmowała, że tylko w dzielnicy Neukölln działa dwanaście libańsko-kurdyjskich familii. Uspokajano jednak, że arabskie rodziny to głównie uciekinierzy z terenów ogarniętych konfliktem zbrojnym, którzy po wojnie wrócą do swoich ojczyzn. Tak się nie stało. Klany zapuściły korzenie i przystąpiły do przejmowania kawałek po kawałku dzielnic uważanych do tej pory za domenę rodzimego świata przestępczego.

    Członkowie klanów, niezależnie od tego, czy osobiście biorą udział w rabunku, praniu brudnych pieniędzy, wymuszaniu haraczy, sutenerstwie, czy też nie, lojalnie bronią integralności rodziny. Policjanci nie raz przekonali się o wyjątkowej pomysłowości członków klanów w sytuacjach zagrożenia. W czasie interwencji policyjnych mężczyźni są agresywni, a kobiety potrafią symulować zawał serca, by odwrócić uwagę od istoty sprawy.

    W samym Berlinie zgodnie z danymi opublikowanego w czerwcu tego roku raportu sytuacyjnego Krajowego Urzędu Kryminalnego (LKA) 685 osób uznano za przynależne do klanowego środowiska przestępczego – o 11 procent więcej niż w roku poprzednim. Policja odnotowała 952 przestępstwa popełnione przez 342 podejrzanych pochodzących z klanów o korzeniach arabskich. Również te liczby wzrosły w porównaniu z rokiem 2024. Główne obszary działalności przestępczej to: przestępstwa z użyciem przemocy, takie jak uszkodzenie ciała i rabunki (23 procent), przestępstwa drogowe (16 procent) oraz kradzieże (16 procent). W raporcie opisano przypadek 20-latka utożsamianego z przestępczością klanową, który sam popełnił 75 przestępstw. Co istotne, spośród 685 osób ze środowiska klanowego 46 procent ma obywatelstwo niemieckie, 25 procent – libańskie lub niemiecko-libańskie. W przypadku 11 procent narodowość pozostaje niejasna. Niewielką część stanowią obywatele Turcji i Syrii. Biorąc pod uwagę, że blisko połowa z klanowych kryminalistów ma niemieckie obywatelstwo łatwiej zrozumieć manewry AfD znane z zapytań poselskich, gdzie np. zamiast prośby o wykaz narodowości danej grupy (np. beneficjentów systemu socjalnego) pojawia się ta o podanie imion tych osób. W tym manewrze jest zresztą metoda. Ze świecą szukać członków klanu w drugim czy trzecim pokoleniu, którym nadano imię Jörg, Klaus, czy Thomas.

     

    /// Mikrokosmos klanów: bary z fajkami wodnymi, salony fryzjerskie i sklepy nocne ///

     

    Jak wyglądają te najbardziej spektakularne przestępstwa klanowe? W raporcie LKA za 2024 r. opisano taki np. przypadek:


    „W listopadzie 2022 r. kilku sprawców włamało się do zabezpieczonego skarbca ze skrytkami depozytowymi w Berlinie. Wyłamali 295 skrytek oraz oddzielne pomieszczenie wystawowe należące do sprzedawcy zegarków. Łącznie skradziono przedmioty i gotówkę o wartości około 49 mln euro, w tym 996 wysokiej jakości zegarków, metale szlachetne, biżuterię i papiery wartościowe. Planowanie kradzieży przypisano trzem podejrzanym z berlińskiego środowiska klanowego. Operator skarbca, który był w zmowie z podejrzanymi zadbał o wyłączenie systemu alarmowego, zapoznał ich z koncepcją bezpieczeństwa skarbca i zapewnił dostęp do obiektu. W maju 2023 r. wykonano pięć nakazów aresztowania oraz liczne nakazy przeszukania. W 2024 r. zakończono postępowanie. Od listopada 2024 r. prawomocne są następujące wyroki: czterech z pięciu podejrzanych zostało skazanych na kary pozbawienia wolności wynoszące odpowiednio osiem lat, siedem lat i cztery miesiące, cztery lata i cztery miesiące oraz trzy lata i sześć miesięcy. Jeden z podejrzanych został uniewinniony”.
    Sprawa była o tyle ciekawa, że dostęp do skrytek zapewnił przestępcom Niemiec, Thomas St., który narobił 1,3 mln długów, zapożyczył się u ludzi z klanów i został przez nich zmuszony do „oddania przysługi”. Zresztą klany arabskie słyną z tego, że zastraszają i grożą, potrafią szpiegować posterunki policji, kraść i niszczyć dowody.

    „Prowadzą bary z fajkami wodnymi, punkty sprzedaży tytoniu, zakłady bukmacherskie, sklepy jubilerskie, firmy budowlane oraz wypożyczalnie samochodów. Do tego dochodzi pranie brudnych pieniędzy oraz inwestowanie środków pochodzących z działalności przestępczej w legalne przedsiębiorstwa” – czytamy z kolei w raporcie LKA Berlina za 2025 r. Do tego warto dodać salony fryzjerskie i nocne sklepy. – Wiecie, dlaczego postępuje gettoizacja niemieckich dzielnic w wielkich miastach? Dlaczego jedynymi sklepami nocnymi na przykład są te prowadzone przez „Niemców z tłem migracyjnym” i to wyraźnie pozaeuropejskim? Nie chodzi o to, że Niemcy, jak to opisał kanclerz Merz „są leniwi”, lecz o to, że tzw. zwykli Niemcy, którzy prowadzili w danym miejscu punkt usługowy lub całodobowy kiosk po pierwsze się starzeją, a po drugie zostali zastraszeni przez członków klanów. Nie tylko mężczyzn. Wystarczy, że kilkunastoosobowa rodzina codziennie będzie od rana do nocy na zmiany przesiadywać pod danym punktem, spożywać tam posiłki, zachowywać się głośno i agresywnie względem przechodniów i klientów. Ludzie zaczną to miejsce omijać szerokim łukiem. Ze strachu. I tak się stało z wieloma miejscami w Berlinie. Tracisz klientów, nie zarabiasz, w pewnym momencie boisz się iść do pracy, odpuszczasz. Na miejscu twojego sklepu wyrasta salon fryzjerski, zakład bukmacherski etc. – mówi w rozmowie z Berlińskim Tyglem Niemka z Weddingu, która sama jest w trakcie zamykania swojego sklepu. W 2023 r. prokuratura w Berlinie chciała skonfiskować sześć nieruchomości o wartości wielu milionów, które nabył 18-letni członek rodziny Remmo

    Wśród najbardziej rozpoznawalnych i ekspansywnych familii przestępczych w Niemczech wymienia się klany: Abou-Chaker, Miri, Remmo i Al-Zein. To te rodziny rozdają karty w niemieckim półświatku.


    Klan Remmo wywodzi się z południowo-wschodniej Anatolii, ma korzenie libańskie i działa głównie w Berlinie. Do zachodniego Berlina rodzina przyjechała na początku lat 80. XX w. przez NRD. Remmo wyspecjalizowali się w oszustwach nieruchomościowych, rozbojach z użyciem broni palnej, handlu narkotykami i wyjątkowo zuchwałych kradzieżach.

    Skala ich przestępczej działalności jest wyjątkowo szeroka. W czerwcu 2018 r. policja zarekwirowała 77 nieruchomości należących do klanu. Ich wartość oszacowano na 9 mln euro. W kwietniu 2020 r., po kilku nieudanych próbach, zarekwirowano również zabytkową willę szefa klanu, Issy Remmo.

    W kwietniu 2026 r. część zarekwirowanych w 2018 r. nieruchomości Remmo przeszło na własność kraju związkowego Berlina. Tłem tej sytuacji było uprawomocnienie się wyroku Sądu Okręgowego w Berlinie z 2024 roku. Federalny Sąd Najwyższy (BGH) odrzucił w marcu 2026 r. wniosek o kasację wniesiony przez zainteresowanych. W rezultacie pięć nieruchomości – dwie działki i trzy mieszkania – należą już do Berlina.
    W 2023 r. prokuratura w Berlinie chciała skonfiskować sześć nieruchomości o wartości wielu milionów, które nabył 18-letni członek rodziny Remmo. Sąd krajowy w Berlinie odrzucił ten wniosek. Prokuratura wychodziła z założenia, że w latach 2012–2018, 18-latek nabył w Berlinie dla swojej rodziny łącznie sześć domów i mieszkań o łącznej wartości prawie 1,9 miliona euro. Jego adwokat zaprzeczył tej wersji wydarzeń. Jak podawał wtedy portal Legal Tribune Online: „Sąd odrzucił wniosek o konfiskatę, ponieważ nie był przekonany, że środki finansowe przeznaczone na zakup nieruchomości pochodziły z czynów niezgodnych z prawem. Uznał, że wystarczyłyby legalne dochody z innych transakcji dotyczących nieruchomości, a mianowicie z wynajmu i sprzedaży w Libanie. Prokuratura złożyła apelację – i odniosła sukces: piąta izba karna Federalnego Trybunału Sprawiedliwości uchyliła wyrok sądu okręgowego już w lipcu 2025 r. […] Według Trybunału sąd okręgowy zastosował niewłaściwą podstawę prawną przy badaniu „pochodzenia” mienia i dokonał błędnej oceny dowodów i był zbyt surowy, ponieważ możliwość konfiskaty przedmiotu nie wymaga, aby jego zakup pochodził w całości z nielegalnych źródeł finansowania; wystarczy raczej finansowanie mieszane, łączące środki legalne i nielegalne. Sąd Okręgowy uznał, że to ojciec młodego mężczyzny był faktycznym beneficjentem ekonomicznym. Nie chciał on jednak oficjalnie występować jako właściciel, aby nie ryzykować utraty świadczeń socjalnych. Zakupy nieruchomości zostały w znacznej mierze sfinansowane ze środków i dochodów pochodzących z Libanu, a także z udziałem pośrednika nieruchomości; płatności dokonywano gotówką i czekami. W październiku 2014 r. brat nabywcy nieruchomości wraz z nieznanymi wspólnikami włamał się do oddziału Sparkasse i zrabował ponad dziesięć milionów euro; losy tych pieniędzy pozostały w dużej mierze niewyjaśnione. Od 2018 roku prokuratura w Berlinie prowadziła postępowanie w sprawie prania brudnych pieniędzy przeciwko młodemu nabywcy. Pod koniec 2020 roku prokuratura umorzyła postępowanie przygotowawcze z powodu braku dowodów na popełnienie konkretnego czynu niezgodnego z prawem. Nakazała jednak wszczęcie odrębnego postępowania w sprawie konfiskaty”.

    Dalej LTO wyjaśnia: „W 2017 roku wprowadzono zmianę w prawie. Zamiast dawnych przepisów dotyczących tzw. przepadku mienia nowe, rozszerzone przepisy o konfiskacie pozwalają na konfiskatę mienia, które w sposób oczywisty pochodzi z przestępstw, nawet jeśli nie można udowodnić konkretnego czynu poprzedzającego. […] Reforma umożliwia działanie z mocą wsteczną: możliwe jest również konfiskowanie mienia pochodzącego z przestępstw, które prawdopodobnie zostały popełnione przed 1 lipca 2017 r. Ma to być zgodne z konstytucją pomimo surowego zakazu retroaktywności w prawie karnym, ponieważ konfiskata nie ma stanowić sankcji w ścisłym tego słowa znaczeniu, a jedynie przywrócenie stanu pierwotnie zgodnego z prawem. […] Wiosną 2025 r. sąd krajowy w Berlinie nakazał konfiskatę 58 nieruchomości, które przypisuje się rodzinie Remmo. Kolejne postępowania m.in. wobec kobiet – słupów pochodzących z Bejrutu i Berlina, które nabyły nieruchomości m.in. w dzielnicy Neukölln, mogą potrwać do 2027 r.

     

    /// Tabloid „Bild” szacował wartość skradzionych wtedy kurtek na ponad 40 tys. euro i dodawał, że Mussa wraz z dwoma kompanami wsławili się jeszcze kradzieżą „dwóch luksusowych samowarów oraz 37 skrzynek mleka i pięciu skrzynek pieczarek z targu”. ///

     

    W listopadzie 2019 r. członkowie klanu Remmo włamali się do drezdeńskiego muzeum jubilerstwa i złotnictwa Zielone Sklepienie (niem. Grünes Gewölbe). Włamywacze skradli około 4 300 diamentów i innych kamieni szlachetnych z 21 sztuk biżuterii, które – mimo że ich wartość szacowana była na około 113 milionów euro – przez wielu uważane są za bezcenne. Eksperci szacowali, że same szkody spowodowane włamaniem wyniosły ponad 1 milion euro. W połowie listopada 2020 r. w Berlinie zorganizowano obławę na 18 mieszkań ma Neuköllnie, w której wzięło udział ponad 1,6 tys. funkcjonariuszy policji. Zatrzymano trzech członków klanu Remmo podejrzanych o włamanie do skarbca muzeum. Wszyscy mieli niemieckie obywatelstwo. 15 grudnia 2020 r. rzecznik drezdeńskiej policji poinformował, że jednym z nich był od dawna poszukiwany Wissam Remmo.

    Wissam w marcu 2017 r. był zamieszany w kradzież 100-kilogramowej złotej monety z berlińskiego Muzeum Bodego. Moneta „Big Maple Leaf”, wyceniana na 3,75 mln euro, zaginęła bez śladu, sprawcy prawdopodobnie ją przetopili.
    20 lutego 2020 r. w Berlinie zapadł wyrok skazujący dwóch sprawców tej kradzieży, w tym Wissama, na karę 4,5 roku więzienia. Pomagający im strażnik muzealny, również należący do klanu, dostał karę 3 lat więzienia.


    Ciekawe, że Wissam od lutego, zamiast siedzieć w więzieniu, spokojnie chodził po Berlinie. Jak tłumaczono – działo się to z uwagi na wdrożone postępowanie rewizyjne i fakt, że wyrok nie był prawomocny. W czerwcu jednak wyrok się uprawomocnił, a mimo to Wissam i tak nie trafił do więzienia. Znalazł się tam dopiero po zatrzymaniu w połowie listopada. Wiadomo, że ma on na swoim koncie włamania do skarbca w Dreźnie i do Muzeum Bodego. Dwie spektakularne kradzieże dokonane przez członków klanu Remmo przejdą do historii Niemiec jako najbardziej zuchwałe kradzieże muzealne XXI w.

    28 stycznia 2022 r. w Dreźnie rozpoczął się proces przeciwko sześciu oskarżonym. W grudniu 2022 r. członkowie klanu Remmo zwrócili za pośrednictwem adwokatów większość skradzionych przedmiotów (m.in. Krzyż Orderu Orła Białego z garnituru diamentowego Augusta II Mocnego), a sześć miesięcy później na podstawie ugody zawartej na początku roku sąd krajowy w Dreźnie skazał pięciu z sześciu oskarżonych z rodziny Remmo na kary pozbawienia wolności lub kary dla nieletnich w wymiarze od czterech lat i czterech miesięcy do sześciu lat i trzech miesięcy, m.in. za kradzież z użyciem broni oraz szczególnie ciężkie podpalenie. Szósty oskarżony został uniewinniony, ponieważ posiadał alibi.


    Członkowie klanu nie gardzą też mniejszymi łupami. 15 maja 2019 r. z witrynki szkoły podstawowej w dzielnicy Biesdorf skradziono dzieło sztuki „Złote gniazdo”. Wartość obiektu szacuje się na 28 tys. euro. Jak ustaliła berlińska policja, kilka dni przed zdarzeniem na miejscu widziano kilku podejrzanych członków arabskich klanów, w tym wówczas 19-letniego Mussę Remmo, syna Issy. Mussa nie był anonimowy, już wcześniej zarzucono mu kradzież luksusowych kurtek i futer z jednego z berlińskich sklepów. Tabloid „Bild” szacował wartość skradzionych wtedy kurtek na ponad 40 tys. euro i dodawał, że Mussa wraz z dwoma kompanami wsławili się jeszcze kradzieżą „dwóch luksusowych samowarów oraz 37 skrzynek mleka i pięciu skrzynek pieczarek z targu”.


    W czasie pandemii koronawirusa klan Remmo wpadł na kolejny pomysł łatwego zarobku. W kwietniu 2020 r. redakcja Spiegel TV ujawniła, że klany wyłudziły od państwa subwencje na pomoc przedsiębiorcom dotkniętych koronakryzysem. Policja w Berlinie wpadła na trop ponad 250 takich przypadków. Głównym podejrzanym był 39-letni Karim Remmo. Krajowy Urząd Kryminalny wszczął wobec niego dochodzenie w sprawie popełnienia oszustwa.

    Karim prowadził agencję nieruchomości, która administrowała m.in. ośrodkiem dla uchodźców. Jak ustaliła redakcja RBB, jego spółka zwróciła się do jednego z banków o pomoc z korona funduszu. Otrzymała ją, mimo braku podstaw.
    Prokuratura w Berlinie już 23 kwietnia podała, że zajmuje się 150 sprawami o wyłudzenie subwencji pandemicznych. Straty z tego tytułu szacowano wtedy na 700 tys. euro. W wielu przypadkach o subwencje występowano w imieniu nieistniejących firm.
    W marcu 2025 r. „Tagesspiegel” i „Bild “pisały o kolejnym procederze klanu Remmo związanym z nieruchomościami. Okazało się, że – jakże by inaczej – w jednej z nieruchomości na Neuköllnie, Remmo wynajmują pokoje studentom z Indii, którzy w Berlinie dowożą jedzenie na aplikację. Remmo mieli pobierać 600 euro od łebka za miejsce we wspólnych lokalach.

    Tym, co łączy wszystkie klany arabskie operujące w Niemczech jest nie tylko historia ich przybycia do Niemiec (na zasadzie uchodźców wojennych), ale i wyjątkowa umiejętność kpienia sobie z niemieckiego porządku i instytucji. W październiku 2024 r. na przykład Khalid Al Zein, członek klanu Al Zein deportowany kilka miesięcy wcześniej przez niemieckie służby do Libanu nagle pojawił się w ośrodku dla uchodźców na Tegel i wystąpił o azyl. Po przesłuchaniu został zatrzymany i umieszczony w areszcie. Władze uzasadniły to „uzupełniającym aresztem przygotowawczym”. Tym razem Niemcy zareagowały zdecydowanie i Al Zein został deportowany na początku listopada 2024 r. do Stambułu. Szef klanu Al Zein, Mahmoud w latach 2005-2021 blisko 70 razy był podejrzany o różne przestępstwa i 11 razy skazany. Wg. „Spiegel TV „, Mahmoud Al Zein mimo obszernej kartoteki dostawał od państwa zasiłek dla bezrobotnych i inne dodatki na żonę i dzieci, wartość świadczenia opiewała na 3,2 tys. euro miesięcznie. Przez kilka lat szef klanu, a to wyjeżdżał do Turcji, gdzie na nowo wystąpił o obywatelstwo tureckie, a to próbował wrócić do Niemiec, gdzie z kolei służby nie chciały go wpuścić, co skończyło się skargą złożoną przed niemieckimi sądami, które przyznały Al Zeinowi rację, że szykany, jakie go spotykają są niewspółmierne do winy.

    Na przełomie maja i kwietnia 2016 r. na jaw wyszła afera z członkami klanu Abou-Chaker zatrudnianymi w Krajowym Urzędzie Zdrowia i Spraw Socjalnych (LaGeSo) w charakterze tłumaczy. Członkowie klanu mieli pomagać załatwiać formalności uchodźcom przybyłym do Niemiec z falą imigracyjną lat 2015-2016. Jak ustaliła wtedy rozgłośnia RBB, przez dziewięć miesięcy pięć osób związanych z arabskim półświatkiem pomagało w LaGeSo, urzędzie będącym pierwszym w Berlinie przystankiem dla setek tysięcy imigrantów. Członkowie klanów mieli dostęp do wrażliwych danych, a ich rekrutacja do pracy w urzędzie odbyła się z pominięciem standardowych procedur bezpieczeństwa, m.in. nie zażądano od nich przedłożenia policyjnego zaświadczenia o niekaralności, dokumentu, który w Niemczech są zobowiązani przekazać przyszłym pracodawcom nawet studenci ubiegający się o pracę dorywczą.

    Już w styczniu 2016 r. eksperci alarmowali, że arabskie klany monitorują nowoprzybyłych muzułmanów w poszukiwaniu świeżych kadr. Za najbardziej narażone na aktywność przestępców uznano wtedy ośrodki dla uchodźców, które wcześniej zaczęły przyciągać np. salafitów. Eksperci ostrzegali, że arabscy kryminaliści szukają kontaktu z imigrantami z Bliskiego Wschodu w ośrodkach i za pośrednictwem portali społecznościowych. Prognozowano, że imigranci zarobkowi z Algierii, Maroka i Tunezji mogą być werbowani przez klany do handlu narkotykami.


    Zamieszani w aferę z tłumaczami członkowie klanu Abou-Chaker są z pochodzenia Palestyńczykami. Pierwsi przybyli do Niemiec Zachodnich w latach 70. z obozu dla uchodźców na terenie Libanu. W Berlinie żyje 200-300 członków klanu, reszta familii mieszka w Libanie i Danii. Jego głową jest Arafat Abou-Chaker, jeden z najbardziej rozpoznawalnych członków klanu w Niemczech. Swoją sławę Arafat zawdzięcza przede wszystkim koneksjom towarzyskim w świecie niemieckich celebrytów. To on w 2008 r. został managerem popularnego rapera Bushido. Zresztą historia tej znajomości jest fascynująca, ale to już innym razem.

    Olga Doleśniak-Harczuk

    Artykuł ukazał się na stronie berlinskitygiel.pl

    Komentarze (0)