Wspieraj nas

Zostań naszym subskrybentem i czytaj dowolne artykuły do woli

Wesprzyj

„Widziane z Warszawy, widziane z Brukseli”

2023-03-16
Czas czytania 8 min

Początki kampanii wyborczej w Polsce

Polska wkracza w kampanię wyborczą. Wojna na Ukrainie zasadniczo zmieniła kontekst, w jakim ta kampania się odbędzie i w jakim Polacy będą dokonywać wyboru. Po pierwsze, pomnożyła trudności gospodarcze, do których już poprzednio doprowadziła pandemia, spowodowała napływ uchodźców do Polski, z czym naturalnie także wiążą się poważne koszty, przyczyniła się do znacznego podniesienia inflacji, zwiększyła niepewność Polaków co do przyszłości.

Ale, po drugie, wskutek tej wojny wzmocniła się międzynarodowa pozycja Polski. Przede wszystkim uświadomiła ona partnerom z NATO i UE jak ogromne znaczenie geopolityczne ma nasz kraj. Bez pomocy Polski, przez którą przechodzi główna część pomocy dla Ukrainy i która sama udziela Ukrainie ogromnego wsparcia, losy tej wojny byłyby już dawno rozstrzygnięte na korzyść rosyjskiego agresora.

Opinie, że Polska stała się „mocarstwem humanitarnym” są przesadzone i zbyteczne. My nie mamy w sobie takiego zadufania i takiej pychy, by pretendować do takiego tytułu. Robimy, co do nas należy. Nie pochlebstw nam trzeba, lecz partnerskiej współpracy i szacunku.  Dziś nasi dawni krytycy w Europie przyznają, że Polska miała rację, jeśli chodzi o ocenę Rosji. Ale mówmy konkretnie – to przede wszystkim Lech i Jarosław Kaczyńscy mieli rację, to Prawo i Sprawiedliwość miało rację. Roszczący sobie pretensje do bycia przywódcą całej opozycji Donald Tusk rozpaczliwie usiłuje zatrzeć pamięć o polityce pojednania z Rosją, polityce współpracy z Putinem, jaką prowadził, gdy był premierem Polski, wpisując się posłusznie i skwapliwie w strategię polityki sformułowanej przez Angelę Merkel. Był niczym innym jak subkontraktorem tej polityki. Dzisiaj politycy unijni i amerykańscy surowo oceniający politykę Angeli Merkel, powinni się poważnie zastanowić, czy rzeczywiście chcieliby widzieć w Polsce powrót do władzy jej protegowanego.

Musimy z dużą dozą ostrożności traktować publicystyczną tezę, że centrum geopolityczne Europy przesunęło się na wschód. Ono dopiero zaczęło się przesuwać. Jest jednak faktem, że potencjał obronny i geopolityczne znaczenie Polski bardzo się zwiększyły. Zwiększyła się także „siła miękka” Polski. Po raz pierwszy od 2015 roku oszczercze opowieści o Polsce pod rządami PiS, eksportowy przebój naszej opozycji, nie są traktowane jako wiarygodne. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że rząd Mateusza Morawieckiego jest „prorosyjski” lub „antyzachodni”, co opozycja usiłuje wmówić naszym partnerom oraz wtłoczyć w głowy Polakom. A przecież do tej pory wierzono w najbardziej nawet absurdalne opowieści o Polsce snute przez delatorów - o rzekomej ksenofobii Polaków, o dyktaturze, o prześladowaniu myślących i żyjących inaczej niż większość, o ograniczeniu wolności słowa itd.  Brak bezpośrednich doświadczeń, anachroniczne stereotypy i uprzedzenia, wreszcie zwykła ludzka głupota i owczy pęd, powodowały, że łykano wszystko, co przekazały różne skompromitowane i już zapomniane postacie, ale także napuszone „autorytety” elity kulturowej i politycy opozycji.

Mimo, że życie sfalsyfikowało większość kalumnii i oszczerstw, Bruksela nie jest w stanie odejść od swojej polityki (de facto) sankcji wymierzonej przeciwko Polsce - tak jak nie jest w stanie zrewidować podstaw swojej całej radykalnej polityki klimatycznej, która staje się polityką coraz bardziej absurdalną w sytuacji przedłużającej się wojny u wrót Unii Europejskiej. Nie ulega wątpliwości, że Komisja na czele z Urszulą von der Leyen i Fransem Timmermansem wyczerpała już swoje możliwości i dożywa swoich dni politycznych, że stała się zakładnikiem swojego „Green Deal”, legitymizującej jej chorobliwy aktywizm i centralizm. 

Polska nie różni się zasadniczo pod względem standardów od Belgii, Luksemburga, Hiszpanii, Francji czy Niemiec, pomijając pewne specyficzne cechy polskiej tożsamości i kultury politycznej - a jeśli się różni, to w wielu aspektach na korzyść. Rządy w Polsce po 2015 są rządami koalicyjnymi; władza jak w innych demokracjach pozostaje w dużej mierze rozproszona i podzielona - na przykład samorządy są w większości przypadków w rękach opozycji, podobnie izba wyższa parlamentu, od czasu wyborów 2019 r. Co zaś do praworządności, to niektóre koterie sędziowskie rozumiały i praktykowały tę niezależność jako niezależność od państwa i prawa. Znaczna część sędziów stała się aktywistami politycznymi.

Jak pokazują badania opinii publicznej, kwestie praworządności nie mają większego znaczenia dla wyborców, poza twardym, sfanatyzowanym elektoratem „antypisowskim”. Polacy wiedzą, że prawdziwym problemem nie jest uzależnienie sądownictwa od władzy wykonawczej, lecz - obok nieefektywności i arbitralności, z którymi zmagamy się od dawna - narastający chaos w wyniku ingerencji UE i niezbyt sprawnie i konsekwentnie przeprowadzonych reform, a także uzależnienie niektórych sędziów od zewnętrznych ośrodków władzy.

Utrzymanie większości parlamentarnej zostało w tej kadencji okupione daleko idącym obniżeniem standardów. Trzeba było kupować lojalność poszczególnych posłów w zamian za stanowiska w rządzie, w agencjach państwowych, w spółkach skarbu państwa. Prawo i Sprawiedliwość nie spełniło w jednej z najważniejszych swoich obietnic, jakie składało, gdy było partią opozycyjną:  polska polityka nie stała się ani bardziej merytoryczna, ani - niestety - w wielu przypadkach bardziej przyzwoita. Jest niejako rzeczą naturalną, że do partii rządzącej przyklejają się oportuniści, karierowicze i ludzie nieuczciwi, ale ze względu na układ sił brakuje możliwości skutecznego zwalczania patologii i pozbywania się skompromitowanych osób. Podniesienie standardów życia politycznego i publicznego jest tym bardziej trudne, a nawet niemożliwe, że opozycja od samego początku uznała się za „opozycję totalną”, odmawiając nie tylko jakiejkolwiek konstruktywnej współpracy, ale nawet rzeczowej wymiany argumentów. Jedynym jej programem jest nienawiść i chęć powrotu za wszelką cenę.  

Polacy są znużeni polityką i zniechęceni do rządzących. Wszystkie błędy i słabości PiS nie zamazują tego podstawowego wyboru, przed którym stoi Polska: Z jednej strony blok lewicowo-liberalny, który chce dostosować kraj do wartości uznawanych dzisiaj za postępowe, a które zdrowy ludzki rozsądek nakazuje nazywać patologią i naruszeniem godności istoty ludzkiej oraz fundamentalnych zasad życia społecznego. Jest też oczywiste, że w razie zwycięstwa wyborczego wiernopoddańczo podporządkuje on Polskę tendencjom unijnym i uczyni Polskę instrumentem polityki Niemiec, które będą dążyły do odzyskania hegemonicznej pozycji w Unii. Z drugiej strony – tradycjonaliści, którzy chcą zachować Polskę jako suwerenne państwo w ramach Unii Europejskiej, zachować Polskę z jej odrębną tożsamością kulturową, z jej wartościami, które wynikają z historii i katolickiej wiary większości Polaków, państwo jako państwo socjalne, dla wszystkich, nie tylko dla elit. Taka Polska nigdy nie była fanatyczna, nie była ksenofobiczna i zawsze ceniła wolność – w granicach rozsądku i przyzwoitości. Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią radykalną, wręcz przeciwnie – jest partią umiaru i zdrowego rozsądku. Skrajnie radykalne są dzisiaj w Europie partie lewicowe i liberalne z ich „cancel culture”, ich ideologią „wolnego wyboru”, „dialektycznie” przechodzącego w skrajny kolektywizm i ingerencję w życie prywatne i wolności jednostki. 

To, że PiS po prawie 8 latach rządzenia jest ciągle partią z największym poparciem, stale powyżej 30 procent, pokazuje, że dysponuje ciągle potężną siłą polityczną i cieszy się zaufaniem swoich wyborców.  W dodatku 70 procent niezdecydowanych wyborców, którzy rozstrzygną o ostatecznym wyniku nachodzących wyborów, podaje, że spośród wszystkich partii politycznych najbliżej jest im właśnie do PiS. Gdyby wyborcy konserwatywni, to znaczy ci, którzy mają zdroworozsądkowe podejście do rzeczywistości, poszli do wyborów można by być spokojnym o wynik. Te wybory są do wygrania. I zamierzamy je wygrać.

Komentarze (0)

Czytaj także

Rogera Scrutona powrót do domu (cz. 1)

Po śmierci sir Rogera Scrutona pisano o nim, że był myślicielem głębokim, ale kontrowersyjnym. No cóż, płytcy myśliciele, w tym filozofowie, rzeczywiście zazwyczaj nie są kontrowersyjni, bo unikanie za wszelką cenę tez, które mogłyby wzbudzić kontrowersje, nieuchronnie prowadzi do spłycenia myśli.

Zdzisław Krasnodębski

15 min