Czy filozofowie powinni rządzić Unią Europejską? Nie powinni oni rządzić niczym...
Nie powinni. Na tym powinienem zakończyć wypowiedź, gdyż sprawa jest oczywista. Nie sądzę jednak, aby organizatorzy konferencji byli tym usatysfakcjonowani. Toteż spróbuję w telegraficznym skrócie przedstawić uzasadnienie sprawy ewidentnej.
Unią Europejską nikt rządzić nie powinien. To organizacja niepodległych państw, a jeśli ktoś miałby nimi rządzić, przestałyby być niepodległe. Wprawdzie organizacja zakłada rozmaite formy współdziałania, ale dla tego celu wystarczą urzędy koordynacyjne, rodzaje sekretariatów, które należałoby uważnie nadzorować, aby w sposób naturalny nie alienowały się i nie zawłaszczały nie przynależnych im kompetencji. Do czego to prowadzi widzieliśmy na przykładach czy to sekretariatu partii komunistycznej czy Komisji Europejskiej.
Specyfika Europy, a więc i cywilizacji zachodniej wyrosła z jedności wielości. Tzn. fundamentalne zasady cywilizacji europejskiej, które wyrastały z chrześcijaństwa, realizowane były na różne sposoby w partykularnych kulturach. Wbrew ideologicznym protestom postępowych historyków uznać należy je za kultury narodowe. Naród definiować powinniśmy jako wspólnotę kulturową, która wyznacza kształt państwa. Fakt, że nie wszystkie grupy uczestniczą w niej w ten sam sposób i z tą samą intensywnością nie ma nic do rzeczy.
///Naturalnie uprzywilejowanych może być parę grup, w imperium habsburskim do Austriaków dokooptowano Węgrów a w UE rządzi tandem niemiecko-francuski choć Paryż jest tylko junior partnerem Berlina. ///
Nie jest prawdą, że integracja musi zakładać odgórny, konstruktywistyczny, zaprowadzany przemocą proces, a odwołanie się do „rządzenia” zakłada takie podejście. Wręcz przeciwnie. Wszelkie takie działania wywołują narastanie antagonizmów między wspólnotami, które usiłuje ujednolicić się w jednej, narzuconej im formie. Bez względu zresztą na zakładane utopijnie cele przedsięwzięcie takie prowadzić musi do uprzywilejowania jednych grup kosztem innych, że znowu odwołam się do tych samych przykładów: dominacji Rosji w Związku Sowieckim czy Niemiec w UE. Naturalnie uprzywilejowanych może być parę grup, w imperium habsburskim do Austriaków dokooptowano Węgrów a w UE rządzi tandem niemiecko-francuski choć Paryż jest tylko junior partnerem Berlina. Integracja prawdziwa powinna zachodzić oddolnie, niejako organicznie przez zagospodarowywanie sfer wolności wyłączonych z jurysdykcji poszczególnych państw jak np. handlu czy wspólnych ponadnarodowych przedsięwzięć.
Optymalną współcześnie znaną nam formą polityczną jest narodowe państwo, które jest podmiotem zbiorowej wolności. Naród jest bowiem najszerszą wspólnotą z jaką dziś człowiek potrafi się identyfikować. Wolność ta nie musi przejawiać się w demokratycznym ustroju, ale obecnie najczęściej przybiera jego kształt.
Nie może istnieć demokracja bez wspólnoty, którą zakłada ona nawet w nazwie. Jeśli nie ma demosu – współcześnie narodu – to z demokracji zostaje wyłącznie kratos czyli siła, a więc ustrój autokratyczny. Europa np. pomimo kulturowego fundamentu zamieszkiwana jest przez różne demosy, które mówią odmiennymi językami, reprezentują wielość tradycji, a więc obyczajów oraz wyrastających z nich polityczno-prawnych form a ujednolicenie ich musi wiązać się z odgórnym przymusem.
Wszelkie odgórne formy polityczne sprowadzić można do imperialnego modelu, który zawsze odwołuje się do najwyższych dóbr i projektuje ideologiczną utopię, a dla jej osiągnięcia przyjmuje prawo do stosowania przemocy. Z tej utopijnej perspektywy narodowe państwo obciążone zostaje wbrew prawdzie wszelkimi grzechami zachodniej cywilizacji np. wojnami światowymi, gdy w rzeczywistości zjawiska te miały imperialno-ideologiczną genezę. Najbardziej chyba syntetycznie wartość państwa narodowego przeciwstawionego imperialnym dążeniom przedstawił Yoram Hazony w książce „The Virtue of Nationalism” przetłumaczonej na polski jako „Pochwała państwa narodowego”. Pomysł na rządzenie UE to projekt przekształcenia jej w imperium, co niszczy jej tożsamość oraz prowadzi wyłącznie do negatywnych efektów i to w każdym wymiarze rzeczywistości.
///Czym zajmuje się filozof? Usiłuje zrozumieć rzeczywistość tak dalece jak to jest możliwe. ///
Jest więc oczywiste, że filozofowie tak jak nikt inny nie powinni rządzić UE. Czy jednak powinni oni rządzić czymkolwiek?
I w tym wypadku odpowiedź będzie negatywna. Jako filozofowie nie powinni oni rządzić niczym, bo do rządzenia muszą zawiesić swoją filozoficzną postawę.
Czym zajmuje się filozof? Usiłuje zrozumieć rzeczywistość tak dalece jak to jest możliwe. Wprawdzie już od jakiegoś czasu głównie w związku z lawinowym przyrastaniem informacji, również w filozofii występuje rodzaj specjalizacji, ale bez zatracenia tego, co jest jej istotą, nie sposób doprowadzić tego procesu do końca, tak jak przebiega on w innych naukach, w których specjaliści w jednej dziedzinie po prostu nie zajmują się innymi. W wypadku filozofii nie sposób koncentrować się wyłącznie na określonym jej wycinku bez choćby elementarnego zastanowienia się nad wszystkimi jej aspektami. Tzn. nie sposób np. być filozofem polityki – to najbardziej praktyczna jej sfera – bez dokonania zarówno epistemologicznych jak i metafizycznych wyborów. Naturalnie mogą one znaczyć odrzucenie metafizyki oraz ogłoszenie sceptycznego dystansu w kwestiach poznawczych, ale w wypadku filozofa musi to być poprzedzone głębokim namysłem dotyczącym tych sfer, z którego wynika taki a nie inny wybór. Inaczej nie sposób go jako filozofa traktować.
Mówię o poważnym traktowaniu tej postawy, bo dziś wraz z umasowieniem edukacji tysiące uczelni na świecie wypuszcza rokrocznie tabuny absolwentów z filozoficznymi dyplomami, z których każdy przedstawia się jako filozof. Nazwa ta zaczęła znaczyć absolwenta albo w bardziej wymagających wypadkach pracownika określonego fakultetu. Z ideą filozofii ma to niewiele wspólnego. Przy takim obiegowym traktowaniu już nie powołania, ale fachu filozoficznego nasze tytułowe pytanie nie miałoby sensu i znaczyłoby tyle co pytanie: czy etnolodzy powinni rządzić UE? Rozumiem więc, że zarówno filozofię jak i parających się nią nieszczęśników traktujemy poważnie.
A tak traktowana, wcześniej czy później musi dotrzeć ona do swoich, czyli racjonalności ludzkiej granic. Oczywiście, ludzka przygoda z filozofią to również od początku pokusa hybris, pychy, która każe ludziom równać się z bogami. Sama nazwa powinna wyznaczać dla niej barierę, ale tak się nie dzieje. Powtórzę to, o czym wiemy: filozofia to nie mądrość, ale miłość mądrości, gdyż, jak uznał wynalazca tej nazwy jakim był podobno Pitagoras, prawdziwa mądrość przysługuje wyłącznie bogom, a człowiek może jedynie dążyć do niej ze świadomością nieosiągalności jej pełni. Fakt, że najmądrzejsi spośród nas w pewnym momencie roją sobie, że ograniczenia te przekroczą, oznacza, że stają się oni głupsi od swoich zdecydowanie mniej rozumnych bliźnich, fakt ten powinien uzmysławiać nam jak blisko bywa niekiedy od mądrości do jej zaprzeczenia.
///Jako wzorcowy monarcha przedstawiany jest zwykle filozof, Marek Aureliusz. Wprawdzie akceptował on karanie śmiercią za wyznawanie chrześcijaństwa, ale generalnie nie psuje to jego wizerunku, a nawet można sądzić, że u wielu współczesnych, choć nie przyznają się do tego, dodaje mu wartości. ///
Poglądowy jest pod tym względem niekwestionowany klasyk filozofii, Platon. Uznawał on w każdym razie we wcześniejszym okresie swojej refleksji, że to właśnie filozof powołany jest do rządzenia. Jego osobiste doświadczenia w tej mierze, co sam przyznaje w listach i co znajduje potwierdzenie w historii nie były w tej mierze najlepsze.
W jego najgłośniejszym dziele, „Państwie”, znajdujemy opis doskonałego ustroju, ale czytane jest ono nie z tego powodu. Drobiazgowo zaprojektowany system polityczny był przyczyną oskarżenia Platona o totalitarne skłonności a współcześni admiratorzy „Państwa” nie z powodu projektu utopii je cenią. Zwykle dowodzą, że nie sposób traktować jej literalnie. Jej autor w tym samym dziele opisuje nieuniknioną degrengoladę wszystkich systemów politycznych w tym również tego, który wcześniej nazywa idealnym, co każe nam wątpić w tę kwalifikację.
W swoich ostatnich tekstach Platon do polityki podchodzi ostrożniej a w „Prawach” jego porte parole, Ateńczyk deklaruje, że nie wolno jej porządku projektować nazbyt szczegółowo. Inna sprawa, że w tym samym dziele wielokrotnie łamie deklarowane przykazanie, co potwierdza ryzyko z jakim wiąże się obdarzanie filozofów władczymi kompetencjami. W „liście VII” Platon podkreśla, że to, co najważniejsze w jego myśli jest językowo niewyrażalne, co jeszcze bardziej wątpliwym czyni pomysł rządów filozofów.
Jako wzorcowy monarcha przedstawiany jest zwykle filozof, Marek Aureliusz. Wprawdzie akceptował on karanie śmiercią za wyznawanie chrześcijaństwa, ale generalnie nie psuje to jego wizerunku, a nawet można sądzić, że u wielu współczesnych, choć nie przyznają się do tego, dodaje mu wartości. Przyjmując jednak pozytywną interpretację rządów cezara-stoika można zapytać: na ile była ona realizacją jego filozoficznej postawy? Owszem, odwoływał się on do stoickiego prawa natury czyli ładu świata, ale było to powszechne przekonanie antycznych warstw wykształconych. Poza tym w tamtej epoce filozofia była, jak to ujmuje Pierre Hadot, „ćwiczeniem duchowym” a więc całościowym, właściwie religijnym dążeniem do doskonałości czego tylko jednym aspektem były intelektualne rozważania. Od tego podejścia odeszliśmy już dawno (może szkoda) i dziś filozofia jest wyłącznie działaniem poznawczym.
Poważny filozof w odróżnieniu od filodoksa nie potrafi dojść do kresu swoich rozważań bo zarówno świat jest zbyt złożony jak i zdolności poznawcze oraz instrumenty, którymi posługuje się człowiek zbyt ograniczone, aby wyczerpać rzeczywistość. Nie musi oznaczać to ani sceptycyzmu, ani relatywizmu, ale poczucie, że opierając się na tych samych aksjomatach budować można alternatywne modele, a ideały realizować na różne sposoby, co zwłaszcza wobec złożoności ludzkich sytuacji utrudnia zamiast ułatwiać podejmowanie decyzji. A rządzenie polega właśnie na nich, co wiąże się z unieważnianiem albo braniem w nawias pojawiających się w każdym z takich wypadków wątpliwości. Filozoficzne podejście uniemożliwiałoby albo w najlepszym wypadku radykalnie utrudniało rządzenie.
///Filozofia tak jak mądrość stanowi wartość autoteliczną i próby doraźnego jej zużytkowania, a więc pozbawienia jej autonomii źle się kończą. ///
Polityka jak każda postawa ludzka wyrasta z metafizyki chociaż zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy. Rodzi się z głębokich pokładów kultury, które zawierają sposoby ujmowania świata oraz idee regulatywne. Filozofia powinna nam to uświadamiać, co nie znaczy, że wynikają z niej recepty na rządzenie. Można uznać, że wiedza taka otwiera przed politykiem szersze perspektywy, a więc stanowić musi niezbędne tło jego aktywności, ale nie odpowiada na bieżące wyzwania a raczej piętrzy rozterki, które stanowią przeszkodę w działaniu. Filozofia tak jak mądrość stanowi wartość autoteliczną i próby doraźnego jej zużytkowania, a więc pozbawienia jej autonomii źle się kończą. Zwykle prowadzą do przekształcenia filozofii w filodoksję a więc zaprzeczenia jej powołaniu i zastąpienia jej ideologią, co jest najgorszym sposobem radzenia sobie z problemami świata. Ideologia, która jest projektem całościowego opisania spraw człowieka, jego przeszłości, teraźniejszości i przyszłości a także zaplanowaniem optymalnego, jeśli nie idealnego ich urządzenia stanowi świecki ersatz religii i płód pychy filozofów, którzy podejmując się tego zadania filozofami być przestają.
XX wiek jest epoką, która wyjątkowo wyraziście skompromitowała wszelkie tego typu przedsięwzięcia, co nie znaczy, że kogokolwiek czegokolwiek nauczyła. Wyrastała z wieku poprzedniego. Trwają spory na ile nietzscheanizm odpowiedzialny był za nazizm, ale interpretacja myśli autora „Antychrysta” dokonana przez hitlerowców, choćby nie wiem, jak zżymali się na to jego wielbiciele, ma rzeczowe podstawy. Trudno zaprzeczyć filozoficznego kalibru Martina Heideggera czy nawet Carla Schmitta tak jak ich zaangażowania w hitlerowskie przedsięwzięcie. Późniejsze wypchnięcie ich na jego margines niczego nie zmienia.
To jednak nic w porównaniu z lewicowym głównie marksistowskim zaangażowaniem wielkiej rzeszy filozofów XX wieku. Zaklęcia, że Karol Marks nie jest odpowiedzialny za konkretyzację jego filozofii nie wytrzymują żadnej poważniejszej analizy. On sam podkreślał zawsze, iż to praktyka jest ostatecznym kryterium każdej teorii. Nie istnieje myśl polityczna tak szeroko i powszechnie sprawdzona jak jego idee. Pod każdą szerokością geograficzną, w każdej kulturze i w dowolnych warunkach zawsze realizowane były jako despotyczny i zbrodniczy totalitarny ustrój. I zawsze znajdowała wyznawców i sympatyków wśród prawdziwych filozofów, chociaż można dowodzić, że ich akces do marksizmu wiązał się z abdykacją z filozoficznej postawy. W każdym razie postacie takie jak Gyorgy Lucacs, Jean-Paul Sartre czy Maurice Merleau-Ponty filozofami z pewnością byli.
/// Wolter oświecał króla-filozofa Fryderyka II. Pruski władca bardzo przejął się jego naukami i obiecał cywilizować Polaków, tych Irokezów Europy o czym pisał m.in. w liście do innego filozofa oświeceniowego, d’Alemberta. ///
To przykłady drastyczne, chociaż wymienieni, ofiarujący się ideologii myśliciele często należeli do najbardziej wpływowych w swoim czasie nurtów i sami byli ich twórcami, ale również w głównym, klasycznym prądzie filozofii nowożytnej żywa była tendencja do porządkowania na nowo, a więc „racjonalnie” ludzkiej, chaotycznej rzeczywistości. Tacy byli myśliciele oświeceniowi, którzy chętnie doradzali władcom o absolutystycznym nastawieniu, słusznie uznając, że tylko oni wcielić mogą w życie całościowe, zaprojektowane przez postępowców modele urządzenia świata. Wolter oświecał króla-filozofa Fryderyka II. Pruski władca bardzo przejął się jego naukami i obiecał cywilizować Polaków, tych Irokezów Europy o czym pisał m.in. w liście do innego filozofa oświeceniowego, d’Alemberta. D’Alembert i Diderot doradzali Katarzynie II i zachwycali się pojętnością „Semiramidy północy”.
Co najmniej od Kanta aż po Johna Rawlsa i Jurgena Habermasa filozofowie projektują dla nas wreszcie racjonalne, ostateczne porządki polityczne, które zastąpić winny ułomne ludzkie urządzenia w rodzaju narodowych państw i wyleczyć mają ludzi z ich ułomnych charakterów. Można uznać, że im kto dalej od konkretnych spraw naszego świata, tym mocniej narasta w nim resentymentalna tęsknota za rządzeniem.
Leo Strauss, który wyjątkowo wysoko wartościował filozofię, uznawał, że z natury rzeczy, jak każde nieograniczone myślenie musi mieć ona subwersywny charakter. Siłą rzeczy stawia pod znakiem zapytania fundamenty kultury, które są podstawą każdego porządku politycznego. Dlatego prawdziwi filozofowie winni posługiwać się ezoterycznym językiem, dostępnym wyłącznie dla przygotowanych umysłów, dla których kwestionowanie funkcjonującego ładu nie będzie miało dezintegrującego charakteru. W każdym razie taka interpretacja myśli Straussa wydaje się uprawniona.
Jeśli filozofowie zaczynają zmieniać świat zamiast go interpretować, a rządzenie zakłada takie podejście nawet jeśli byłoby tylko próbą konserwacji tego, co dobre, oznacza to, że powodowani pychą porzucają swoje filozoficzne powołanie. Innymi słowy: filozofowie nie mogą rządzić, bo wówczas przestają być filozofami.
Co było do udowodnienia.
Artykuł ukazał się w zbiorze pod redakcją prof. Zdzisława Krasnodębskiego Should Philosophers Govern the European Union? Kraków: Ośrodek Myśli Polityczne 2025
Czytaj także
Moroz pyta Wildsteina: Wygrywa Nawrocki – co to znaczy?
Karol Nawrocki wygrywa wybory prezydenckie. Co oznacza ten wynik dla przyszłości Polski? W tym odcinku Jakub Moroz i Bronisław Wildstein komentują finał kampanii, społeczne nastroje i polityczne konsekwencje tego rozstrzygnięcia. Czy ten wybór zapowiada realną zmianę, czy tylko potwierdza trwające tendencje? Jaką rolę odegrały media, emocje i brak debaty? Co mówi nam ta kampania o kondycji demokracji i o nas samych?
Bronisław Wildstein
Jakub Moroz
Moroz pyta Wildsteina: Trump – Zełenski: fiasko rozmów. Co to oznacza dla Polski, Europy i świata?
W programie Moroz pyta Wildsteina Jakub Moroz i Bronisław Wildstein analizują nieudane spotkanie Donalda Trumpa i Wołodymyra Zełenskiego w Białym Domu.
Bronisław Wildstein
Moroz pyta Wildsteina: Co wynika z 1. tury wyborów prezydenckich?
W tym odcinku „Moroz pyta Wildsteina” redaktor Jakub Moroz i publicysta Bronisław Wildstein omawiają wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich 2025. Co mówią o nastrojach społecznych, stanie klasy politycznej i kierunku, w jakim zmierza Polska? Czy wynik tej tury zapowiada przesilenie polityczne, czy raczej potwierdza dotychczasowe podziały?










Komentarze (0)