Wspieraj nas

Zostań naszym subskrybentem i czytaj dowolne artykuły do woli

Wesprzyj

Dyskusje nad kształtem polskiego marksizmu

    2023-11-18
    Czas czytania 12 min
    Tematem przewodnim w powojennej filozofii polskiej stał się marksizm[1]. Doszło do pierwszych dyskusji na jego nadrzędną rolą w kształtowaniu szeroko pojętej rzeczywistości naukowej. Stało się to po nieudanych próbach wprowadzenia marksizmu przez partię „pod strzechy”.


    Działania te przebiegały bardzo opornie. Działacze partyjni w terenie zajmowali się odbudową zniszczonego kraju. Nikt nie myślał o poszerzeniu własnej wiedzy o marksizmie. Akcje agitacyjno-propagandowe drażniły lokalnych działaczy. Partia szybko zauważyła ten niepokojący stan rzeczy. Nie można było obarczyć prostego robotnika czy też rolnika dodatkowym obowiązkiem przyswajania zasad marksizmu. Do „ludu pracującego” trafiały raczej konkretne hasła dzienne typu: „Razem odbudujemy Warszawę”. W tej sytuacji przystąpiono do reformy szkolnictwa wyższego. Partia władzy podjęła próby wprowadzenia marksizmu do środowiska akademickiego. Stalinowcy zamierzali przekonać i przeciągnąć na swoją stronę przedwojenną kadrę naukową. Rozpoczęto szeroko zakrojoną akcję agitacyjną. Jej wszczęcie wiązało się z brakami kadrowymi w szeregach stalinowców. Partia nie dysponowała wystarczającą liczbą znawców marksizmu, przygotowanych do jego wykładania. W pełni świadomy tego stanu rzeczy Władysław Gomułka podczas wiecu w sali dawnego Domu Akcji Katolickiej „Roma” nawoływał:

    Gdy szukamy naszych braków w partii, to trzeba moim zdaniem wskazać, że najsłabsze nasze miejsce jest właśnie na odcinku inteligencji. To jest źle, towarzysze. To jest słabość naszej partii. Do tego niestety musimy się przyznać. Nam zależy na tym, aby zdobyć inteligencję. Niektórzy słusznie zresztą krytykowali tutaj stosunki na wyższych uczelniach. Prawdą jest, że są tam profesorowie reakcyjni. Słusznie krytykowano, że oni są reakcyjni, ale przecież my profesorów na kursach nie dokształcimy. Profesorowie zdobywają kwalifikacje całe lata, długie lata, a my przecież jesteśmy u władzy dopiero miesiące. My dopiero musimy wychować naszych profesorów i wychowamy ich na pewno, ale dopiero po latach, po okresie potrzebnym na wychowanie profesora[2].

    Gomułka dał znak do rozpoczęcia dyskusji na temat wprowadzenia i roli marksizmu w polskim życiu naukowym. Zaznaczyły się dwie opcje. Głos zabrali stalinowscy decydenci oraz oponenci, związani ze Szkołą Lwowską Kazimierza Twardowskiego. Wstępne dyskusje na szczytach władzy wykazały, że po stronie stalinowskiej znajduje się niewielu znawców marksizmu. Nastąpił przedziwny paradoks. Miało się okazać, że grupa zwolenników marksizmu będzie potrzebować pomocy ze strony oponentów. Rozpoczęta działalność agitacyjna obarczona została zbyt dużą liczbą popełnianych błędów w zrozumieniu i przekazywaniu zasad marksizmu. Podczas pogadanek agitacyjnych na wyższych uczelniach pojawiali się górnicy, robotnicy z fabryk, którzy próbowali werbować i przekonywać do marksizmu uniwersytecką kadrę naukową. Przypomniał się zasłużonym profesorom stan ze Lwowa z pierwszej okupacji radzieckiej, gdzie siłą wprowadzono katedry marksizmu, a wykłady mieli między innymi górnicy z Donbasu. Z przerażeniem patrzono na to, co się dzieje.

    Szczególnym zainteresowaniem marksizmem partia władzy objęła też młodzież studiującą. Miała ona szybko zastąpić przedwojenną kadrę naukową. Obok zajęć na uniwersytetach, rozpoczęto budowę szkolnictwa partyjnego, gdzie szykowano marksistowskie kadry naukowe do przejęcia sterów w nauczaniu na wyższych uczelniach. Było ono wzorowane według wzorca radzieckiego. Poziom zajęć okazał się jednak żenująco niski. Jeden z uczestników prac w powołanym przez Adama Schaffa Instytucie Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR wspominał:

    Było tak: rano przychodziliśmy do gmachu Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR na ulicy Chopina. Każdy z naszej siódemki miał tam swoje biurko, a w zasięgu ręki dzieła MELS-a (Marksa, Engelsa, Lenina, Stalina), choć tylko tego ostatniego w komplecie. Dzień rozpoczynaliśmy od obowiązkowej lektury „Trybuny Ludu”. Porażała nas nudą. Mimo gorliwych wysiłków nie byliśmy w stanie osiągnąć dialektycznej sprawności naszego opiekuna naukowego. On to tłumaczył nam: – Powiadacie, chłopcy, że nudne, no tak, racja, nie da się ukryć, rzeczywiście nudne, ale twierdząc tyle, pozostajemy na poziomie czystych faktów, bezpośredniej empirii, li tylko gołej zewnętrzności, a przecież trzeba iść dalej, znaczy, w głąb. Czytając zatem, zawsze zadawajmy sobie pytanie: dlaczego to takie nudne? Wtedy zaś niechybnie okaże się: nie jest to tylko czy po prostu nudne, lecz właśnie interesujące, że nudne. Zrozumiano? Kiwaliśmy potakująco głowami, tylko że nuda nadal nie skłaniała nas do zadawania pytań, lecz wprawiała w stan dojmującej senności, aby następnie podrywać z krzeseł i stawać w oknie. Wtedy gapiliśmy się na szary, równie nudny świat[3].

    Stalinowcy bazowali na tym, co wyczytali w dziełach oraz zaleceniach „Wodza rewolucji” i „Ojca socjalistycznych ojczyzn” - jak zwano Stalina. Ta jedynie obowiązująca interpretacja miała zagwarantować partii wykształcenie nowych kadr naukowych. Na wyższe uczenie powoływano kandydatów nauk całkowicie nieprzygotowanych do zadań dydaktycznych.

    Pierwsze propozycje zwolenników wprowadzenia zmian na uczelniach wyższych w oparciu o stalinowską interpretację marksizmu pojawiły się na łamach „Kuźnicy” i „Nowego Toru”. Pisma te były komponentem wprowadzanej przez partię władzy sukcesywnie „ofensywy ideologicznej”. Stalinowcy wykazali się jednak daleko posuniętą indolencją i nieznajomością wyznawanej fanatycznie przez siebie doktryny. Przyglądająca się tym staraniom opozycja spróbowała wyjść naprzeciw zagubionym stalinowcom. Podjęto wysiłek pouczenia ich w sprawie właściwego zrozumienia podstaw marksizmu, wykazując się przy tym wiedzą opartą na dziełach teoretyków. Okazało się, że stalinowcy, nawet moskiewskiego chowu, nie sięgali zbyt często po dzieła Marksa, Engelsa i Lenina. Czytano jedynie dzieła Stalina, opierając się wybiórczo na jego interpretacji marksizmu. Pomoc opozycji została szybko odrzucona, a oponenci spotkali się z surowymi restrykcjami. Nastąpiła fala inwigilacji i zwolnień przedwojennej kadry naukowej z wyższych uczelni.

    Przed II wojną światową marksizm pojawiał się rzadko w dyskusjach filozoficznych. Zaistniał w naszym środowisku filozoficznym za sprawą Ludwika Krzywickiego[4]. Ciekawostką było, że z Marksa doktoryzował się Władysław Weryho, twórca „Przeglądu Filozoficznego” i życia naukowego w pozostającej pod zaborem rosyjskim Warszawie[5]. Później marksizm pojawił się akcydentalnie we Lwowie, gdzie z wykładami próbował się przebić niejaki Oleksiuk oraz na III Zjeździe Filozoficznym w Krakowie. Wystąpił tam Stefan Rudniański z referatem Zagadnienie stosunku teorii do praktyki w świetle materializmu dialektycznego[6]. Nie spotkał się jednak z uznaniem publiczności. Jeden z uczestników Zjazdu zapisał:

    Znamiennym momentem był też fakt, że odczyt jedynego w Polsce oficjalnego reprezentanta materializmu dziejowego, doc. Rudniańskiego (Warszawa), przeznaczony na ostatnią godzinę, ostatniego dnia posiedzeń, został w ostatniej chwili przesunięty na południe, w którym odbywało się zamknięcie Zjazdu, że zmiany tej nie zapowiadano na plenum jak wszystkie inne, i że od popołudnia kontrolowano karty członkowskie Zjazdu, czego przedtem w ogóle nie było. Odczyt ten odbył się mimo wszystko przy pełnej sali już po zamknięciu Zjazdu. W ten sposób delikatnie został zaznaczony dystans organizatorów do tematu, zarazem jednak – dziwną ironią wypadku – ten właśnie odczyt stał się ostatnim słowem Zjazdu[7].

    Nikt wówczas w „filozoficznej gromadzie lwowskiej” nie widział w marksizmie większego zagrożenia, a na pewno nie spodziewano się, że szybko dojdzie do jego dominacji. Dzieła Marksa stanowiły raczej inspirację dostępną dla nielicznych. Były wykorzystywane głównie przez lewicujących działaczy partyjnych. Rzeczywistość zmieniła się radykalnie po II wojnie światowej. Marksizm w wersji stalinowskiej miał się zaznaczyć niemal z marszu jako doktryna dominująca. Po przejęciu władzy przez stalinowców zapanowała ideologiczna dyktatura partii rządzącej[8]. Większość reprezentantów przedwojennego życia filozoficznego musiała się przystosować do nowych warunków i pogodzić z narzuconą sobie niemalże siłą doktryną. Nowy ład okazał się trudny a często wręcz niemożliwy do zaakceptowania.

    Dyskusje na temat marksizmu zaczęły się w kręgach stalinowskich na łamach „Kuźnicy”. Narrację ideologiczną zapoczątkował Stefan Żółkiewski. Dał tam artykuł O tak zwanej nieaktualności marksizmu[9]. Było on wznowieniem wcześniejszej jego pracy. Jeszcze w 1942 roku wydał on swoje rozważania pod pseudonimem Szymon Budny w „Przełomie”[10]. Nawiązywał do wykładu Kazimierza Kellesa-Krauza O tzw. kryzysie marksizmu[11]. Żółkiewski wyróżnił trzy rodzaje dominujących współcześnie ideologii: demokrację przedwojenną, faszyzm i socjalizm naukowy. Oczywiście ten ostatni uznał za jedynie postępowy[12]. Oponentów dla marksizmu Żółkiewski upatrywał wśród przedstawicieli: francuskiego konwencjonalizmu, neokantyzmu, pragmatyzmu i fenomenologii. Uznał ich za wrogów numer jeden dla postępowej myśli marksistowskiej. Tworzyli oni zwarty trzon „filozofii burżuazyjnej”, pod wpływem której pozostała niemal cała przedwojenna polska filozofia. Jego zdaniem, ponieśli oni całkowite filozoficzne bankructwo, ścierając się z marksizmem. Żółkiewski pisał:

    Przełomy w obrębie myśli irracjonalistycznej, neokantowskiej i pozytywistycznej miały znaczenie jedynie negatywne. Dokonano zburzenia własnych podstaw. Na miejsce zburzonych doktryn nie zdołano postawić żadnej systematycznej całości[13].

    Odniósł się on również do sytuacji braku akceptacji dla marksizmu na naszym gruncie filozoficznym. Przed II wojną światową był on uważany za przestarzałą doktrynę i zwalczany głównie w środowisku filozofii lwowskiej. Pomimo tego, zdaniem Żółkiewskiego, udało się niektórym postępowym uczonym spopularyzować i zachęcić przeciwników do zapoznania się jego wytycznymi. Nie udało się jednak do końca ich przekonać o „aktualności tez marksizmu”. Nie przestano uważać tej doktryny za przestarzałą legendę z lamusa historii filozofii. Żółkiewski pisał:

    Niechęć inteligencji do marksizmu jest jedną z pomyłek jej intelektualnego życia (oczywiście pomijamy wypadki wrogości całkiem pozanaukowego, społeczno-klasowego charakteru) – wówczas teoria marksizmu dialektycznego pozwoli innymi oczyma spojrzeć na dobę obecną. Pozwoli dojrzeć sens społeczny wojny, pozwoli zrozumieć, że miejsce inteligencji jest po stronie postępu, że obowiązkiem jej jest nie bierne wyczekiwanie, aż faszyzm zaciśnie pętlę – dziś przyspieszenie jej końca, budowanie nowego ładu na grobie faszyzmu i dyktatury reakcji[14].

    W rozważaniach Żółkiewskiego wyłonił się marksizm jako płaszczyzna ideologiczna. Jego założenia dokładnie przeanalizował następnie Schaff, wchodząca gwiazda partii. Na łamach „Kuźnicy” opublikował tekst Ideologiczna donkiszoteria[15]. Wskazał w nim, że dotychczasowa walka z marksizmem ideologów reakcji była bezcelowa. Spierano się z jego wyimaginowanym wyobrażeniem. Schaff określił te działania mianem: „ideologicznej donkiszoterii” i „walki z malowanym smokiem”[16]. Pisał:

    Robiono to z całą powagą. W gazetach, w czasopismach, ba! nawet w pretendujących do naukowości podręcznikach uniwersyteckich. Wystarczy otworzyć podręczniki ekonomii żyjących i nieżyjących polskich profesorów, by zdziwić się, że po tylokrotnym, tak obszernym i dokumentnym „obalaniu” Marksa trzeba go było zawsze obalać od początku. „Obalano” z całą powagą jakiś dziwny marksizm, nieznany samym marksistom. Walczono z całą zajadłością z materializmem, z którym bez wahania walczyłby z nie mniejszym zapałem każdy zwolennik dialektycznego materializmu. Przedstawiciele sił sanacyjnych, czy szerzej „reakcji”, byli zainteresowani kłamliwym ukazaniem marksizmu „szerokiej publice”. Zwracali się nie tylko do mas, ale także do przedstawicieli inteligencji, która nie podejmując wysiłku, aby bliżej zapoznać się z marksizmem, skazana była na ignorancję. Stąd też istotna miała być ingerencja „obozu demokracji” we wszelkie prezentowanie myśli sprzecznych z oficjalną doktryną marksistowską[17].

    W tekście Schaffa padły też pierwsze poważne oskarżenia w stosunku do lwowskich uczniów Twardowskiego. Pisał on:

    Dlaczego tak było? Odpowiedź jest prosta. Bo dziedzina światopoglądowa nie jest na przykład numizmatyką. Bo wywiera ona wpływ na walkę polityczną, na walkę o władzę. I dlatego właśnie obóz demokracji musi być czujny na te próby i paraliżować je w zarodku. Z punktu widzenia Schaffa przeciwnicy marksizmu jedynie wykorzystywali wieloznaczność terminów, między innymi łącząc w sposób nieuprawniony materializm filozoficzny z materializmem w praktycznym życiu. Kłam temu twierdzeniu zadawali, w jego opinii, sami marksiści, którzy gotowi byli składać wielkie ofiary osobiste, między innymi pobyt w więzieniu, dla obrony swoich poglądów[18].  

    Polscy przedwojenni filozofowie, według Schaffa, sprzeniewierzyli się swojemu powołaniu. Miało to im ułatwić walkę z marksizmem. Ostatecznie on sam wybronił się, co pokazały zmiany społeczne, dokonane w ewolucji stosunków produkcji. Marksiści zmodyfikowali swoje narzędzia pracy.

    Artykuł Schaffa zakończyły uwagi, w których wskazywał na konieczność szerszego zapoznania się z istotą sporu polskiej inteligencji z marksizmem. Pisał:

    Krytykować można te tylko poglądy, które się zna. A znać jakiś pogląd, to nie wierzyć bajkom, a zapoznać się z nim u źródła[19].

    Marginalizacja marksizmu w Polsce, zdaniem Schaffa, nie wynikała jednak tylko z działań dyktowanych przez przedwojenną inteligencję. Uważał, że były też ataki, które sprawiły, że po stronie stalinowców doszło do licznych zaniechań. Należy im się przeciwstawić i wzmocnić działania na froncie prowadzonej ofensywy ideologicznej. Celem stalinowców winno być zdobycie silnego oparcia wśród warstw inteligencji i przekonanie jej, że warto przyłączyć się do działań dla dobra ludzkości, które może przynieść jedynie marksizm.

    Problemy stalinowców zostały szybko zauważone po stronie opozycji. Po drugiej stronie barykady dziwiono się, że nie potrafią oni sobie poradzić z właściwym przyswojeniem zasad marksizmu. Komentatorzy działań stalinowców doszli ostatecznie do przekonania, że winę za to ponoszą oni sami. Bardzo szybko zorientowano się, że podjęta ofensywa ideologiczna, traktuje marksizm jako wygodny wytrych w planach zawładnięcia nauką polską. Postanowiono pomóc stalinowcom w zrozumieniu marksizmu. Nie był to jednak pomysł wiążący się z jego zwalczaniem, lecz wprowadzeniem stalinowców na właściwy tor postępowania. Opozycja stanęła przed trudnym zadaniem zreformowania myślenia stalinowców o marksizmie.

    Jako pierwszy podjął takie działania Narcyz Łubnicki. W Towarzystwie Filozoficznym i Psychologicznym w Lublinie dał serię wykładów z zakresu Teorii poznania materializmu dialektycznego. Próba systematyzacji i rozbioru[20]. Już we wstępnych uwagach podjął wyzwanie do dyskusji rzucone przez Żółkiewskiego i Schaffa. Stanął odważnie do polemiki ze stalinowcami. Nie chciał jednak obracać się w sferze utartych przez nich i stosowanych sloganów ideologicznych. Podszedł do marksizmu systematycznie. Podjął się oceny dotychczasowych działań. Zauważył, że w innych krajach, podległych „wielkiemu bratu” ze Wschodu, doszło do przejęcia władzy przez zwolenników marksizmu. Odbyły się już stosowne polemiki. W Polsce tego rodzaju próby pojawiały się dotąd sporadycznie. Zainicjowano je w środowisku „Kuźnicy” i „Lewego Toru”. Środowiska te jednak raczkują i dopiero w przyszłości będą mogły być  uznawane za „kuźnie zwolenników materializmu dialektycznego”[21]. Okazało się również, że wiedza stalinowców o marksizmie jest znikoma i muszą oni przygotować się do poważnej dyskusji. Nie znają oni dokładnie żadnej linii rozwojowej marksizmu. Nawet bliska im interpretacja stalinowska nie została jeszcze dobrze rozpoznana.

    Łubnicki, po przedstawieniu zarysu dziejów marksizmu, przeszedł następnie do istoty sprawy, a mianowicie zaczął definiować podstawowe pojęcia marksizmu. Omówił też zagadnienia: dialektyki, teorii poznania, teorii przyrody oraz materializmu dziejowego. Wysunął wnioski. Wskazał, że wszelkie spojrzenia na marksizm muszą odbywać się przez dokładne odczytanie źródeł, tzn. prac klasyków marksizmu. Nie wahał się wytknąć tego braku w warsztacie stalinowców. Ich niewiedza została obnażona. Głos Łubnickiego nie trafił jednak do obozu władzy. Odebrano jego wystąpienie za napaść wyrastającą z pozostałości reakcyjnych, które zachowały się po stronie „burżuazyjnej filozofii polskiej”. Kilka lat później Schaff nazwał jego starania:

    Rzadkim zbiorem nieporozumień i błędów, wynikających z nieznajomości filozofii marksistowskiej[22].

    Łubnicki spotkał się też z dyskryminacją ze strony władz uczelnianych. Z czasem odsunął się od dyskusji ze stalinowcami. Nie chcąc drażnić swoich oponentów, zajął się pracą dydaktyczną. Niemniej jego głos był pierwszą próbą zwrócenia stalinowcom uwagi, że chcąc głosić swoje poglądy, muszą najpierw zapoznać się źródłowo z tekstami Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina[23].

    Kolejnym filozofem, który odniósł się do uwarunkowań marksizmu, był Zygmunt Zawirski. W krótkiej broszurce, opublikowanej tuż przed śmiercią, poświęcił jej urywek filozofii marksistowskiej. Uznał marksizm za jeden z czterech kierunków filozoficznych rozwijanych w Polsce. Zaprezentował następnie założenia materializmu dialektycznego. Pisał, że marksizm jest:

    Oficjalną filozofią zaprzyjaźnionego z nami mocarstwa ze Wschodu, która zyskuje u nas coraz więcej zwolenników, zwłaszcza wśród młodych[24].

    Do omówienia marksizmu Zawirski wykorzystał dzieła klasyków: Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Chciał w ten sposób zachęcić leniwych stalinowców do studiowania marksizmu. Wskazywał na konsekwencje przyjmowanych w marksizmie założeń, na przykład na uznanie Spinozy za materialistę, czy też na zapożyczenia ze Spencera i innych filozofów burżuazyjnych[25].

    Należy zauważyć, że w czasie trwania tych dyskusji brakowało podręcznika marksizmu, napisanego z perspektywy stalinowskiej. Początkowo na kursach marksizmu podstawową lekturą były pisma Stalina i Krótki kurs historii WKP(b)[26]. Sytuacja ta zmieniła się dopiero po opublikowaniu przez Schaffa Wstępu do teorii marksizmu[27]. Jednakże nawet i ta pozycja wymagała dysponowania zakresem podstawowej wiedzy o marksizmie. Schaff opatrzył nawet swoją książkę odpowiednią adnotacją:

    Wstęp do teorii marksizmu nie jest podręcznikiem w ścisłym tego słowa znaczeniu. W zasadzie praca ta jest przeznaczona dla inteligencji oraz dla młodzieży uniwersyteckiej[28].

    W późniejszym okresie Schaff opracował popularne Pogadanki o materializmie historycznym[29]. W pierwszych latach po wojnie nie przebił się jednak do szerszej publiczności. Partia stawiała raczej na działaczy w terenie. Liczyła się bardziej praktyka niż teoria. Działania „ofensywy ideologicznej” zeszły na plan dalszy w obliczu odbudowywania zrujnowanej w czasie wojny ojczyzny. Radykalne pomysły związane z rozpowszechnieniem idei marksistowskich w interpretacji stalinowskiej z wielkim trudem trafiały do ludu pracującego miast i wsi. Marksizm stał się jedynie tubą ideologicznej propagandy, przykrywającą istotne problemy dnia codziennego. Wydany przez Schaffa Wstęp do teorii marksizmu nie został od razu zauważony. Działacze partyjni z terenu zajmowali się raczej wykonywaniem kolejnych norm produkcyjnych niż studiowaniem dzieł Marksa, Engelsa, Lenina, a nawet Stalina.

    Działania agitacyjne stalinowców znacznie lepiej odczytano w kręgach opozycyjnych. Posypały się recenzje. Władysław Sobociński trafnie zauważył:

    Schaff widzi możliwość pewnego porozumienia z przedstawicielami innych systemów filozoficznych. Warunkiem zbliżenia się jest więc nie tylko poważna dyskusja, o której wspomina prof. Schaff, nie tylko porozumienie na gruncie naukowo-filozoficznym, poparcie wspólnością wielu założeń – ale przede wszystkim porzucenie stanowiska neutralności w stosunku do przemian społeczno-politycznych, które dokonały się i dokonują. Można by powiedzieć, że to jest pewien brak w książce prof. Schaffa, że nie wypowiedział tego wyraźnie pod adresem swoich przeciwników na gruncie filozoficznym. Wynika to już jednak z samej integralności związania w marksizmie systemu naukowego z ruchem filozoficznym[30].

    Sobociński precyzyjnie odczytał plan Schaffa. Chodziło o dookreślenie podjętych działań „ofensywy ideologicznej”. Od samego początku Schaff ukierunkował ją w stronę przedstawicieli Szkoły Lwowskiej. Uczniowie Twardowskiego mieli zbliżyć się do marksizmu. Władzom zależało, aby przedwojenna kadra naukowa ramię w ramię stanęła z nimi w jednym szeregu. Miano przede wszystkim dokonać koniecznych przemian w przyjętej postawie ideowej.

    Konieczność dokonania takiego wyboru widział również Stanisław Ossowski. Odważnie przystąpił do dyskusji z Żółkiewskim i Schaffem. Jeszcze przed wojną dostrzegł on potrzebę naprawy marksizmu, którą można byłoby z powodzeniem zastosować w badaniach filozoficznych. Ossowski sprzyjał „nowemu spojrzeniu na marksizm”. Jednocześnie proponował jego reformę[31]. Nie akceptował represyjnych metod stosowanych przez partię. Ossowski próbował zreformować marksizm odrzucając wykładnię stalinowską. Zadanie było karkołomne, lecz nie niemożliwe do wykonania. Z czasem stał się pierwszym dyskutantem Żółkiewskiego i Schaffa. Doszło do oczekiwanego przez stalinowców „dialektycznego starcia poglądów”[32]. Na łamach „Myśli Współczesnej” zaczęły ukazywać się jego pierwsze artykuły. W grudniowym numerze z 1947 roku wyszła jego Doktryna marksistowska na tle dzisiejszej epoki[33]. Ossowski podjął próbę przypomnienia stalinowcom o historycznej recepcji marksizmu. Z kolei w pierwszym styczniowym numerze w 1948 roku zajął się zagadnieniami programowymi. Dał artykuł Teoretyczne zadania marksizmu. Stanowił on szkic programowy[34]. Ossowski ufał, że w wyniku rzeczowej dyskusji stanie się coś dobrego w polskiej filozofii. Jego wiara w dialog z marksistami była jednak iluzją. Dziś wiemy, że Ossowski martwił się nieuctwem partyjnych kandydatów nauk. Stanął z nimi do „ringu” i nie dał się wypunktować. Stworzył dla stalinowców specjalny „alfabet marksizmu”, będący wzorcowym przedstawieniem głównych zasad tej trudnej dla nich do przyswojenia ideologii. Podjął misję bezinteresownego nauczenia stalinowców zasad marksizmu. Nie chciał jednak zmieniać własnej przynależności filozoficznej. Nie ufał stalinowcom. Lubił jedynie z nimi polemizować. Wiedział, że ich wiedza jest niedostateczna. Wykazywał adwersarzom braki w znajomości zasad filozofii marksistowskiej. Paradoksalnie chciał pomóc zagubionemu środowisku w poznaniu otchłani tej wydawałoby się prostej teorii.

    Ossowski zaczął swoje nauczanie stalinowców od ogólnie sformułowanego przesłania. Wskazał w nim:

    Aby marksizm mógł odegrać wybitniejszą rolę w nowoczesnym życiu umysłowym, musi wystąpić jako czynnik ruchu. Nie wystarczy retrospekcja ani powtarzanie starych formuł; trzeba sięgnąć ku nowym zagadnieniom i nowym metodom. A z tym dynamizmem łączyć się musi postulat rzetelności naukowej, bez którego nie zwiąże się z ruchem rzetelnych mózgów[35].

    Odczytano to na szczytach władzy jako niczym nieuzasadniony atak. Stalinowcy znali co prawda niesfornego socjologa, a nawet go cenili, lecz nie mogli przejść obojętnie nad tym, co pisał i jak wypowiadał się o marksizmie. Nie mogli znieść następnych pouczeń. Oburzenie po stronie Żółkiewskiego i Schaffa było ogromne. Ossowski poczuł natomiast zadowolenie. Cieszył się, że udało się poruszyć „partyjny beton”. W swoich staraniach pozwolił sobie pójść jeszcze dalej. Sformułował jedenaście zaleceń, które polecał Schaffowi do zapisania we własnym elementarzu prawdziwego marksisty. Niesforny nauczyciel sugerował:

    1) „Prawdziwy marksista” nie będzie się tedy kłopotał, że istnieją Czechy i że nawet zawarliśmy z nimi sojusz, aczkolwiek sto lat temu Marks sądził, że ludy słowiańskie z wyjątkiem Polaków i Rosjan nie mają przed sobą przyszłości;

    2) Nie będzie również starał się w taki czy inny sposób zasłonić faktu, że dzieje społeczno-ekonomiczne ostatniego stulecia nie miały dokładnie takiego przebiegu, jak zapowiadał Manifest komunistyczny, że nie urzeczywistniło się prawo zmniejszającej się płacy robotniczej i wzrastającego wysiłku, ani też polaryzacja w przekształcaniu się klas społecznych (proces zaniku klas pośrednich);

    3) Prawdziwy marksista wie, że błąd w przewidywaniach dyskredytuje proroka, ale nie dyskredytuje największego nawet geniusza w nauce;

    4) Co więcej, zdaje on sobie sprawę, że gdybyśmy po stu latach stwierdzili dokładną realizację wszystkich hipotez Manifestu, to trzeba by postawić pod znakiem zapytania trafność dialektyki;

    5) Wbrew dość rozpowszechnionej opinii: materializm dialektyczny bardziej niż jakakolwiek teoria sprzyja swobodnej dyskusji;

    6) Teza o zależności doktryn filozoficznych i teorii naukowych od warunków społeczno-gospodarczych nie godzi się z postawą egzegety, a cała koncepcja nadbudowy ideologicznej w nieporównanie mniejszym stopniu niż mieszczański pogląd na świat pozwala liczyć na skuteczność zabiegów takiej czy innej cenzury;

    7) Skądinąd zaś koncepcja dialektycznego rozwoju przypisuje twórczą funkcję zaprzeczeniom i każe oczekiwać postępu nauki na drodze przeciwstawiania się ustalonym poglądom;

    8) Teoria płodna – to teoria, która najszybciej rodzi odkrycia, które przeciwstawiają jej nowe twierdzenia, nowe, odmienne sposoby ujmowania zjawisk;

    9) Z dziejów kultury naukowej wiemy, że tak się istotnie rozwijają nauki;

    10) Ale założenia marksizmu dostarczają teoretycznej sankcji takiej właśnie drodze rozwoju;

    11) Prawdziwy marksista [wreszcie] wie, że marksizmowi rozumianemu w sensie dynamicznym nie zagraża ani nowoczesna logika, ani etnologia, ani socjologia[36].

    Wypowiedź Ossowskiego dotknęła partyjnych decydentów. Upokarzające było, że śmiał on w ogóle pomyśleć o tym, aby nauczyć stalinowców zasad marksizmu. Na łamach „Myśli Współczesnej” doszło co prawda do dyskusji między Ossowskim a Julianem Hochfeldem i wspomagającym go Schaffem, lecz nie zmieniła ona nastawienia obozu stalinowskiego. Potrzebowali oni w tamtym czasie wykształconych marksistów i cierpieli z powodu własnej niemocy. Kadry naukowe kształci się jednak przez wiele lat[37]. Stalinowcy nie potrafili tego zrozumieć. Przystąpili do jeszcze bardziej wzmożonej ofensywy. Ich dalszy los zależał w dużej mierze od skuteczności podejmowanych działań. Atak skierowany został w stronę uczniów Twardowskiego. Zwarcie własnych szeregów partyjnych oznaczało odsunięcie ich od pracy akademickiej i usunięcie z zajmowanych stanowisk.

     

     

    [1] Niniejsze rozważania są kompilacją tego, co wcześniej ukazało się w dwóch pierwszych częściach Filozofii po ciemnej stronie mocy. Zob. R. Kuliniak, M. Pandura, Ł. Ratajczak, Filozofia po ciemnej stronie mocy. Krucjaty marksistów i komunistów polskich przeciwko Lwowskiej Szkole Filozoficznej Kazimierza Twardowskiego. Cz. I: Lata 1945-1951, Kęty 2018, ss. 380 oraz Cz. II: Reforma szkolnictwa wyższego, Kęty 2020, ss. 280.  

    [2] Zob. W. Gomułka-Wiesław, Przemówienie końcowe, po dyskusji nad sprawozdaniem politycznym, wygłoszone w dniu 8 grudnia 1945 roku, w: tenże, Ku nowej Polsce. Sprawozdanie polityczne i przemówienia wygłoszone na I Zjeździe PPR, Katowice 1945, s. 139. Por. Jesteśmy partią narodu – partią zwycięstwa. Końcowe przemówienie sekretarza gen. KC PPR tow. Gomułki-Wiesława, „Głos Robotniczy”, R. 1, nr 176 (z 12 grudnia 1945), s. 2.

    [3] Zob. A. Sikora, Szczyt szczytów, „Literatura” 1997, nr 6, s. 18.

    [4] Szerzej o Ludwiku Krzywickim traktują: O. Lange, Ludwik Krzywicki jako teoretyk materializmu historycznego, Wyd. Spółdzielnia Wydawnicza „Wiedza”, Warszawa 1947 a także R. Nazar, Z dziejów recepcji marksizmu w Polsce. Koncepcja materializmu historycznego w ujęciu Ludwika Krzywickiego, Warszawa 1987. Ciekawostką jest również wydana w 2007 roku książka H. Hollanda Ludwik Krzywicki – nieznany. Zdecydowała się na jej wydanie „Książka i Prasa”.

    [5] Zob. L. Weryho, Marx als Philosoph, Bern–Leipzig 1894. 

    [6] Szerzej pisze o tym J. Mosdorf, Krakowskie boje filozofów, „Prosto z Mostu”, R. 2, nr 44, z 11 października 1936 roku, s. 5; oraz tenże, Obozy ideowe na zjeździe krakowskim, „Prosto z Mostu”, R. 2, nr 45, z 18 października 1936 roku, s. 4.

    [7] Zob. L. L., III. Polski Zjazd Filozoficzny, „Chwila”, R. 18, nr 6298, z 2 października 1936 roku, wyd. poranne, s. 7.

    [8] Zob. J. Itrich, Socjalistyczny humanizm w myśli Polskiej Partii Socjalistycznej w latach 1945–1948, „Tradycje i Wartości Polskiego Ruchu Robotniczego”, 21, Warszawa 1989; a także P. Hübner, Instytucje i programy naukoznawcze w Polsce w latach 1945–1949, „Zagadnienia Naukoznawstwa”, t. 19, 1983, z. 4, wyd. 1984, s. 446–454, tenże, Polityka naukowa w Polsce w latach 1944–1953. Geneza systemu, t. 1–2, „Problemy Naukowe Współczesności”, Wrocław 1992.

    [9] Zob. Sz. Budny [S. Żółkiewski], O tzw. nieaktualności marksizmu, „Przełom. Pismo Społeczno-Literackie Inteligencji Postępowej” 1942, nr 2 (październik–listopad), s. 9–14.

    [10] Zob. tamże.

    [11] W dziale „Przegląd nauk poszczególnych” ukazał się artykuł K. Kelles-Krauza, O tzw. „kryzysie marxizmu”. Zob. „Przegląd Filozoficzny”, R. 3, z. 2, 1900, s. 87–94.

    [12] Zob. S. Żółkiewski, O tak zwanej nieaktualności marksizmu, „Kuźnica”, R. 1, nr 1 (z czerwca 1945), s. 2.

    [13] Zob. tamże, s. 3.

    [14] Zob. tamże.

    [15] Zob.  A. Schaff, Ideologiczna donkiszoteria, „Kuźnica”, R. 1, nr 8 (z 21 października 1945), s. 4. 

    [16] Zob. tamże.

    [17] Zob. tamże.

    [18] Zob. tamże.

    [19] Zob. tamże.

    [20] Zob. N. Łubnicki, Teoria poznania materializmu dialektycznego (Próba usystematyzowania i rozbioru), „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska. Sectio F”, vol. I/2, 1946, s. 121–186. Obok głosu Łubnickiego toczyła się jeszcze dyskusja między Żółkiewskim i Schaffem a księdzem Janem Piwowarczykiem w „Tygodniku powszechnym”. Zob. J. Piwowarczyk, Filozofia marksizmu, „Tygodnik Powszechny”, R. 1, nr 31 (z 21 października 1945), s. 1; Teologia marksizmu, „Tygodnik Powszechny”, R. 1, nr 32 (z 28 października 1945), s. 2; Dyskusja nad marksizmem, „Tygodnik Powszechny”, R. 1, nr 36 (z 25 listopada 1945), s. 2; Jeszcze marksizm, „Tygodnik Powszechny”, R. 2, nr 3 (z 20 stycznia 1946), s. 4. Artykuły te zostały przedrukowane w: J. Piwowarczyk, Wobec nowego czasu (z publicystyki 1945–1950), wyb. J. Kołątaj, Kraków 1985, s. 99–132. Zob. też S. Żółkiewski, Głos polemiczny A. Schaff, Ks. Piwowarczykowi w odpowiedzi, „Kuźnica”, R. 1, nr 15 (z 9 grudnia 1945), s. 3–4; nr 16 (z 16 grudnia 1945), s. 8; S. Żółkiewski, Głos marksisty, „Odrodzenie”, R. 2, nr 51 (z 18 listopada 1945), s. 1; S. Żółkiewski, O poziom dyskusji, „Odrodzenie”, R. 2, nr 55 (z 16 grudnia 1945), s. 8.

    [21] Zob. tamże.

    [22] Zob. A. Schaff, Z zagadnień marksistowskiej teorii prawdy, Warszawa 1951, s. 50.

    [23] Szerzej o Łubnickim pisze: T. Kwiatkowski, Profesor Narcyz Łubnicki (1904–1988), „Ruch Filozoficzny”, t. 47, 1990, nr 2, s. 107.

    [24]  Zob. Z. Zawirski, O współczesnych kierunkach filozofii, Kraków 1947, s. 10–22.

    [25] Zob. tamże.

    [26] Zob. Historia Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). Krótki kurs pod redakcją Komisji KC WKP (b) zaaprobowany przez KC WKP (b). 1938 roku, Warszawa 1948.

    [27] Zob. A. Schaff, Wstęp do teorii marksizmu. Zarys materializmu dialektycznego i historycznego, Warszawa 1947.

    [28] Zob. tamże, s. 6.

    [29]  Zob. A. Schaff, Pogadanki o materializmie historycznym, Warszawa 1948.

    [30] Zob. W. Sobociński, Wstęp do teorii marksizmu, „Życie Nauki”, t. 5, 1948, nr 29–30, s. 435.

    [31] Zob. S. Ossowski, Dziennik, „Połączone Biblioteki WFiS UW, IFiS PAN i PTF”, Rps 338, t. 7, s. 15–16.

    [32] Zob. tamże.

    [33] Zob. S. Ossowski, Doktryna marksistowska na tle dzisiejszej epoki, „Myśl Współczesna”, R. 2, 1947, nr 12, s. 5.

    [34]  Zob. S. Ossowski, Teoretyczne zadania marksizmu. Szkic programu, „Myśl Współczesna”, R. 3, 1948, nr 1, s. 3–18.

    [35] Zob. S. Ossowski, Doktryna marksistowska na tle dzisiejszej epoki, „Myśl Współczesna”, R. 2, 1947, nr 12, s. 512.

    [36] Zob. S. Ossowski, Teoretyczne zadania marksizmu. Szkic programu, „Myśl Współczesna”, R. 3, 1948, nr 1, s. 3-4.

    [37]  Zob. J. Hochfeld, O znaczeniu marksizmu (artykuł dyskusyjny), „Myśl Współczesna”, R. 3, 1948, nr 2, s. 70–94; A. Schaff, Marksizm a rozwój nauki (artykuł dyskusyjny), „Myśl Współczesna”, R. 3, 1948, nr 6–7, s. 245. Zob. też S. Ossowski, Na szlakach marksizmu, „Myśl Współczesna”, R. 3, 1948, nr 8–9, s. 19–34.

    Komentarze (0)

    Czytaj także

    Refleksje nad polską recepcją marksizmu

    Filozofię polską po II wojnie światowej poddano terapii szokowej. Dokonała tego grupa próbujących filozofować stalinowców, związanych z partyjnym obozem władzy, całkowicie zależna od „wielkiego brata” ze Wschodu.

    Radosław Kuliniak

    7 min

    Z historii stalinowskich krucjat przeciwko Szkole Kazimierza Twardowskiego. Atak Henryka Hollanda

    Jeszcze w latach czterdziestych ubiegłego wieku stalinowcy zaczęli ofensywę ideologiczną skierowaną w stronę „burżuazyjnej”, „imperialistycznej” i „idealistycznie” ukształtowanej szkoły lwowskiej Kazimierza Twardowskiego.

    Radosław Kuliniak

    20 min

    Wiara filozofa. Nieznana korespondencja Izydory Dąmbskiej z Janem Pawłem II

    Niepokój metafizyczny, który towarzyszył Izydorze Dąmbskiej od wczesnych lat młodzieńczych, kłócił się niewątpliwie z lekcjami wiary i przywiązania do tradycji Kościoła Katolickiego, które wyniosła z domu rodzinnego.

    Radosław Kuliniak

    12 min